Kłopoty z myśleniem

R. Descartes, czołowy przedstawiciel nowożytnego racjonalizmu (zwany Kartezjuszem) wysunął w swej „Rozprawie o metodzie” słynną po dziś dzień tezę, że wszyscy ludzie są wyposażeni w taki sam rozum, nie wszyscy jednak potrafią używać go właściwie. Nie wiadomo, czy Kartezjusz nie zmieniłby tego poglądu, gdyby dożył naszych czasów i zobaczył, co się dzieje w życiu publicznym Trzeciej Rzeczypospolitej. Czy np. uczestnicy pierwszego w historii Polski postępowania przed parlamentarną Komisją Śledczą odznaczają się takim samym rozumem? A świadkowie składający zeznania i komentatorzy prasowi są równie rozsądni? Na pewno nie. Przyszły badacz naszej epoki znajdzie w dokumentach tej sprawy sporo przykładów świadczących o niezbyt wysokim poziomie umysłowym obecnej formacji politycznej.
Czy obserwacje nieinteligentnych zachowań większości ludzi rzeczywiście obalają wiarę autora „Rozprawy o metodzie” w powszechność rozumu w świecie? Okazuje się, że nie. Kartezjusz mówił o równym (sprawiedliwym) rozdziale ludzkiego rozumu w tym sensie, że „każdy mniema, iż jest weń tak dobrze zaopatrzony, że nawet ci, których najtrudniej zadowolić w innych sprawach, nie zwykli pożądać go więcej, niż posiadają”. Czy zdarzyło się, by jakiś poseł użalał się kiedykolwiek na niedostatki własnego rozumu? Każdy z parlamentarzystów uważa za głupich swych politycznych przeciwników, nie toleruje więc poglądów innych niż własne.
W żadnym razie przyrodzony rozum nie jest wystarczający do poprawnego myślenia. Trzeba jeszcze umieć używać go właściwie. Na nic się zdaje zdrowy rozsądek, jeśli nie jest wyposażony w odpowiednią metodę rozumowania, mówił wielki filozof. Tej umiejętności współczesnym Polakom brakuje.
Wiele przykładów wykroczeń przeciw rozumowi można przytoczyć z prasy, radia, a zwłaszcza telewizji dającej pokaz publicznego śledztwa w sprawie słynnej łapówki, której nikt nie dał i nikt nie wziął (chociaż chciał, powołując się na tajemniczych „onych”). Zadawane pytania i odpowiedzi są chaotyczne, najczęściej nie na temat. Nie rokuje to szybkiego i skutecznego dojścia do prawdy.
Wadą nagminną w myśleniu polonusów jest gadanie bez zastanowienia różnych rzeczy. Przywarę tę napiętnował już dawno A. hr. Fredro słowami jednego z bohaterów „Ślubów panieńskich” (słowa te nieraz już w swych felietonach cytowałem). W akcie I tej sztuki mówi mądry Radost do Gustawa: „Nim się odezwiesz, pomyśl pierwej nieco, bo często słowa jakby z worka lecą”.
Świadkowie zeznający przed Komisją Śledczą wypowiadali często bez chwili namysłu słowa o dużym znaczeniu, nie zdając sobie sprawy, co te słowa znaczą. Jak Gucio z komedii Fredry zachował się np. J. Braun, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, który powiedział, że w pracach nad projektem ustawy o RiT doszło do „mataczenia”. Nie wiedział nieborak, jaka treść kryje się pod tym niepozornym słówkiem (zasugerowanym mu przez posła J. Rokitę!). Rozpętała się wielka burza, szczególnie po przedwczesnym apelu prezydenta do członków rady, by podali się do dymisji.
Słowo jest wielką potęgą, pisał w „Alchemii słowa” Jan Parandowski. Niebacznie użyte może wywołać nawet wojnę lub rewolucję. Maria Antonina, królowa Francji, naraziła się głodnemu ludowi Paryża pamiętnym powiedzeniem, że jeśli ludzie nie mają chleba, to niech jedzą ciastka. W okresie stanu wojennego w Polsce podpadł społeczeństwu ówczesny rzecznik rządu, J. Urban, mówiąc: „Rząd zawsze się wyżywi’. Dzisiaj jako redaktor naczelny tygodnika „NIE” popisał się na zakończenie zeznań przed Komisją Śledczą nowym błyskotliwym bon motem: „Powiedziałem więcej niż wiedziałem”. Czy zdał sobie sprawę z tego, co mówi? Że tym jednym krótkim zdaniem podważy wartość całych zeznań?
Śledztwo przed prześwietną komisją pokazało, że zeznający przed nią świadkowie mają trudności z precyzyjnym wyrażaniem swych myśli. W prawie liczy się ścisłość. Jeżeli świadek powiada, że w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji działy się „dziwne rzeczy”, to co to właściwie znaczy? Forsowanie różnych wariantów projektowanych ustaw to normalna praktyka w demokratycznych, pluralistycznych parlamentach, a nie żadne „dziwy”. W myśleniu politycznym współczesnych „elit” w niewielkim poważaniu jest stara przestroga „Cokolwiek czynisz, czyń roztropnie i patrzaj końca” (Quidquid agis, prudenter agas et respice finem). Przykład aktualny: czy decyzja o transmitowaniu w telewizji ogólnopolskiej pełnego przebiegu posiedzeń Komisji Śledczej była racjonalna? Sprawie nadano w ten sposób nadmiernie wielki rozgłos, który odbił się szerokim echem za granicą, szkodząc dobremu imieniu Polski w świecie. Przedwcześnie, przed zakończeniem postępowań w Komisji Śledczej i w prokuraturze, opinia publiczna uległa medialnej sugestii, że na szczytach lewicowej władzy została ujawniona jakaś wielka korupcja.
Przeciętny telewidz uważa sprawę za przesądzoną na niekorzyść osób, które są przez członków komisji z opozycji przesłuchiwane tendencyjnie, z zamiarem wmówienia im udziału w „aferze stulecia”. Kto dziś wątpi w winę głównego aktora skandalu, o którym wszystkie gazety i rozgłośnie piszą i mówią bezustannie jak o człowieku prawomocnie skazanym za łapówkarską zbrodnię? Poważnym nadużyciem jest wykorzystywanie jego nazwiska w określeniu badanej sprawy „aferą Rywina” czy „Rywingate”. Permanentnie łamany jest w ten sposób art. 42 ust. 3 konstytucji, według którego „każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu”.
Wspomniana sprawa to tylko fragment niespokojnego życia politycznego, które coraz głębsze budzi zaniepokojenie w polskim społeczeństwie. Nie ziściły się nasze marzenia o państwie prawa i prawdziwej demokracji. W. Churchill już ponad pół wieku temu mówił, że demokracja jest najgorszą formą rządu, ale lepszych nie ma. Faktem jest, że demokracja parlamentarna nie sprawdziła się dotąd w pełni w żadnym kraju. Próżno jednak byłoby szukać w parlamentaryzmie zachodnim takich przejawów upadku kultury, jakie pojawiły się w Sejmie odrodzonej Rzeczypospolitej. Rządy skłóconych miernot to karykatura demokracji.
Według Platona (428-348 p.n.e.) idealne państwo to takie, które zarządzane jest przez mędrców. Dla nich nie ma jednak miejsca w demokracji. Władzę sprawują w niej ludzie nieokrzesani, których wybiera lud zwykle spośród demagogów, a nie filozofów. Od tamtych czasów, w których Platon głosił swe poglądy, upłynęło prawie 2,4 tys. lat, nigdy jednak w tym okresie ideał rządów sprawowanych przez najmądrzejszych obywateli nie został osiągnięty. I trudno temu się dziwić. Ludzie nauki nie mają uzdolnień do uprawiania polityki polegającej na osiąganiu kompromisów. Błędny więc (i utopijny) jest pogląd dochodzący ostatnio do głosu w związku z kryzysem politycznym, że należy powołać rząd składający się z fachowców.
Chcąc nie chcąc jesteśmy więc skazani na demokrację opartą na rządach ludzi, których wyborcy uznali za godnych swego rozumu.

 

Wydanie: 14/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy