Przyspieszenie w Bałtowie

Przyspieszenie w Bałtowie

Nie czekając na cud gospodarczy, sami zlikwidowali bezrobocie Do liczącego 600 mieszkańców Bałtowa, położonego na granicy województw świętokrzyskiego i mazowieckiego, można dojechać z Ostrowca Świętokrzyskiego, kierując się na Solec nad Wisłą drogą 754 lub też z szosy nr 79 Warszawa-Sandomierz skręcić w Czekarzewicach. Droga z obydwu kierunków jest w równie kiepskim stanie, dlatego w czerwcu, gdy miała tu wystąpić Doda Elektroda, skarżąca się na przepuklinę krążka międzykręgowego, wysłano po nią helikopter. Gdy Doda z nieba popatrzyła na Bałtów, zamarła z wrażenia. Leciała do nieznanej jej miejscowości, gdzieś na końcu świata, za górami, za lasami, a na dole czekało na nią 7 tys. ludzi, profesjonalna estrada i kilkadziesiąt olbrzymich dinozaurów, największych gadów żyjących na Ziemi. Z helikoptera Dorota Rabczewska zeszła na przygotowany dla niej różowy dywan i największemu w tutejszym Parku Jurajskim dinozaurowi, należącemu do rodziny diplodoków, nadała imię Doduś. Gdy podeszła pod tego wysokiego na kilka metrów potwora i pogłaskała go po brzuchu w rejonie tylnych kończyn, podobno drgnął z wrażenia i są na to świadkowie. Nowa bałtowska legenda głosi więc, że Dodzie udało się ożywić dinozaura, o czym tylko marzy paleontolog Jack Horner, najsłynniejszy badacz tych gadów, konsultant filmu „Jurassic Park”. Przy Dodusiu umieszczono tabliczkę z informacją o matce chrzestnej, ale została skradziona przez fanów piosenkarki kilka godzin po tej ceremonii. Malutki Bałtów zna już wiele innych gwiazd estrady. Po kilka tysięcy osób gromadziło się na koncertach In Grid, Kate Ryan, Stachursky’ego, zespołów Zakopower czy Iwan & Delfin. Nie chcą już do Irlandii Jeszcze pięć lat temu ponad 30% mieszkańców Bałtowa było bez pracy. Ludzie tylko kombinowali, jak stąd wyjechać do miast lub za granicę. Wszyscy wiedzieli, że do ich miejscowości, z dala od głównych szlaków komunikacyjnych, nie przyjedzie żaden zagraniczny inwestor. Zresztą czego tu miałby szukać? Miejscowość znajdowała się poza zasięgiem telefonii komórkowej, nie miała wodociągów ani kanalizacji, w całej wsi tylko w siedzibie gminy jeden komputer z dostępem do internetu przez modem, żadnego życia kulturalnego, nawet Ochotnicza Straż Pożarna została zlikwidowana. Do przepływającej przez Bałtów zarośniętej krzakami rzeki Kamiennej trafiały nieczystości z wszystkich okolicznych szamb, na brzegach rosły wysypiska śmieci. I gdyby w 2002 r. nie znaleźli się ludzie, którzy powiedzieli sobie, że tak dalej żyć nie można, to dzisiaj nikt, łącznie z Dodą, nie słyszałby o Bałtowie. – Widziałem bezradność mieszkańców Bałtowa i to wszystko, co robimy, wyniknęło z chęci pokonania bierności, z konieczności zmiany rzeczywistości – mówi Piotr Lichota, prezes Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Gminy Bałtów „Bałt”, właściciel zakładów przetwórstwa mięsa i wędlin. – Wszyscy ci, dla których największym marzeniem był wyjazd do Irlandii, pozostali z nami. Wiadomo, że zarobki nie są u nas takie same jak w Irlandii, ale oprócz pieniędzy liczy się klimat, w jakim zarabia się pieniądze. Nasza młodzież już przestała marzyć o wyjeździe za granicę, bo pracę mają zapewnioną tutaj. – W Bałtowie bez pracy jest tylko ten, kto naprawdę nie chce pracować, a takie jednostki też się zdarzają – mówi Jarosław Kuba, dyrektor stowarzyszenia Bałt. – U nas nie ma problemu bezrobocia. Poza tym ludzie utożsamiają się z tym, co robią, są dumni ze swojej pracy i to jest największa wartość naszego działania. Nigdzie nie spotkałem się z takim traktowaniem pracy jak u nas. Ale w Bałtowie myśli się nie tylko o dniu dzisiejszym, lecz o przyszłości. W Klubie Junior Bałt Małgorzata Cukierska uczy dzieci i młodzież miłości do Bałtowa, ich małej ojczyzny. – Młodzież musi zrozumieć, że to wszystko, co się wokół nich buduje, to z myślą o ich przyszłości – tłumaczy mi. – Oni będą kontynuatorami tego dzieła, które zapoczątkowali ich rodzice. Na naszych zajęciach uczę ich utożsamiać się z własną miejscowością. Zapraszam ciekawych tutejszych ludzi, o których może słyszeli, ale nie mieli z nimi kontaktu. Widzę spore postępy, bo gdy dawniej dzieci na wyjazdach nie chciały wspominać, że są z nieznanej nikomu miejscowości, to teraz z dumą przedstawiają się, mówiąc: „Jesteśmy z Bałtowa”. Oni muszą zrozumieć, że tutaj będą mieli swoją Irlandię. Daleko od polityki Wszyscy w Bałtowie są zgodni, że należy szanować cudze poglądy polityczne, ale działać trzeba razem. W czasie ostatnich wyborów parlamentarnych, 21 października, w gminie

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2007, 46/2007

Kategorie: Reportaż