Ranking rankingów uczelni

Ranking rankingów uczelni

Wiosną w uczelniach przestają rządzić rektorzy, władzę przejmują gazetowe notowania Kiedy w rankingu „Perspektyw” i „Rzeczpospolitej” Uniwersytet Warszawski przegrał z Jagiellońskim o 0,11 pkt rektor tej uczelni, prof. Piotr Węgleński, przysłał po dyplom swojego rzecznika prasowego. Gdy w tym roku triumfował, po wyróżnienie przyszedł osobiście. Nagrodę odebrał i ze sceny poinformował zebranych, że stojący obok niego rektor UJ, prof. Franciszek Ziejka, właśnie zzieleniał ze złości. Wiosną bowiem na uczelniach przestają rządzić rektorzy, władzę przejmują rankingi. Co roku utytułowani profesorowie przyrzekają sobie, że nie będą wypełniać kilometrowych ankiet, i co roku pokornie się na to godzą. Wiedzą, że najlepszą reklamą jest dziś informacja: „W rankingu szkoła zajęła wysokie miejsce”. Poza tym w czasie dni otwartych kandydaci pytają nie o kadrę, ale właśnie o miejsce w rywalizacji. Prof. Tadeusz Tołłoczko, były rektor warszawskiej akademii medycznej, członek kapituły rankingu „Rzeczpospolitej” i „Perspektyw”, bagatelizuje wyniki. – Jeśli różnica jest kilkupunktowa, to szkoły są na równym poziomie – zapewnia. Innego zdania jest wiceminister edukacji, Tadeusz Szulc, który jako rolnik z wykształcenia jest pewny, że koń wyprzedzający inne o setną sekundy będzie od nich droższy o tysiące dolarów. Pogląd ten podzielają rektorzy uczelni, którzy od lat zażarcie rywalizują w rankingach. Jedni uważają, że dumą jest miejsce w pierwszej dwudziestce najbardziej prestiżowego zestawienia „Perspektyw” i „Rzeczpospolitej”, drudzy, że trzeba się cieszyć z każdego punktu w każdym rankingu. A akceptacja rankingu rośnie zgodnie z zasadą: im mam wyższe miejsce, tym bardziej go chwalę. – To jedyny ranking przeprowadzony prawidłowo – mówił rektor Węgleński o rywalizacji, którą wygrał. Szczególnie zadowoleni są rektorzy prywatnych uczelni. – Jeśli miarą prestiżu uczelni jest możliwość nadawania doktoratów, to u nas będzie jeszcze lepiej. Mamy już zgodę na nadawanie stopnia naukowego doktora nauk humanistycznych, teraz czekamy na kolejne – mówi prof. Adam Koseski, rektor Wyższej Szkoły Humanistycznej w Pułtusku. I dodaje, że takich niepaństwowych uczelni jest w Polsce tylko pięć. – A my jesteśmy jedyną uczelnią niepaństwową, która ma uprawnienia do nadawania habilitacji – dodaje prof. Andrzej Koźmiński, rektor Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania w Warszawie. To w jego gabinecie wisi dyplom dla najlepszej niepaństwowej uczelni, przyznawany w rankingu „Rzeczpospolitej” i „Perspektyw”. Na drugim miejscu wśród niepublicznych jest uczelnia w Pułtusku. Kolejne to Polsko-Japońska Wyższa Szkoła Technik Komputerowych i Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej. Obie w Warszawie. Polskie rankingi podobają się w zachodnich szkołach, ale budzą też zdziwienie. W Niemczech nie ma żadnej selekcji, na studia trzeba się po prostu zapisać. Nasza rywalizacja jest tam egzotyką. Z kolei Amerykanie podpowiadają inne kryterium – sprawdzenie, czy po pierwszym roku student nie odszedł z uczelni z własnej woli. Jeśli tak, to znaczy, że szkoła mu nie odpowiadała. U nas nikt o to nie pyta. Ale „prywatni” chętnie liczą przenoszących się do nich młodych ludzi. Stosują argument: „Uniwersytet? Coraz więcej ich studentów idzie do nas. Pewnie mają dosyć ciasnych sal i wykładających z łaski profesorów”. Pochwała wyścigu – Uszeregowanie szkół wyższych jest konieczne. Jest ich 300, a nie trzy jak w XVI w. Wtedy ranking może nie był potrzebny – mówi dr Grzegorz Wójtowicz od lat współodpowiedzialny za rankingi. – Ważne są dobre wskazówki i skok adrenaliny związany z rywalizacją – dodają wykładowcy. – Zaletą na pewno jest zjednoczenie środowiska. Przypomnienie, że działamy w jednym wspólnym systemie edukacyjnym – mówi prof. Koźmiński, ale zaraz zastrzega, że nie należy tworzyć wspólnej listy dla publicznych i niepublicznych uczelni. Ginie na niej jego znakomita szkoła, której zarządzanie jako jedyne w Polsce dostało od Państwowej Komisji Akredytacyjnej najwyższą ocenę wyróżniającą. – Chodzi o to, żeby wykończyć najsłabszych – komentują mniej entuzjastycznie rektorzy prywatnych uczelni. Bo ranking może być zbawieniem, ale i kamieniem u szyi. Szczególnie że słabsi już czują niż demograficzny, czyli pustki na korytarzach uczelni. Jednak twórcy rankingów postanawiają oceniać i słabsze szkoły. – Nie każdy musi nosić perły, czasem trzeba się zadowolić jabloneksem. Ale i jego wartość trzeba znać – tak członkowie kapituły rankingu „Perspektyw” tłumaczą fakt, że po raz pierwszy do rywalizacji zakwalifikowano wyższe szkoły zawodowe. Twórcy rankingów

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 16/2005, 2005

Kategorie: Kraj