Psuj narodowy

Myśląca część narodu zastanawia się, co bojownicy PiS mogą jeszcze zepsuć. Bo jak widać, zawłaszczyć można wszystko. Mówiło się o rządach komuchów, o tym, że ludzie SLD opanowali państwowe instytucje, rady nadzorcze, media. To wierutne brednie. Wpychali się oczywiście na stanowiska, w takim samym stopniu jak inni, ale po 1989 r., po demokratyzacji, wejściu do UE, do NATO, nigdy nie było takiego betonowego monolitu, jaki udało się w krótkim czasie zbudować fundamentalistom z PiS. Przez całe 17 lat w różnych ciałach znajdowało się miejsce dla opozycji. Choćby w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. A Dworak, mimo że był z innego rozdania, został prezesem. Nawet jeśli było to wymuszone, to dało się wymusić, teraz polityk z opozycji na ważne stanowisko się nie wciśnie. Dziś nawet Wildstein, powołany przecież jako „swój człowiek”, jest dla koalicji zbyt samodzielny. Lepper, szczwany lis, który wspiął się wysoko po grzędzie w kurniku, mówi, że trzeba Wildsteina odwołać, za to, że przejęzyczenie premiera Jarka zostało pokazane: „Żadne krzyki i płacze nie przekonają nas, że białe jest białe, a czarne jest czarne”, faktycznie gołym okiem widać, że nikt ich nie przekona. Demokracja wciąż ma się dobrze, bo gruchnęło śmiechem po wszystkich mediach. A Lepper, który wcześniej, będąc w opozycji, narzekał, że media go nie zapraszają, teraz chce cenzury! Stary Freud ze swoją teorią pomyłek jest ciągle żywy. Słynna pomyłka freudowska: „Uczciwych można policzyć na jednym palcu ręki”, oczywiście zamiast „na palcach jednej ręki”, u nas chodziłaby jako: „Uczciwych można policzyć na dwóch palcach ręki”. Chodzi oczywiście o uczciwe bliźniaki. W przypadku pomyłki: „Żadne krzyki i płacze nie przekonają nas, że białe jest białe, a czarne jest czarne” chodzi o to, że premier Kaczyniak czuje podświadomie, że naród wie, że on kłamie, obiecując naprawę państwa, bo tak naprawdę je psuje. Ta myśl dobija się do jego mózgu, bombarduje w snach. Naród krzyczy i płacze, że to, co kacza grupa uważa za białe, jest czarne, a to, co ma za czarne, jest białe! Premier postanowił więc dać takiej postawie odpór w swoim exposé, a ponieważ mówił z pamięci, był zdenerwowany, dlatego podświadomość doszła do głosu. Poza tym był w swej mowie łagodny, nie zrobił z Platformy spluwaczki! Jaki dobry! – zachłysnęły się media. To się pozytywnie odbije PiS w sondażach. I nam się odbije, i na nas się odbije. Lepper zagrzmiał jak dawno oczekiwana burza, że to ośmieszenie premiera i polskiego rządu. A co? Jak się premier ośmiesza, to nie wolno tego pokazać? – pytają naiwni dziennikarze. Nie wolno. Tak jak nie wolno było na stronie MSZ pokazać kartoflanych dowcipów. To obraza majestatu kartofla. Czy chłopskość Leppera została urażona, czy dotykają go porównania ziemniaczano-buraczane? Niesłusznie, bo on już się wysferował, gumiaki na buciki zamówione u Kielmana zamienił, słoma z nich nie wystaje. Tożsamość zmieniona, nowy wizerunek od dawnego Jędrzeja o fryzurze Piasta Kołodzieja oddala się jak horyzont na kartoflisku. Teraz pan to jest całą gębą, z chłopa król. Dużo się nauczył. Dobrowolski z MSZ satyrę puścił, nie ocenzurował, posadę stracił. Wildstein białego i czarnego nie upilnował, a więc też powinien wylecieć. Furda prawda, furda wolność słowa i wolność śmiechu. Nabzdyczona powaga, nadwrażliwość facetów z kompleksami na własne pieprzone ego nami rządzi. Nie sądzę, żeby Lepper do tego stopnia nie miał poczucia humoru, żeby uważał, że trzeba bronić godności przy pomyłce freudowskiej. Wykorzystuje po prostu okazję, by swoich wcisnąć tam, gdzie wejść trudno, bo Wildstein w progu jak Rejtan leży, koszulę na piersiach rwie i woła: „Po moim trupie!”. Nie przepadam za Wildsteinem, nie odpowiada mi jego brak wrażliwości na cudze cierpienie, naśmiewał się z onkoterapii ludzi chorych na raka. Listę Wildsteina uważałam za wyraz terroryzmu politycznego. Potrafię jednak oddzielić swoją antypatię od stanowiska prezesa telewizji. Miałam nadzieję, że choć ma paskudny charakter, byle komu nie da sobie wchodzić na głowę, i chyba miałam rację. Może uda mu się jeszcze trochę przetrwać? Wydawało się nawet, że dzienniki w publicznej zrobiły się bardziej obiektywne. Dlatego chcą głowy Wildsteina. Na jego stanowisko czekają mierni, ale wierni. PiS wzięło wszystko, co było do wzięcia.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2006, 31/2006

Kategorie: Felietony