W Europie wieje z lewej strony, w Polsce na razie bez zmian

W Europie wieje z lewej strony, w Polsce na razie bez zmian

Francuzi jako kolejni Europejczycy zawiedli polskie media i wybrali lewicowego prezydenta. Dla premiera Donalda Tuska, który nie miał czasu spotkać się z kandydatem socjalistów podczas jego wizyty w Polsce, był to pewnie spory zawód. Podobnie jak dla dużej części polskich publicystów i komentatorów. Jacek Pałasiński w autorskim programie „Świat według Jacka” w TVN, w nadanym tuż przed wyborami króciutkim materiale relacjonującym końcówkę kampanii wyborczej pozwolił sobie na następujący komentarz: „Ciekawe, czy Francuzi wybiorą Nicolasa Sarkozy’ego i kraj odetchnie z ulgą, czy też postąpią krótkowzrocznie, wybierając François Hollande’a, który będzie zadłużał kraj”. Podobnie sprawę opisywał Witold Gadomski, specjalista „Gazety Wyborczej” od gospodarki i strażnik czystości zasad neoliberalizmu: „Hollande, jak przywódcy socjalistyczni w całej Europie, wie, że nie ma możliwości dokonania radykalnego zwrotu w polityce gospodarczej. Socjaliści krytykują współczesny kapitalizm, ale nie mają realnego programu dotyczącego jego zmiany. (…) Oburzają się na dyktat rynków finansowych i agencji ratingowych, ale ostatecznie mu ulegają. Wiedzą, że z rynkami nie ma żartów. Na użytek wyborców odgrywają lewicowy teatr, ale bez przekonania. Tak by finansiści nie uwierzyli, że lewicowy program jest głoszony serio”. W tym właśnie duchu „wolne media” w Polsce komentowały wybory we Francji. Generalnie lewicy ma nie być. A jeśli już jest, to niech nie miesza się do spraw społeczno-gospodarczych, bo tutaj monopol na prawdę absolutną mają fundamentaliści rynkowi. Co z tego, że z powodu ślepej wiary w moc niewidzialnej ręki rynku świat zmaga się z kryzysem? A jeśli ktoś z kolei wygłasza serio program lewicowy, to zdaniem liberalno-konserwatywnych komentatorów albo udaje, albo odgrywa polityczny teatr, albo jest populistą, a może niedouczonym ze świętych ksiąg Friedmana czy kazań Balcerowicza. Tak czy siak jest niebezpiecznym heretykiem, którego trzeba zwalczać na wszelkie sposoby.
Również brak zgody Greków na dalsze cięcia socjalne i wyrzeczenia w życiu codziennym, wyrażony dobrymi wynikami wyborczymi różnej maści greckiej lewicy, nie pasuje stojącym na straży interesów możnych. Kiedy premier socjaldemokratycznego rządu Grecji kilka miesięcy temu zaproponował referendum w sprawie zezwolenia ze strony społeczeństwa na dalsze zaciskanie pasa, tzw. rynki finansowe i ich reprezentacje polityczne zawyły z oburzenia. Jak to, obywatele mają decydować o polityce gospodarczej państwa? Od tego są tzw. eksperci finansowi doradzający wielkim bankom i korporacjom. Teraz jednak społeczeństwo greckie pokazało, że ludzie nie są jak kartonowe pudła, które można dowolnie przesuwać albo wyrzucać na śmietnik. Nie ma na to zgody w Europie!
W polskich mediach przy okazji spraw społeczno-ekonomicznych zazwyczaj mamy możliwość zapoznania się z poglądami właśnie doradców bankowych, a nie np. niezależnych i mniej skażonych dogmatyzmem rynkowym profesorów ekonomii. Spośród tych ostatnich możliwość pokazania się w telewizji mają tylko sprawdzeni fani rynku i prywatyzacji w stylu Balcerowicza.
W Polsce, podobnie jak w Grecji, obywatele również nie mają prawa decydować o gospodarce ani o tym, kiedy dostaną emeryturę. Od tego jest kasta kapłanów i ideologów wolnego rynku. Dla premiera Tuska ważniejsze od opinii publicznej (która w zdecydowanej większości odrzuca rządowy projekt wydłużający obowiązek pracy) są opinie agencji ratingowych, pracodawców z Lewiatana, bankowców i dużego biznesu. Lud ma tylko grzecznie wykonywać polecenia, wychwalać istniejący porządek i bić pokłony swoim panom. Feudalizm w czystej postaci. Niedługo lud dostanie igrzyska Euro i ma zapomnieć o tym, że będzie pracował prawie do śmierci ze śpiewem na ustach: „Piękna przyszłość jest przed nami / wzniesiemy nowe banki / z betonu i ze stali // W przyszłość, rodacy / zbudujemy nowy świat / zdechniemy przy pracy / jeszcze tylko parę lat // Połączmy nasz wysiłek, zjednoczmy wszystkie siły / ojczyzna, ojczyzna czeka na ciebie / kapitalisto miły!”. Ten stary utwór Dezertera powinien być podkładem muzycznym do wszystkich promocyjnych działań rządu.
Duża – i pierwszy raz od wielu lat masowa – demonstracja pierwszomajowa SLD w Warszawie nie mogła być niezauważona. Ale media próbowały przykryć tę mobilizację lewicy z jednej strony Palikotem i jego kongresem, a z drugiej rocznicą beatyfikacji papieża. Tym razem jednak nie udało się całkowicie przysłonić zmiany nastrojów społecznych. A one są widoczne gołym okiem.
Trudno, żeby było inaczej, jeżeli lud żyje w kompletnej niepewności i wciąż słyszy o nowych, świetnych pomysłach władzy. Doradcy prezydenta Komorowskiego, chcąc ulżyć rządzącym i zapełnić puste skarbce władzy lokalnej, szukają nowych dochodów w kieszeniach ludzi. W kraju, gdzie buduje się bardzo niewiele mieszkań i gdzie kupujących jest jeszcze mniej, władza zastanawia się nad zwiększeniem o 300% podatku od nieruchomości. Więcej takich pomysłów, a na pewno rozwiążemy problem budownictwa w Polsce.
Wiatr zmian wieje jednak coraz mocniej w Europie. Wczoraj Słowacja, teraz Francja, wkrótce Czechy i Niemcy. Czas na Polskę.

Wydanie: 20/2012

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy