Redaktor w panierce

Redaktor w panierce

Dziennikarze kroili kurczaka, jakby to była sensacyjna wiadomość

W warszawskim Domu Dziennikarza wieczorową porą odbył się konkurs gotowania, oczywiście dla samych swoich, czyli dziennikarzy. Im-
preza polegała na tym, że sześć par w ciągu pół godziny miało coś ugotować, a zaproszeni goście w tym czasie trzymali się jak najdalej od nich, to znaczy stłoczyli się przy ciężkich stołach pełnych potraw, przygotowanych przez prawdziwych kucharzy. Zachęta do próbowania dzieł kolegów budziła popłoch i to nie tylko, gdy TVN
miała zjeść kurczaka upieczonego w czosnku przez telewizję publiczną.
Co było? Tomasz Zubilewicz (TVN) i Roman Czejarek (Polskie Radio Program I) przygotowali latający stół. Nazwa stała się zrozumiała w piątej minucie konkursu, gdy stół tej pary załamał się z wielkim hukiem – z taką werwą tłukli w pierś kurczaka. Pofrunęły kieliszki, ale blat szybko podniesiono i para ruszyła do pracy, zachwycając nowoczesnym użyciem bułki tartej, którą z zadumą posypywali potrawy. – Biomet jest dzisiaj niekorzystny, ale po spróbowaniu potrawy będzie lepiej – zachęcał Zubilewicz.
Powiedz mi, co jesz, a powiem ci, kim jesteś. Skłonność Zubilewicza do jarzyn uznano za przejaw ekstrawertyzmu. I rzeczywiście, prezenter TVN szczerze mówił o tym, co myśli o potrawach i skojarzeniach pogodowych. Oczywiście, inny uczestnik konkursu, Dariusz Szymczycha (Polsat), kojarzył mu się z wiatrami wschodnimi. Szymczycha protestował, że woli zachodnie. Zubilewicz chętnie też opowiadał o mało znanym epizodzie ze swego życiorysu – dziesięciu latach nauczania geografii w żeńskim liceum zmartwychwstanek. Pozostały po nim westchnienia panieńskich serc.
Dyrektorzy chcieli rządzić, woleli jarzyny, co świadczy o systematyczności. Prezenterki nie jadły, ale się uśmiechały, dziennikarze okrawali mięso, jakby to była sensacyjna wiadomość. Powiedz mi, co jesz, a powiem ci, kim jesteś.
Połączeni w pary czasem byli zaskoczeni. Katarzyna Dowbor nie czytywała do tej pory „Życia Warszawy”. A gotowała z jego redaktorem naczelnym, Markiem Zagórskim, jadającym raz dziennie, nocną porą, najczęściej proste potrawy, własnoręcznie przygotowane, bo żona (jeszcze przez chwilę w ich rodzinnej Bydgoszczy) zakazała mu spożywania produktów kupionych. Prostą potrawą okazuje się przeważnie jajecznica na boczku.
– Dzisiaj nic jeszcze nie jadłem
– westchnął Zagórski i wziął się za siekanie.
Katarzynie Dowbor towarzyszyła córka Marysia, która – wraz ze swą nianią – narzuciła domowi nowy styl jedzenia, czyli łagodne zupki. Na szczęście córkę i matkę łączy umiłowanie krewetek.
Para przygotowała „Redaktora w panierce”, którego niejeden polityk chciałby schrupać. Tę bliską sobie potrawę smażył redaktor Zagórski, gdyż Katarzyna Dowbor chętniej rozmawiała z gośćmi. Także o urządzaniu kuchni, bo przeprowadza się do nowego domu. Ale to ona złożyła protest, że jury dotarło do nich zbyt późno, kiedy potrawy wystygły. Jury przełknęło i kęs, i uwagę.
Hanna Smoktunowicz oraz Piotr Najsztub (rana cięta palca w drugiej minucie konkursu) długo uzgadniali, kto przy stole będzie giermkiem, kto panem. Najsztub uzależniony jest od rosołu, spożywanego litrami. Co mu rosół daje, tego nie wie, bo jeszcze nie próbował z niego zrezygnować. Jarzyn nie znosi, w związku z tym swą własną dekorację z papryki uznał za godną wczasów FWP i panny Krysi, która królowała na turnusach. Na Hannę Smoktunowicz inne pary spoglądały zazdrośnie, bo wszystkie stacje telewizyjne wiedzą, że robi najlepszą pomidorową w mediach.
Kolejna para: Nina Terentiew (Program II TVP) i Michał Olszański (Polskie Radio Program III) wygrała, ponieważ przysługującą do gotowania szklankę mleka przeznaczyła dla dziecka, któremu usmażyła naleśnik. Dostali nagrody, dostali, bo czujna konkurencja tylko po kątach szeptała, że dysponowali jedną tajemniczą truskawką, nie uwzględnioną w spisie konkursowych składników.
Dariusz Szymczycha i Agnieszka Furmanek („Teleekspress”) (przyszli jako pierwsi i omówili strategię walki) postawili na makaron i parmezan, a całość nazwali „Ostrym Alfredem”, wzbudzając duże zainteresowanie informacją, że spożycie to szkoła przetrwania. Dariusz Szymczycha rzadko bywa w kuchni, a jeżeli już, to przygotowuje chińszczyznę; pani Agnieszka chętnie piecze ciasto. Tylko oni mieli potrawę, do której pasowało czerwone wino.
Martyna Wojciechowska i Olivier Janiak (TVN) zaproponowali „Big Brother chicken” i zachęcali do podglądania. Poradzili sobie z potrawą przed półgodzinnym terminem i jeszcze wszystko posprzątali. Blat lśnił. Wielki Brat, czyli jury, miał jednak pretensje, że przed konkursem nie przyszli się przywitać. – Proszę spróbować sosu, a w ogóle to przepraszam – niepewnie uśmiechał się prezenter, jakby sędziowie zaraz mieli go nominować. Jury złagodniało, spróbowało i zachwyciło się.
Martyna Wojciechowska ciągle myśli o „Big Brother”: o Piotrze Lato, który chyba zbyt poważnie potraktował swoją popularność w reality show, o Sebastianie, bo wcale nie jest niesympatyczny – pozostał najnormalniejszym uczestnikiem, o Karolinie, która szczęśliwie nie czuje kpin, o Manueli, na początku obdarzanej współczuciem pierwszej do wyrzucenia, a teraz budzącej podziw swym sprytem, o najstarszym – Januszu, który się dostosował, choć w TVN też myśleli, że szybko wyleci, o…
Rozmowa przerwana, wygrała Terentiew z Olszańskim, pozostali mają drugie miejsca. Konkurs zakończono, garnki i przyprawy rozdano, potem zaśpiewała Justyna Steczkowska, a gotujący dziennikarze podeszli do bufetu, żeby wreszcie zjeść coś normalnego.

Wydanie: 23/2001

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy