Kultura w cieniu Brześcia i Berezy

Kultura w cieniu Brześcia i Berezy

Na antyfaszystowski Zjazd Pracowników Kultury 80 lat temu przyjechali do Lwowa wybitni pisarze i poeci

Są dwa powody skłaniające do przypomnienia faktów pomijanych w większości prac historycznych dotyczących II Rzeczypospolitej. Jednym z wydarzeń tego okresu jest Zjazd Pracowników Kultury 16-17 maja 1936 r. we Lwowie. W 80. rocznicę o nim i łączących się z nim sprawach warto napisać. I to jest powód pierwszy. Drugi wiąże się z sytuacją w obecnym obozie władzy.

„Nigdy nie wierzyłem w to, by sam chciał sięgnąć po dyktaturę. (…) Wolał ukrywać się poza kimś i rządzić tak, by nigdy nie wiadomo było, czy dane polecenia były istotnie jego wolą, czy wybrykami otoczenia. Taki stan ukrytych rządów ułatwiał mu w pewnych momentach bez utraty prestiżu wycofanie się z dokonanych posunięć, pozwalał w oczach ogółu być legendą, żyć we mgle, w której rysowała się masom jego sylwetka jako uosobienie skromności, czystości, proroczej mądrości, sprawiedliwości i tych wszystkich cech, jakie w nim widziały tysiące zwolenników, a w szczególności zwolenniczek, pełnych niemal religijnej adoracji. (…) Ludzie ci nie byli zdolni, by podjąć jakąkolwiek decyzję nie uzgodnioną i nie aprobowaną przez swego idola”.

Nie, tak dobrze albo tak źle z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze nie jest. Powyższy cytat pochodzi z „Historii Polski 1864-2001” prof. Antoniego Czubińskiego i dotyczy Józefa Piłsudskiego. Dla „wodza” PiS marszałek zdaje się być niedościgłym wzorem.

W obronie kultury przed faszyzmem

Lwowski Zjazd Pracowników Kultury był odpowiedzią na apel Międzynarodowego Antyfaszystowskiego Kongresu Pisarzy, zorganizowanego w 1935 r. w Paryżu z inspiracji III Międzynarodówki. Obradujący tam pod przewodnictwem Romain Rollanda, André Gide’a i André Malraux twórcy wezwali do organizowania krajowych kongresów w celu obrony kultury przed faszyzmem. Wśród organizatorów zjazdu, obok Tadeusza Banasia, Andrzeja Gronowicza, Aleksandra Baumgardtena, Tadeusza Hollendera, Mariana Promińskiego – był też Karol Kuryluk, redaktor naczelny lwowskich „Sygnałów”. Pisał: „Wchodzimy w świat bez programu! Nie chcemy wypowiadać szumnych słów i haseł ani stawiać papierowych granic tężejących potem w mur, o który musielibyśmy kiedyś tłuc bezradnie głową… Nie stanowimy ani lewicy, ani prawicy. Nie reprezentujemy też złotego środka społecznie czy literacko. Chcemy być po prostu ludźmi…”. Toteż do „Sygnałów” dawali swoje utwory Maria Dąbrowska i Erwin Axer, Bruno Schulz i Stanisław Jerzy Lec, Czesław Miłosz i Leopold Staff, Andrzej Strug i Julian Tuwim. Z zagranicy pisywali: Henri Barbusse, Bertrand Russell, Upton Sinclair, Paul Valéry.

Środowiska wybitnych pisarzy i poetów do zjazdu odnosiły się przychylnie. Uczestniczyli w nim m.in. Władysław Broniewski, Leon Kruczkowski, Emil Zegadłowicz, Stefan Czarnowski, Tadeusz Kotarbiński, Wincenty Rzymowski, Halina Górska, Anna Kowalska, Andrzej Pronaszko, Halina Krahelska, Marian Naszkowski. Maria Dąbrowska, Jonasz Stern i Leon Schiller przysłali listy. Udział w nim brali również pisarze z radzieckiej Ukrainy. Jak w „Wiadomościach Literackich” pisał Władysław Broniewski, zjazd lwowski był manifestacją współdziałania w obronie kultury lewicowych środowisk polskich, ukraińskich i żydowskich. W tym celu powołano ogólnokrajowe Stowarzyszenie Obrony Kultury, ostro potem zwalczane przez sanację.

Lwowski zjazd miał zdecydowanie antyfaszystowski i antynacjonalistyczny charakter. Jak słyszałem po latach od jego uczestników i świadków – Tadeusza Banasia, Bronisława Winnickiego i Ludwika Hassa – na początku nie obyło się bez sporów. Odnosiły się one do obecności zwalczanych przez Stalina trockistów. Roman Werfel, „zesłany” po Październiku do Wrocławia, chełpił się tym, że we Lwowie zawzięcie zwalczał zarówno trockistę Hassa, jak i „ugodowego” socjalistę Adama Schaffa.

Strony: 1 2

Wydanie: 20/2016

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy