Głupota nie boli

Nie miałam ostatnio czasu, nie pisałam bloga, nie oglądałam telewizji, kończyłam opowiadanie, wydawnictwo czekało.
Wysłałam wreszcie, trochę tylko spóźnione, i postanowiłam zanurzyć się w nurt naszej mętnej rzeki politycznej. Zaczęłam oglądać programy informacyjne, żeby być na bieżąco. Trzeba z żywymi naprzód iść – pomyślałam sobie.
Okazuje się, że iść z żywymi naprzód nie jest u nas łatwo. Znów zaczęły się, jak mówi lud, wykopki. Ja wiem, że to nieładnie tak się wyrażać o ofiarach, ale istnieje granica wytrzymałości na zwłoki. (…)
Politycy dla swoich celów wykorzystają wszystko. Nie bez racji mówi się: po trupach do celu.
Niektórzy traktują to dosłownie i usuwają przeciwników stojących na ich drodze. Tak się dzieje w dyktaturach. Tak bywało i w dyktaturze proletariatu, w dawnym ZSRR, a nawet i u nas w pierwszej fazie komuny. Potem stosowano tę metodę już sporadycznie.
Nasi politycy nie mogą tych metod stosować, ponieważ żyjemy w demokracji. Jednak trup ściele się dość gęsto z przyczyn katastrof. Zawsze można coś wywlec, po raz kolejny wykopać i krzyczeć o krwi na rękach, choć zwłoki jako żywo już nie krwawią.
– Pan ma krew na rękach – woła mały prezes Jarosław – pan się przyczynił do śmierci mojego brata, ja panu ręki nie podam.
– To pan ma krew na rękach, bo przez pana chore ambicje ludzie zginęli – mówią jego przeciwnicy.
Niebawem MY, NARÓD, będziemy mieć krew na rękach, bo nie wytrzymamy dłużej inwazji zwłok i zaczniemy dusić polityków serwujących martwe dania. Chociaż nie wiem, czy duszenie jest krwawe czy raczej bezkrwawe?
Znów wszczęto dyskusję o zwłokach. Tym razem chodzi o gen. Błasika. Był czy nie był w kokpicie? Mówił coś czy nie mówił? Przepraszać wdowę czy nie przepraszać? Jerzy Miller twierdzi, że był, a może nawet było dwóch generałów. Nowa wersja dowodzi, że Błasik nic nie mówił. To skłoniło znawcę lotnictwa, pilotażu itd., Antoniego Macierewicza, do walki o utworzenie kolejnej komisji, żeby można było się popisać przed widzami intelektem oraz wiedzą w temacie zwłok. Ciekawe, czy Macierewicz pamięta swoją rozmowę telefoniczną ze Smoleńska. Co wówczas wykrzykiwał, podobno krzyczał, że muszą wylądować!
Czy ktoś może wątpić w istnienie nacisków, jeśli wie, w jaki sposób potraktowano pilota, który oparł się prezydentowi w Gruzji? Czy nazwanie dzielnego kapitana tchórzem, oskarżenie go o niewykonanie polecenia, stawianie przed sądem, zresztą przez późniejszą ofiarę katastrofy – posła Gosiewskiego, nie jest naciskiem wywieranym na załogę lotu do Smoleńska? Zwłaszcza że leciał drugi pilot z lotu do Gruzji. Ktoś w to uwierzy?
Antek ekspert uważa, że brzoza była za wiotka, by mogła mieć wpływ na roztrzaskanie samolotu. A o ptaszkach, które były przyczyną katastrof lotniczych, nie słyszało się?
Wszędzie krew chlusta, gorzej niż w szwedzkich kryminałach. (…)
A jak nie ma akurat świeżych zwłok, to się bierze Katyń, pokazuje czaszki, szkielety i jakoś lecimy do przodu!
To nie moja nieczułość, nie myślcie tak. To potrzeba spokoju. Dajcie spokój duszom ofiar!
Dobrze sprzedają się też „zabijane małe dzieci”, jak wyraził się któryś z posłów. Mówił o partii Palikota, która według niego składa się z ćpunów oraz zabójców małych dzieci. Miał na myśli embriony. Nie wiem już, czy to był pisior czy Solidarna Polska, bo to jeden pies, najgorsze jest to, że muszą się licytować, muszą przebijać! Dziwne, że szef Ziobro nie czuje krwi na swoich rękach po śmierci Barbary Blidy i sprawie doktora G.; czy ktoś policzył, ilu ludzi umarło, nie doczekawszy się przeszczepu? No więc zabijane dzieci przebiły „zwolenników aborcji”. Głupota nie boli, fakt. Nie ma zwolenników aborcji! Nikt tego nie chce! Są natomiast zwolennicy „zabijania” kobiet, że użyję ich retoryki. Chcą, żeby poświęcić życie kobiety dla embriona. Pewnie nie lubią swoich żon albo ich nie mają, bo ślubowali Bogu celibat.
Abp Nowak poleciał równie ostro: „In vitro to morderstwo!”. Czujecie to? Rozumiecie duchownego, który w taki sposób wyraża się o rodzicach wielu dzieci urodzonych in vitro? Nieuki nie mają pojęcia, o co w tym chodzi. Wystarczy spytać genetyka, lekarza, biologa. Wszystko jest dostępne, można się nauczyć, ale po co, skoro głupota jest bezbolesna?
Sądziłam, że „krew na rękach” jest domeną polityków PiS czy ziobrzystów. Niestety głupota jest ponadpartyjna.
Wystąpił w telewizji zadowolony grubasek i wesoło porównał Tuska do tchórzliwego kpt. Schettina, który pierwszy uciekł z tonącego okrętu! Ten naprawdę jest odpowiedzialny za śmierć wielu ludzi. Pomyślałam, że tym razem któryś z tamtej strony, na prawo przy ścianie znów przesadził, co mnie nie zdziwiło, bo nie takie głupoty gadali. A tu się okazuje, że błysnął w taki sposób młody wilczek SLD-owski.
Przewodniczący Leszek Miller ma na koncie sporo bon motów. Miał też prawo powiedzieć: „Pan jest zerem, panie pośle” do Ziobry. To się mieściło w ramach. A ten gładki krawaciarz, żeby zaistnieć, walnął z grubej rury! W myśl zasady: dobrze czy źle, byle z nazwiskiem. (…)
Głupota nie boli. Gdyby głupota bolała, ci specjaliści od zwłok, eksperci od lotnictwa typu Antek Macierewicz, od zabijanych dzieci tudzież krwi na rękach leżeliby złożeni niemocą w szpitalach i byłby spokój. Chociaż nie, pewnie niektórzy pomarliby z tych mąk, a wówczas mielibyśmy nowe zwłoki. Niech lepiej zostanie, jak jest, przynajmniej głupota widoczna jest gołym okiem.
19 stycznia 2012 r.

Z blogu Krystyny Kofty na portalu Onet.pl,
http://krystyna-kofta.blog.onet.pl/

Wydanie: 4/2012

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy