Reprodukcja skrzywdzonego tyrana

Reprodukcja skrzywdzonego tyrana

Facet zawsze osiąga cel, wystarczy, że się przyłoży. Głośniej wrzaśnie, uda głuchego – i ma, czego chce

Rozmawiam przez telefon z moją znajomą, Hanką. Po raz kolejny jej syn, 11-letni Marcin, przerywa nam rozmowę – jęczy, marudzi, wrzeszczy. Hanka mnie niejako odstawia, ale myślę, trudno, niech zaradzi sprawie. Nie słyszę jednak żadnego: „Teraz rozmawiam, proszę przyjść za 10 minut” ani „Co to za zwyczaje”? O, nie. Marcin się drze, ona perswaduje i tłumaczy. On żąda, ona niezdecydowanie się opiera. Wreszcie ulega i zapadają decyzje, których się domagał. Chciał, żeby matka przerwała rozmowę i zajęła się nim – proszę, zawsze osiąga cel, wystarczy, że się przyłoży. Głośniej wrzaśnie, uda głuchego – i dostaje, czego chce. Potem Hania mnie przeprasza. Pytam, czemu mu pozwala tak się drzeć na siebie, a ona chyba ma mi to za złe, w każdym razie usprawiedliwia Marcina. Jest zmęczony, odrabiał lekcje, chce odsapnąć. Biedaczek. Mam nadzieję, że kolejnym razem po prostu wyłączy jej telefon i powie: „Matka!! Czym się zajmujesz?! Mną się zajmuj!”.

Sytuacja ogólna: rozpacz

Hania robi to, co wiele kobiet w tym kraju wydającym mężczyzn o marnej urodzie psychicznej. Tysiące, miliony kobiet udręczonych życiem z facetem, który zawsze pokazuje, że NALEŻY MU SIĘ, przekazują swojemu synkowi podobne poczucie: należy ci się, dziecko. Nie masz, a powinieneś mieć. Twoja krzywda. A ponieważ mamusia jest w zasadzie odpowiedzialna za dziecko, tatuś ma zwolnienie lekarskie, więc mamusia pierwsza da synkowi satysfakcję. Koła w ruch, para buch – i trwa reprodukcja tyrana. Reprodukują tyrana, choć go nie lubią jak zarazy! Nie umieją przekazać dziecku poczucia, że świat i ludzie to nie królestwo niebieskie i nie supermarket, że różnie się trafia i że jest tak dlatego, że ludzie nie są doskonali, a okoliczności bywają przypadkowe, a nie z powodu spisku sił zła przeciwko królewiczowi. Czy poczucie krzywdy jest w polskim systemie myślenia kamieniem węgielnym każdej budowli? Co to jest?! Z czego się to bierze? Krzywda w końcu usprawiedliwia tyrana i jego postępki. Proszę, jak go skrzywdzono. Skrzywdzili go Ruscy, Żydzi, masoni, Niemcy, UE. Krzywdzą go kobiety. Znajomi i zwłaszcza obcy. Historia go krzywdzi. Poza podejrzeniami są raczej ojciec i matka, siewcy idei krzywdy i własnego poświęcenia. Cwaniacy. Skrzywdzone dzieci nie są odpowiedzialne. Odpowiedzialność należy do wolnych. Skrzywdzeni są przykuci łańcuchem do krzywdy. Mogą co najwyżej bronić tradycji, którą cenią wysoko. Tradycja przynosi nam wizerunek krzywdy, pomsty i wielkie role narodowe (jak matka, ojciec, dziecko, wieszcz i wódz) oraz zakłada reprodukcję tyrana.
Hanka, która w zasadzie nie cierpi tego modelu mężczyzny, według którego formuje swoje dziecko, jak pani Basia z „Nocy i dni” swoje dziecię musi przerabiać na tyrana i psychola. I zauważmy, płeć tego dziecka NIE jest tu przypadkowa.

Plemię polan babsko-chłopskie

Tradycja, której prawica mieni się obrończynią, jest tylko częścią tradycji, inne jej odnogi, od czasu chyba wielkiej pomsty Sienkiewicza, udało się upchnąć w kącie. (Ha, czego tam nie ma w tym kącie: Kochanowski, Rey, humaniści, innowiercy, Żydzi asymilowani i nie, pozytywiści, lewica międzywojenna i wiele innych zjawisk). Lecz ta tradycja, jakaś kontrreformacyjno-sarmacko-plebejska, tamtą wyklucza, a posmak ma bardziej plemienny niż państwowy. Plemię ma jeden wzór postępowania, jedną obyczajowość, jedną religię, silnie włada swoimi członkami, a oni z kolei nie potrafią określić swojej tożsamości oderwani od plemiennych rytuałów. (Wypisz, wymaluj MW). Myślenie plemienne to archetypy i mity, nie ma tu żadnej możliwości indywidualnej refleksji. I tak jakoś Polanie mają. Jakby nosili w głowach skalne bloki, których treść nie podlega zmianie i ocenie. Są to wielkie idee plemienia: baba to baba. Chłop to chłop. Matka to matka. Ojciec to ojciec. Naród to naród etc. Plemię nie ma pisma i nie ma historii, ma tylko podania. Jak mówi podanie, Ruscy i Niemcy spiskowali na naszą zgubę, a czy była to Katarzyna Wielka i Fryderyk, czy Mołotow i Ribbentrop, czy Putin i Schröder, to jedno i to samo. Totem plemienia Polan to Krzywda. Kto ma krzywdę, ten nie ma odpowiedzialności, bo jest na zawsze usprawiedliwiony oraz niewinny. Mężczyźni jako faworyci tego układu są Najbardziej Pokrzywdzeni. Wybrane kobiety są zaś Strażniczkami Krzywdy Narodu, co jest zaszczytnym mianem i stawia je ponad innymi kobietami. Pokażą nam to zaraz (niezbyt liczne) posłanki polskiej prawicy, które dzięki wczorajszym ruchom emancypacyjnym będą mogły gnębić dzisiejsze kobiety. Ich celem jest i będzie reprodukcja męskiego tyrana i „kobiecej kobiety”: pokojówki, lizuski, mateczki, matrony, tyranki, strażniczki cnót. Ich celem będzie reprodukcja przemocy w relacjach między ludźmi, reprodukcja nieszczęścia, gwałtu, upokorzeń, a także nudy obłudy i martwoty. Im nudniej, tym lepiej, im bardziej przewidywalny schemat, tym bezpieczniej. Im ciaśniej, tym cieplej.

Bye-bye, życie

Wędruję sobie po kanałach telewizji i gdzieś tam oglądam zespół, w którym szaleje chłopaczek z blond włosami niemal do pięt, dziewczyna w botfortach do ud, z silną szczęką, androginiczni jak Szatan z „Pasji”. A ówdzie znów piosenkarka Cher, która udaje Elvisa Presleya z bokobrodami, i zaprawdę powiadam wam, ta kobieta jest w tym seksowna i choć stara, ale nie stara. U nas nie ma takiego postmorderczego pomieszania, u nas jest jedno plemię – jeden wzorzec. Lecz tam znów widzę wdowca, który ma adoptowaną córeczkę z Afryki, i rozwódkę, która wychodzi za wdowca, będąc w ciąży z pierwszym mężem; jakąż wspaniałą mamy rodzinę, wołają oboje na swoim ślubie. Tak jest w pewnym angielskim filmie, więc wołają Anglicy, a nie Polak, czyli mężczyzna męski, poza piwem i golem niczego niewiedzący, a Polki nic do wołania nie mają. Ach, BBC Prime, jacy tu cudni czarni komicy, jakie czarne klownice na ulicach, to jest niewyobrażalny tutaj rodzaj humoru, głęboko ludzki wdzięk u nas pozbawionego wdzięku gatunku homo sapiens, bo tu mamy raczej Polanina Marcina Dańca, który nas bawi kawałkami o meczu i paleniu na balkonie z racji żony, co jest (palenie na balkonie i żona) kresem wolności. Tyle tu wiemy o wolności. No i to jeszcze, że trzeba skazać Nieznalską i Paweł Huelle też nie powinien wygrać procesu z antysemitą, po co komu sprawiedliwość, pyta sąd. Skaczę więc dalej po kanałach i oto na jakimś polskim oglądam kawałek filmu. „Marcin, kocham cię!”, łzawo kwacze dziewczyna. A ten nic. (Acha, zdradziła go). Marcin (jako Lubaszenko) wyłazi spod kołdry – i trzask ją w twarz! I z drugiej strony! A ta dalej czeka. „Rozbieraj się”, powiada Marcin ponuro. A ona: „Marcin, ale nie rób tego, bee, mee, proszeee”. Marcin robi i ona robi, doznając przy tym dreszczu. Rzygać pragnę, bo cóż widzę? Facet jako facet, baba jako baba. Schemat jak chomąto. Miłości nie ma, wolności nie ma, czułości nie ma, myśli nie ma. Jest tyrańska władza faceta, który zawsze się czuł pokrzywdzony, więc może krzywdzić bez wyrzutów sumienia! Dla niego seks jest upokarzaniem i zależnością, a nie wyrazem swobody i uczuć, imię aniołów tej breji jest Sadoch i Masoch Pasikowscy, życie jest tu normalne, szare, przewidywalne; po prostu, życie jako śmierć życia, cywilizacja śmierci życia, cywilizacja śmierci uczuć i wolności, przedmurze ślepego muru gdzie indziej rozwalonego dawno.

Autorka jest filozofką, poetką i pisarką (używa literackiego nazwiska Keff), feministką. Prowadzi na tzw. Gender Studies na UW, w Collegium Civitas i na innych uczelniach zajęcia dotyczące mediów, dyskursu publicznego, literatury i filmu

 

 

Wydanie: 41/2005

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy