Rampa czerpie ze Wschodu

Rampa czerpie ze Wschodu

Na deskach muzycznego teatru na Targówku królują dziś artyści z Ukrainy, Rosji i Białorusi

Kiedy w latach 70. na warszawskim Targówku powstawał teatr, nie wszyscy wierzyli w powodzenie pomysłu. „Po tzw. środowisku poszła wieść, że Marian Jonkajtys zaczyna tworzyć jakiś nowy teatr muzyczny, podobno gdzieś na Targówku – wspominał piosenkarz Michał Muskat.
– Zaczęły się w „branży” przewąchiwania, dogadywania, pogłoski różne. A może warto byłoby zaangażować się – ale czy co z tego wyjdzie? W domu kultury na Targówku – teatr?” (przedmowa do książki „Teatr na Targówku w latach 1974-1981. Pierwsza Dyrekcja”).
Dziś Rampa to dwie sceny, zapewniające rozrywkę i zadumę nie tylko mieszkańcom Targówka, ale i całej Warszawie. Od 2000 r. jej korytarze stały się także galerią sztuki najciekawszych artystów z kraju i zagranicy. Na Targówek od lat przyjeżdżają z centrum miasta całe wycieczki, żeby obejrzeć „Jeźdźca burzy”, znakomity spektakl o Jimie Morrisonie, albo „Nie uchodzi, nie uchodzi… czyli damy i huzary”. To bodaj jedyny punkt kulturalny prawobrzeżnej Warszawy, który już czwartą dekadę pozostaje w tym samym miejscu, ciesząc się niezmienną popularnością.
Dyrekcja Rampy ma oryginalną wizję swojego teatru. W chwili, gdy kulturalny świat Warszawy zapatrzony jest na Zachód, on sięga do źródeł wschodnich, które, jak twierdzi, mają znacznie więcej wspólnego z polską tradycją i mentalnością. Dlatego coraz częściej zaprasza do galerii i na scenę artystów pochodzących z Kresów i dzisiejszej Ukrainy, Białorusi czy Rosji.

 Jaskółka i szlachta

Obecnie w Rampie można obejrzeć dwa spektakle wschodnich autorów. Na małej scenie aktorka i reżyserka Teatru im. K. Stanisławskiego z Moskwy, Żanna Gierasimowa, przygotowała spektakl „Jaskółka” na podstawie „Żywych relikwii” Iwana Turgieniewa. Dwie bohaterki – dwie wersje tej samej osoby – dwie Łukierie. Jedna (Brygida Turowska-Szymczak) – sparaliżowana, przykuta do starego, zniszczonego wozu drabiniastego, który służy jej za łóżko, pogodzona z życiem i cierpieniem. Niegdyś piękna, kochana i kochająca, od siedmiu lat opuszczona przez wszystkich, spędza czas na rozmyślaniach i oczekiwaniu na śmierć. Druga (Ukrainka Roksana Vikaluk) to radosne, pełne życia alter ego, personifikacja jej duszy, lustrzane odbicie pojawiające się we śnie. Minimalistyczny spektakl, w którym nie ma jednego zbędnego rekwizytu, gestu czy słowa; budowany światłem, muzyką i znakomitą grą dwóch aktorek, zmusza do refleksji, zadumy nad życiem i śmiercią, nad celem i sensem życia. Nie podaje przy tym gotowych rozwiązań ani nie ułatwia widzowi zrozumienia, przeciwnie – używa symbolu, nawiązuje do starosłowiańskich tradycji. Na szczególną uwagę zasługują tutaj pieśni wykonywane przez Roksanę Vikaluk – przejmujące, starosłowiańskie melodie z ukraińskim tekstem.
Na dużej scenie święci triumfy „Pińska szlachta”, której premiera odbyła się we wrześniu 2010 r. Jej autor, Wincenty Dunin-Marcinkiewicz, to piszący po białorusku rówieśnik Aleksandra Fredry. Jego sztuka, w Polsce dotychczas nieznana, w Mińsku zyskała ogromną popularność. I właśnie dzięki tej popularności trafiła do nas. Jan Prochyra, dyrektor artystyczny teatru z Targówka, po obejrzeniu spektaklu Teatru Narodowego im. Janki Kupały w Mińsku, zdecydował, że chciałby wystawić „Pińską szlachtę” także u siebie. W tym celu zaprosił reżysera spektaklu, Mikołaja Pinihina, który przeniósł sztukę Dunina-Marcinkiewicza na warszawską scenę. Białorusini stworzyli także scenografię (Volha Mackiewicz) i muzykę (Andrej Zubrycz).
Sama fabuła spektaklu opiera się na znanym motywie dwojga zakochanych pochodzących ze skłóconych rodzin. On kocha ją, ona kocha jego, lecz ojciec dziewczyny nie tylko nie chce słyszeć o ich związku, ale też zamierza oddać córkę innemu. A wszystko to na tle bijatyki, wzajemnych pretensji i wizyty asesora sądowego – w tej roli kolejny artysta z oryginalnej białoruskiej obsady, Wiktar Manajeu, który specjalnie na potrzeby spektaklu nauczył się polskiego. Asesor, skupiający najgorsze cechy stereotypowego urzędnika, staje się centralną postacią spektaklu. Zabawną, ale budzącą refleksję: z samych siebie się śmiejecie… Bo choć „Pińska szlachta” to przede wszystkim farsa, nie brakuje w niej elementów refleksyjnych. Dunin-Marcinkiewicz napisał tę sztukę tuż po wydarzeniach powstania styczniowego. Kiedy przebrzmi śmiech, pojawi się niepokój – co dalej z tym rozchwianym i skłóconym krajem, co nas czeka, kiedy opadnie kurtyna?

 Zawsze muzycznie

Taka właśnie, polsko-słowiańska, zabawna i pełna refleksji jest dziś Rampa. Jej trzonem wciąż są przedstawienia muzyczne. Niezmienną popularnością cieszą się zatem np. „Oskary, oskary… czyli piosenki ze statuetką” czy też „Perły kabaretu Mariana Hemara”, spektakl muzyczno-rewiowy. Po 37 latach istnienia teatr z Targówka proponuje widzom rozrywkę na wysokim poziomie i zamiast gonić za modą na proste rozwiązania i bezrefleksyjną zabawę, daje zróżnicowany, bogaty repertuar, w którym każdy znajdzie coś interesującego.

Wydanie: 4/2011

Kategorie: Kultura
Tagi: Agata Grabau

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy