Razem – stylem indywidualnym

Razem – stylem indywidualnym

Partia nie ma jednej liderki czy lidera, decyzje podejmowane są w demokratycznych głosowaniach, najbliżej jej do tradycyjnej socjaldemokracji

Na lewicy przedwyborcza gorączka, zawodowi politycy zakładają kolejne partie, szeregowi działacze próbują się odnaleźć w nowej sytuacji, a wyborcy bezradnie rozkładają ręce. W takiej atmosferze trwa walka o polityczne życie. Jedni szukają ratunku w jednoczeniu przez podział, drudzy idą razem, ale osobno. Ci ostatni to partia Razem. Nie mają jednej liderki czy lidera, wszystkie decyzje podejmują w demokratycznych głosowaniach, najbliżej im do tradycyjnej socjaldemokracji. Zaczęli od apelu o wspólny start lewicy społecznej w jesiennych wyborach. Podpisało się pod nim prawie 2 tys. osób, m.in. przedstawiciele organizacji pozarządowych, członkowie ruchów lokatorskich, wykładowcy akademiccy i publicyści.

W maju odbył się kongres, na który przyjechało pół tysiąca osób. W zaproszeniu można było przeczytać, że jego organizatorzy chcą „więcej solidarności i wspólnoty, a mniej rynku”. – Nie znaliśmy się wcześniej, ale wiedzieliśmy, że łączą nas podobne poglądy i wspólnota doświadczeń – mówi Jakub, który do Razem należy od początku. – Codzienność pracy na umowach śmieciowych albo brak pracy, arogancja władzy i pracodawców, państwo, które zapomniało o obywatelach, i niezgoda na obecną w mediach propagandę ekonomiczną – te problemy nas zjednoczyły – dodaje. Dzisiaj do partii Razem należy kilkanaście tysięcy osób. Na początku września jej działacze triumfalnie ogłosili zebranie 100 tys. podpisów wymaganych do zarejestrowania list wyborczych w całym kraju. To duży sukces, nie ukrywają lewicowi konkurenci.

Lewica żołądka

– Nie rozpalają nas takie kwestie jak religia w szkołach czy świeckość państwa, bo nasza historia jest o czymś innym: o pustych garnkach i pustych kieszeniach. Oczywiście, że mówimy też o godności, o prawie do samostanowienia, ale głównie o tym, że wszystko zaczyna się od portfela, od tego, czy mamy w nim pieniądze, żeby przeżyć do pierwszego. I co będziemy mieć w tym portfelu za miesiąc, za rok, za pięć lat – tak w jednym z wywiadów charakteryzowała partię jej działaczka Katarzyna Paprota. Razem ze względu na głoszone hasła jest utożsamiana z lewicą społeczną, a jej działacze sami powtarzają, że są lewicą żołądka, a nie światopoglądu. Nie wszystkim taka identyfikacja się podoba. Zdaniem lewicowych polityków z innych partii, to zręczny wybieg, który pozwala nie stawiać na pierwszej linii kwestii związków partnerskich, świeckiego państwa czy zmiany polityki narkotykowej. W sytuacji, gdy lewicę – duża w tym zasługa Janusza Palikota – utożsamia się głównie z postulatami kulturowymi, takimi jak in vitro czy związki partnerskie, a nie społeczno-gospodarczymi, lewicowa partia opierająca program na postulatach socjalnych stanowi swego rodzaju eksperyment. Dziś nie można jasno stwierdzić, że się udał, ale też nie ma podstaw do przekreślania jego szans powodzenia. Lista zarzutów stawianych partii Razem jest jednak dłuższa. Konkurenci zarzucają jej członkom licytowanie się, kto jest prawdziwszą lewicą, i używanie przy tym niewybrednego języka w stosunku do części aktywnych dotychczas lewicowych polityków.

Z tego ostatniego tłumaczy się Adam Jaśkow: – Pojawiają się takie sformułowania jak postkomunistyczne złogi, ale one żyją potem własnym życiem w oderwaniu od intencji autora i sensu, jaki im nadał. Jaśkow jeszcze w maju był członkiem Sojuszu Lewicy Demokratycznej. – Z partią łączyło mnie coraz mniej, a podjęta przeze mnie próba reaktywacji „lewicy w SLD” skończyła się niepowodzeniem. Od kilku lat lepiej współpracowało mi się z lewicowym planktonem w Krakowie niż z macierzystą partią, dlatego tuż przed pierwszą turą wyborów złożyłem rezygnację z członkostwa w SLD zniesmaczony „sezonem ogórkowym” – mówi. Już wtedy aktywnie współredagował deklarację programową powstającej partii Razem.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 39/2015

Kategorie: Kraj

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy