Raelianie po polsku

Raelianie po polsku

Nie mają siedziby, lidera ani struktur. Mają cudownych, kosmicznych rodziców. To dla nich oddają się medytacji zmysłowej

Od chwili ogłoszenia, że światowi raelianie sklonowali człowieka, ogromnie wzrosło zainteresowanie ich polskimi przedstawicielami. Rozgrzały się łącza internetowe. Większość zainteresowanych przystąpieniem do ruchu to młodzi ludzie z wyższym wykształceniem, zafascynowani fizyką i astronomią. Zdolni przyjąć do wiadomości, że Jezus był biorobotem. Częściej mężczyźni niż kobiety. Mieszkańcy stolicy, Trójmiasta, Wrocławia.
Polscy raelianie nie chwalą się poparciem VIP-ów. Jednak kilka lat temu, na organizowanych wtedy oficjalnych spotkaniach pojawiały się znane twarze. Raelianie i Antrovis (inne „kosmiczne” ugrupowanie) byli modni.
Jacek A. (prosi, by nie podawać nazwiska) żałuje, że kilka lat temu właśnie swoimi danymi firmował powstanie ruchu raelian w Polsce. Dziś Jacek A. i jego siostra Iwona (aktualnie przebywająca za granicą) zeszli do podziemia i skupiają się wyłącznie na przekazywaniu następującej idei: – Klonowanie daje życie, przestańmy się go bać. Za 20 lat i tak będzie normą, więc lepiej je zaakceptujmy. Nie bójmy się nowości naukowych. In vitro, szczepionki – to wszystko też kiedyś wydawało się przerażającym pomysłem. A jak spowszedniało.

Zeszli do podziemia

Raelianie dziwią się polskiemu zakłamaniu. Z prywatnych rozmów wynika, że ludzie interesują się klonowaniem. A w oficjalnych wypowiedziach wszyscy mówią, że to obrzydlistwo. Podobnie jest z aborcją. Nikt jej nie akceptuje, a uczestniczą w niej dziesiątki tysięcy. A antykoncepcja…
Jeśli mieliby mówić o specyfice polskich raelian, na pewno jest nią konieczność dostosowania się do życia w społeczeństwie nietolerancyjnym. Gdy Jacek A. został raelianinem, kończył Politechnikę Warszawską. Wyższa uczelnia nie interesowała się jego religią. Co innego przyszli pracodawcy. Uznali go za ufoludka, którego praca może być zbyt kosmiczna. – Nauczony tym doświadczeniem oddzielam życie zawodowe od osobistego – mówi Jacek A. – Wiedzą znajomi, rodzina. Obcym się nie zwierzam.
Odnalazłam Marka K., tego samego, który przed laty zaprosił mnie na prelekcję guru Raela zorganizowaną w Sali Kongresowej.
Dziś Marek K. ma własną firmę, nie jest już tym młodzieńcem szukającym sensu wszechświata. Uwikłany w VAT, urząd skarbowy i zaległości płatnicze coraz mniej czasu znajduje na rozmyślania o niebiańskiej nieśmiertelności. – Nadal jestem raelianinem – zapewnia. – Ale dopóki nasi stwórcy nie przylecą do nas na latającym talerzu, muszę żyć z urzędnikami.
Magda, inna raelianka, dość ma przydomku „Barbarella”. Też ukrywa swoją wiarę. Z raelianami rozmawia za pomocą Internetu przez cały tydzień. W niedzielę idzie z rodzicami do kościoła. – Słowo „religia” pochodzi od łacińskiego łączyć, nie wierzyć – tłumaczy. – Dlatego męczy mnie polski Kościół.
Raelianie swoje pięć minut mieli w połowie lat 90., gdy walczyli, by ich zarejestrowano jako związek wyznaniowy. MSWiA odmówiło, a dziwił się tej decyzji Marek Nowicki z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Ostatecznie werdykt potwierdził Naczelny Sąd Administracyjny. Sama odmowa nie oznacza zakazu szerzenia kultu, a jedynie uniemożliwia korzystanie z przywilejów, m.in. ulg podatkowych. W tym samym czasie ostro wystąpili księża, wpisali raelian na listę sekt i przypomnieli, że jej wyznawcy uznali rodzinę za instytucję bezwartościową.
Raelianie bronili się. Zorganizowali zlot, ich przedstawiciele wystąpili w telewizji, a Danuta, emerytowana nauczycielka francuskiego (dziś nie jest już „wierząca”), obwieściła, że w jej rodzinnej Ostródzie powstaje Centrum Polskiego Ruchu Raeliańskiego.
W tym czasie do Polski przyjechał Rael, w wysiedzianej przez PZPR Sali Kongresowej obwieścił, że stworzyli nas kosmici. Jedni się śmiali, drudzy klaskali. Białe wdzianko, demoniczny medalion i zapał mówcy – dla pokolenia wychowanego na Dänikenie było to coś bliskiego. Podobało nam się, że Rael otrzymał od stwórców telepatyczne przesłanie, by odwiedził Polskę. W końcu od czasów Wałęsy wydawało nam się, że jesteśmy narodem szczególnym.

Ambasada nie w Polsce

Poza oswajaniem społeczeństwa polskiego z klonowaniem główną misją raelian jest przygotowanie miejsca, w którym powstanie ambasada naszych stwórców. – Jestem pewny, że nie będzie to Polska – wzdycha Jacek A. – Brak zrozumienia.
Ilu ich jest? Najwyżej kilkaset osób. Tylko tyle? Raelianie nie rozumieją mojego rozczarowania. – To nie partia polityczna, alw misja – tłumaczy Jacek. – Nie ma znaczenia, czy w Polsce jest jedna osoba czy 10 tys. gotowych przyjąć kosmicznych stwórców. Przecież Chrystus miał na początku tylko 12 apostołów. Nasza praca jest obliczona na pokolenia. W każdym następnym więcej będzie zwolenników.
Polscy raelianie mieli swoje pismo, ale powoli zjadł je Internet. Teraz jest ich jedynym łącznikiem. Nie mają siedziby, lidera ani struktur. Mają cudownych, kosmicznych rodziców. To dla nich oddają się medytacji zmysłowej. Najlepszy jest moment, gdy się budzą. Należy położyć się na podłodze i nawiązać kontakt telepatyczny. Należy myśleć o stwórcach. Zgodnie z ich sugestiami, raelianie nie interesują się życiem politycznym kraju, w którym mieszkają. Prawica i lewica to dla nich pojęcia abstrakcyjne. Pierwsze głosowanie, w którym wezmą udział, to referendum unijne. Oczywiście, zagłosują za wstąpieniem. Tak chcą stwórcy z kosmosu. Są przecież za zniesieniem granic i jednym federalnym rządem świata.

 

 

Wydanie: 2/2003

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Anonim
    Anonim 16 października, 2016, 21:22

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy