Gdy przychodzi agent

Gdy przychodzi agent

Od Nowego Roku obowiązują nowe przepisy ubezpieczeniowe. Lepiej dla nas, jeśli będziemy je znali

Po 1 stycznia 2004 r. ubezpieczanie się może być czynnością… bezpieczniejszą. Powinniśmy tylko wiedzieć, czego żądać od agenta, który przyjdzie, by namówić nas do zawarcia umowy.
Podpisywanie polisy stanowiło dotychczas dla wielu z nas czynność podwyższonego ryzyka. Agenci pragną przecież ubezpieczyć nas jak najszybciej i zdarzało się, że w ciągu kilkunastu minut pochopnie podejmowaliśmy decyzje, które będą odbijać się na nas finansowo przez całe dziesięciolecia. Podsuwano nam do podpisu dokumenty niejasne, z których nie wynikało, jakie konkretnie obowiązki ciążą na ubezpieczającej nas firmie.
– Przepisy ubezpieczeniowe obowiązujące do końca 2003 r. nie precyzowały, jakie informacje powinny się znaleźć w treści umowy. W rezultacie teksty umów zawierały niekiedy bardzo ogólnie sformułowane dane i ustalenia, dla wielu czyniące ten dokument nieczytelnym i przez to niezrozumiałym – mówi dyr. Krystyna Krawczyk z Biura Rzecznika Ubezpieczonych.

Oddać, ile się należy

Dużej ostrożności wymagają zwłaszcza umowy ubezpieczenia na życie związane z funduszem inwestycyjnym, polegające na tym, że zakład ubezpieczeniowy inwestuje część składki, po to by przez kolejne lata pomnażać nasze zyski. W praktyce często okazuje się, że sumy zgromadzone na naszym koncie są mniejsze od pieniędzy pobranych od nas przez towarzystwo.
Oto niedawny przykład, zaczerpnięty z wciąż licznie napływających do „Przeglądu” listów od rozżalonych klientów towarzystw ubezpieczeniowych: „W ciągu sześciu lat wpłaciłem w postaci składek 8758 zł. Wysokość środków pieniężnych do mojej dyspozycji wyniosła zaś 6800 zł, czyli 78% wpłaconej przeze mnie sumy”, pisze Michał Łukaszewicz, który wykupił w Commercial Union polisę na życie z funduszem inwestycyjnym. Pan Michał doszedł do wniosku, że skórka niewarta wyprawki i w siódmym roku nie zapłacił już ani grosza.
Ale oprócz podpisywania niekorzystnych umów padaliśmy też ofiarą zwykłych przekrętów. – Zdarzali się fałszywi agenci ubezpieczeniowi, którzy pobierali składkę i znikali. Składki wyłudzano też, posługując się skradzionymi lub sfałszowanymi dokumentami – dodaje dyr. Krystyna Krawczyk.

Krajobraz bez piramid

Teraz ryzyko ubezpieczeniowe stało się mniejsze. Obowiązujące od 1 stycznia przepisy, zawarte w czterech ustawach ubezpieczeniowych, nakładają nowe obowiązki na agentów i towarzystwa ubezpieczeniowe.
Najważniejszą nowością jest wprowadzenie zasady, iż za błędy agenta pracującego na rzecz jednego zakładu ubezpieczeniowego odpowiada tenże zakład. Pełnomocnictwo udzielone takiemu agentowi przez zakład nie może zostać przekazane innej osobie. Jeśli zaś agent jest związany umową z więcej niż jednym zakładem, musi mieć ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej (w tym roku jest to 50 tys. euro, ale od 2005 r. już 1,5 mln euro).
To bardzo ważne zmiany, wymierzone w tzw. piramidy ubezpieczeniowe, na szczycie których stały osoby zatrudniające „podagentów” sprzedających polisy rozmaitych towarzystw ubezpieczeniowych. Towarzystwa nie odpowiadały jednak za ich działania i gdy czuliśmy się pokrzywdzeni, właściwie nic nie mogliśmy zrobić.
Wszystko to zwiększa nasze bezpieczeństwo, jest zaś ciosem dla „podagentów” – osób często przypadkowych, dla których sprzedaż polis bywa działalnością dorywczą, wykonywaną po godzinach. Każdy z nich musi teraz się stać pełnomocnikiem konkretnego towarzystwa ubezpieczeniowego, a nie pracownikiem człowieka kierującego piramidą ubezpieczeniową. Problem w tym, że towarzystwa mają pod dostatkiem własnych, wyszkolonych i przeegzaminowanych przez siebie agentów. Wcale więc się nie palą do udzielania pełnomocnictw innym sprzedawcom polis.
– Zmiany zostały źle przyjęte przez środowisko agentów ubezpieczeniowych, gdyż sprawiają, iż od 1 stycznia będzie im trudniej. Ta praca przestaje być dostępna np. dla gospodyń domowych pragnących sobie dorobić w wolnym czasie – mówi Tomasz Mintowt-Czyż, prezes Polskiej Izby Pośredników Ubezpieczeniowych i Finansowych.

Obiecywali złote góry

Agent ubezpieczeniowy rozpoczynający działalność w 2004 r. obowiązkowo musi też mieć co najmniej średnie wykształcenie, odbyte szkolenie i egzamin zdany według reguł określonych przez ministra finansów. Towarzystwa, rozbudowujące pod koniec lat 90. armie agentów, zaciągały bowiem w swe szeregi także osoby bez matury, bez solidnych szkoleń, nieprzygotowane do tak poważnej działalności, jak zawieranie umów ubezpieczeniowych.
Natomiast Komisja Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych będzie prowadzić rejestr agentów, z którego może korzystać każdy z nas, chcąc się upewnić co do wiarygodności agenta sprzedającego polisę. KNUiFE może również zakazać zakładowi ubezpieczeniowemu korzystania z usług agenta, jeśli złamał on prawo, nie wykazał się w swej działalności należytą starannością lub dobrymi obyczajami.
Zdaniem specjalistów, pod ten ostatni zapis można podciągnąć tak częste u agentów obiecywanie złotych gór, jakie rzekomo przyniesie nam zakup oferowanego przez nich „produktu ubezpieczeniowego”. Walka z takimi obietnicami to zresztą jeden z głównych celów Stowarzyszenia Klientów Niezadowolonych z Polis Ubezpieczeniowych. Ma ono w statucie zapis, iż dąży „do zaprzestania przez towarzystwa ubezpieczeniowe wprowadzania w błąd klientów i potencjalnych klientów, szczególnie przez manipulację wysokością obiecywanych zysków z inwestycji”.

Ubezpieczenie to myślenie

Agenci w rozmowach z nami nie mogą już tłumaczyć, iż chętnie wręczyliby nam ogólne warunki umów ubezpieczeniowych, ale akurat zostawili je w biurze. Kończyło się na tym, że w ogóle ich nie dostawaliśmy albo dostawaliśmy je za późno. – Dotychczas zdarzało się niekiedy, iż ogólne warunki umów klienci otrzymywali od agenta dopiero w momencie podpisywania polisy – mówi Artur Bar, agent jednego z towarzystw ubezpieczeniowych. Oczywiście, o świadomym, przemyślanym wyborze ubezpieczenia nie mogło być wtedy mowy.
Od 1 stycznia agent musi obowiązkowo wręczyć klientowi ogólne warunki jeszcze przed zawarciem umowy i uzyskać od niego oświadczenie na piśmie, że je otrzymał. To zobowiązanie także dla nas – trudno będzie teraz twierdzić, że podpisaliśmy niekorzystną umowę ubezpieczenia, bo nie zdołaliśmy się zapoznać z ogólnymi warunkami umów. Bo choć nowe przepisy cywilizują nieco polski rynek ubezpieczeniowy, nie zwalniają nas od obowiązku myślenia przed zakupem polisy.


Śpiesz się powoli – rady dla tych, którzy chcą się ubezpieczyć

Zawsze prośmy, aby agent okazał pełnomocnictwo (upoważnienie do zawierania umów ubezpieczeniowych) wystawione przez zakład ubezpieczeniowy. Obowiązujące od 1 stycznia prawo mówi, że przy pierwszym spotkaniu z klientem agent musi bez wezwania okazać taki dokument. Podczas kolejnych spotkań – o ile klient tego zażąda. A żądać warto, bo może się zdarzyć, że w międzyczasie agent stracił pracę w zatrudniającym go towarzystwie i będzie chciał nas oszukać.
Jeśli agent nie ma takiego pełnomocnictwa i tłumaczy, że współpracuje z różnymi towarzystwami, poprośmy, by przedstawił nam ważną umowę ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej.
Jeśli mamy jakiekolwiek wątpliwości co do wiarygodności agenta, telefonujmy do Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych, z pytaniem, czy taki a taki figuruje w rejestrze.
Zawsze prośmy, by agent zostawił nam w domu ogólne warunki umów, i potwierdzajmy swym podpisem, iż je otrzymaliśmy. Nigdy nie zadowalajmy się folderami reklamowymi czy ulotkami.
Dajmy sobie czas do namysłu – nigdy nie podpisujmy nowej umowy ubezpieczeniowej na pierwszym spotkaniu z agentem, nie śpieszmy się. Zanim złożymy podpis, przeczytajmy warunki oferowanej nam umowy.
Nagrywajmy przebieg spotkania. Agentowi (ubezpieczeniowemu) z prawdziwego zdarzenia nie będzie to przeszkadzać. Pytajmy absolutnie o wszystko, co tylko nas zainteresuje.
Jeżeli zawieramy umowę ubezpieczeniową o charakterze inwestycyjnym, to tylko taką, w której towarzystwo zobowiązało się do wypłaty nam w określonym roku sumy o określonej wysokości. Inaczej narażamy się na straty finansowe i rozczarowanie.
Nie zadawajmy w ogóle pytań, na jakie zyski z inwestycji możemy liczyć w kolejnych latach. Agenci ochoczo przedstawią nam rachunki symulacyjne niemające nic wspólnego z rzeczywistością.

 

Wydanie: 2/2004

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy