Przemilczany zamach

Dlaczego władzom nie zależało na ujawnieniu akcji terrorystycznej na prezydenta Wojciechowskiego

Nawet wielu historykom nieznany jest fakt (bo skrywany pod suknem II Rzeczypospolitej) dokonania nieudanego zamachu na prezydenta Stanisława Wojciechowskiego. Miał on miejsce 5 września 1924 r. podczas przejazdu prezydenta przez Lwów, dokąd przybył na otwarcie wystawy przemysłowej. Do jadącego odkrytym powozem rzucono z tłumu ładunek wybuchowy, który jednak upadł na jezdnię za powozem, pod końskie kopyta towarzyszącej gościowi eskorty wojskowej. Władze migiem wyciszyły sensację, co przyszło stosunkowo łatwo, bo próba zamachu nie spowodowała ofiar.
Odrodzona Rzeczpospolita zainteresowana była wyciszeniem przed własną i zagraniczną opinią publiczną wszelkich niepokojów i konfliktów z mniejszością ukraińską. Pielęgnowano przeświadczenie, że na kresach wschodnich życie toczy się normalnie. Zamach temu spektakularnie przeczył. Dlatego zdecydowano, że żadnej próby zamachu nie było. Większość tytułów prasowych w ogóle przemilczała sprawę, a nieliczne do których wieść przeniknęła, zbagatelizowały zajście jako ledwo zauważoną przez publiczność „demonstrację”.
Warszawski „Tygodnik Ilustrowany” zamieścił 20 września obszerną relację z Targów Wschodnich plus kolumnę zdjęć z pobytu prezydenta we Lwowie, lecz o próbie zamachu cicho sza. W przeglądzie tygodnia magazynu „Świat” z 6 września 1924 r. znajdujemy tylko notatkę o działaniu na kresach „band dywersyjnych”, które

usiłują wywołać zamieszanie

na naszych wschodnich prowincjach kresowych. Rząd polski przedsięwziął nareszcie środki, które prawdopodobnie zniechęcą rychło do tych praktyk zarówno zamiejscowych bandytów, jak i ich utajnionych na kresach popleczników. Na czele władz wojewódzkich w Nowogródku i Łucku stanęli generałowie Januszajtis i Olszewski. Ustalono ścisłe współdziałanie władz wojskowych z cywilnymi”.
Nawet w książce Henryka Comte’a, wspomnieniach adiutanta prezydenta Wojciechowskiego („Zwierzenia adiutanta w Belwederze i na Zamku”, LSW, Warszawa 1976), nie ma najmniejszej wzmianki o próbie zamachu, chociaż autor wspomina o tysiącach szczegółów związanych ze służbą u boku prezydenta. Jak głęboko zwaśnione były wówczas obie strony, niech zaświadczy chociażby notatka w „Kurierze Warszawskim” z 3.09.1924 r. pt.: „Mord polityczny w Przemyślu”. W tych dniach trzech uczniów gimnazjum ruskiego zamordowało strzałami rewolwerowymi dyrektora żeńskiego seminarium małoruskiego, śp. Sofrona Matwijara, za to, że jego dwaj synowie zapisali się na Uniwersytet Lwowski, a jego córka przeniosła się z gimnazjum ruskiego do polskiego. Zbrodniarze zdołali umknąć.
Wracajmy jednak do zamachu. Jako rzekomego sprawcę zatrzymano Stanisława Steigera, „dwudziestokilkuletniego pracownika spółki kolonialnej Meinla” wyznania mojżeszowego”. Tymczasem właściwy zamachowiec, 19-letni student ukraiński, Teofil Olszewski, zatrzymany został przez patrol niemiecki w okolicy Bytomia, gdy 3 października 1924 r. nielegalnie przekraczał granice z Polski bo, jak przyznał, „dokonał zamachu na prezydenta Wojciechowskiego”. Olszewski zeznał, że zamachu dokonał na polecenie Ukraińskiej Organizacji Wojskowej. Jednocześnie zbieg przekazał władzom niemieckim „szczegółowe informacje o szeregu osób, które pomogły mu w ucieczce z Polski”. Olszewski otrzymuje status „uchodźcy politycznego” i wkrótce przenosi się z Berlina do Malborka, bliżej granicy z Polską. Wyjaśnia władzom niemieckim, że bojownicy ukraińscy przyjęli zasadę reagowania protestem na każdorazowe pojawienie się prezydenta RP na ziemi ukraińskiej.
Niemcy wiedzą zatem, że

przed sądem lwowskim

stanęła osoba niewinna, w dodatku ich obywatel, lecz milczą, bo leży to w interesie niemiecko-ukraińskiej gry przeciwko Polsce. Dopiero interpelacja poselska socjaldemokratycznej opozycji w pruskim parlamencie zmusza rząd do ujawnienia, że prawdziwy zamachowiec znalazł się w Niemczech. W dodatku korzysta z pełnej wolności, bo skazano go jedynie na dwa tygodnie więzienia za nielegalne przekroczenie granicy, wydając wyrok z zawieszeniem na rok. Prasa niemiecka podejmuje temat, alarmując, że zanosi się na sądzenie ewidentnie niewinnego, czyli na kolejny proces Dreyfusa, co nie omieszkano podkreślić w tytułach.
W Warszawie zakłopotanie, bo przecież we Lwowie już sądzi się rzekomego sprawcę zamachu. W końcu polskie MSZ zwraca się do Niemców o przekazanie akt sprawy Ukraińca. Polacy otrzymują materiał niekompletny, bo z wykropkowanymi zeznaniami zamachowca. Warszawa reklamuje, lecz bezskutecznie, bo Niemcy odpowiadają, że opuszczone zdania nie mają nic wspólnego ze sprawą. Mimo przekazanej stronie polskiej dokumentacji lwowski prokurator jeszcze 4.12.1925 r. podtrzymywał oskarżenie wobec studenta Steigera. Uniewinniono go dopiero pod koniec grudnia 1925 r., po 15 miesiącach aresztu.
„Berliner 8 Uhr Blatt” w korespondencji ze Lwowa rozważał 16.11.1925 r., „jakie koła w Niemczech wspierają ratujących się ucieczką z Polski Ukraińców. Senator Ringel, obrońca Steigera, oświadczył, że nacjonaliści ukraińscy opuszczając Polskę, z zasady udają się do Niemiec. Doświadczenie uczy, że wszyscy oni przybywają do Niemiec goli jak święty turecki. Nasuwa się przekonanie, że ścisłe

powiązania wojskowo-terrorystyczne

sił ukraińskich z określonymi kołami niemieckimi o nastawieniu nacjonalistycznym służyć mają zaostrzaniu sprzeczności polsko-niemieckich”.
Kroniki prasowe i annały historyków przekazały pamięci potomnych prezydenta Wojciechowskiego jedynie jako ofiary zamachu majowego w 1926 r., kiedy naciskiem zbrojnym zmuszono go do oddania władzy marszałkowi Piłsudskiemu. A przecież miał on bogaty życiorys. Urodzony w rodzinie o tradycjach powstańczych już w latach młodzieńczych związał się z ruchem socjalistycznym, był współzałożycielem PPS i współwydawcą „Robotnika”, w latach 1919-1920 ministrem spraw wewnętrznych, a od 20.12.1922 r. prezydentem. Po zamachu majowym wycofał się z życia politycznego, jako teoretyk i działacz spółdzielczości wrócił po zamachu do pracy naukowej.

 

Wydanie: 39/2003

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy