Wojna o porty

W latach 80. doszło na Bałtyku do 180 incydentów wywołanych przez NRD

W miesięczniku „Nasza Historia” (nr 2/17), zaspokajającym zainteresowanie historią przede wszystkim północnej Polski, znalazłem tekst, który – jak sądzę – zainteresuje historiofilów także z innych regionów kraju. Pod zaskakującym tytułem „Dziwna wojna Jaruzelskiego z Honeckerem” Jakub Szczepański wydobył na światło dzienne pewien zgrzytliwy fakt z już i tak chropowatych stosunków między PRL a NRD. Autor artykułu oparł relację na badaniach, które przeprowadził dr Tomasz Ślepowroński ze szczecińskiego Instytutu Historii Studiów Międzynarodowych.

W latach 80. XX w. NRD zaczęła samowolnie rozszerzać swoje wody terytorialne w sąsiedztwie Polski z dotychczasowych trzech do 12 mil morskich. Spowodowało to poważne perturbacje na styku NRD-Polska, z niebagatelnymi dla nas stratami gospodarczymi. NRD przejmowała bowiem władanie nad infrastrukturą wodną zespołu portów Szczecin-Świnoujście. Tory podejściowe do polskich portów i kotwicowiska znalazły się pod kontrolą niemieckich jednostek wodnych. Poszerzenie wód terytorialnych do 12 mil morskich zakłóciło także ruch tranzytowy wschód-zachód na Bałtyku, dotychczas obsługiwany przez Polaków.

Władze polskie nie pozostawały bezczynne. Protestowały jednak bezskutecznie. Starcia nie wychodziły ponadto poza ramy gabinetowych spotkań, bo bratnie państwa nie mogły przecież być w poważnym konflikcie. Oczywiście zorientowani w sprawie szczecińscy działacze naciskali na Warszawę, aby działać energiczniej, ale oficjalnie obowiązywała cisza.

Według ustaleń dr. Ślepowrońskiego w ciągu czterech lat doszło na Bałtyku do ok. 180 incydentów wywołanych przez NRD. Jednostki enerdowskiej marynarki dobijały nawet do naszych statków, „powodując zniszczenia, a nawet zagrażając bezpieczeństwu załogi”. „Do prawdziwej eskalacji agresywnych działań marynarki wojennej NRD doszło w roku 1986”, zaznacza dr Ślepowroński. Jej okręty podpływały do statków handlowych różnych bander czekających na wejście do portów i domagały się opuszczenia wód morskich, do których rościła sobie pretensje NRD.

Brak reakcji na polskie protesty sprawił, że wiosną 1988 r. do NRD wybrał się Wojciech Jaruzelski, by interweniować bezpośrednio u Ericha Honeckera, I sekretarza SED. Rozmowy okazały się skuteczne, bo wkrótce ingerencje zaczęły być coraz rzadsze, wznowiono obustronne negocjacje. 22 maja 1989 r. podpisano w Berlinie odpowiadającą w pełni polskim oczekiwaniom umowę o rozgraniczeniu obszarów morskich w Zatoce Pomorskiej.

Wyłowiłem ten artykuł, by przedstawić ważną konkluzję – gdyby władze PRL pod przewodnictwem Wojciecha Jaruzelskiego nie doprowadziły do zażegnania sporu, wątpliwe, by udało się to władzom III Rzeczypospolitej. Partnerem wówczas byłyby nie Niemcy Honeckera, lecz Niemcy zjednoczone pod przywództwem kanclerza Helmuta Kohla, który nie kwapił się do uznania jako ostatecznej granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej.

Wydanie: 14/2017

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy