Rosja przed zmianą

Rosja przed zmianą

Prezydent Miedwiediew może oznaczać nowy styl w rosyjskiej polityce

Rezygnacja ze zniesienia konstytucyjnego ograniczenia okresu sprawowania władzy prezydenta oznacza wkroczenie Rosji w okres zmian największych od początku obecnej dekady, a być może nawet od 1993 r.
Tylko poprawka konstytucyjna, która byłaby łatwa do przeprowadzenia (obóz władzy dysponuje ogromną większością w parlamencie) i wytłumaczenia (powszechne poparcie dla Władimira Putina potwierdzone w wyborach 2 grudnia, w których poprowadził do zwycięstwa Jedną Rosję), dawała gwarancję konserwacji obecnego układu władzy i systemu politycznego Rosji. Jakakolwiek zmiana musi prowadzić do jego zakłócenia.
Jeśli Dmitrij Miedwiediew rzeczywiście zostanie kandydatem obozu władzy na prezydenta Rosji, bez trudu wygra wybory (opozycja jest słaba, podzielona, nie ma przekonującego alternatywnego pomysłu na Rosję, dostępu do głównych mediów) i obejmie urząd prezydenta. W tym momencie zaczną się schody. Choć Dmitrij Miedwiediew jest

politykiem lżejszej wagi

niż drugi wytypowany w 2005 r. przez Putina pretendent do bycia następcą, Siergiej Iwanow, to będzie miał za sobą potężne uprawnienia konstytucyjne.
Potwierdza to skierowana do Putina propozycja Miedwiediewa objęcia przez obecnego prezydenta stanowiska premiera. Miedwiediew zaproponował swemu wychowawcy i promotorowi rolę podwładnego, którego on w dowolnej chwili może zrugać przed kamerami, pouczyć i odwołać.
Objęcie przez Putina stanowiska premiera stawiałoby go w jednym szeregu z takimi bezkształtnymi postaciami jak obecny szef rządu Wiktor Zubkow czy jego poprzednik Michaił Fradkow. Prezydent z jednej strony może zlecać premierowi wykonanie dowolnego zadania, z drugiej zaś nie ponosi żadnej odpowiedzialności za jego wykonanie. Do tego prezydent ma wielotysięczną administrację sprawującą – jak partie komunistyczne w krajach socjalistycznych – kierownictwo nad rządem, która często paraliżuje pracę Rady Ministrów. Stanowisko premiera w świetle obowiązującej konstytucji ma tylko jedną zaletę – w razie niemożności sprawowania urzędu przez prezydenta, jego obowiązki przejmuje szef rządu.
Czy można sobie wyobrazić, że Dmitrij Miedwiediew urzęduje w historycznym Kremlu, a Władimir Putin w skromniejszym, wybudowanym w okresie Breżniewa, gmachu rządu? Czy można sobie wyobrazić, że Dmitrij Miedwiediew będzie rozliczał w kremlowskim gabinecie Władimira Putina z pracy? Moja wyobraźnia jest na to zbyt uboga. Podobnie nie mogę sobie wyobrazić rządzenia Rosją z tylnego siedzenia. Sytuacja, w której przywódca kraju byłby marionetką, przywoływałaby w milionach Rosjan najgorsze czasy – smutę. Czy po to Putin budował i umacniał autorytet władzy prezydenckiej, by po odejściu z Kremla ją ośmieszyć, poniżyć i rozdeptać? Postępując w ten sposób, szybko sam roztrwoniłby kapitał społecznego zaufania.
Gdyby więc Putin miał stanąć na czele rządu, musiałoby się to wiązać albo z planem szybkiego złożenia urzędu przez Miedwiediewa (podobny makiaweliczny projekt byłby także niszczący dla autorytetu władzy), albo z głębokimi zmianami w konstytucji i formalno-prawnym przekazaniem uprawnień szefa państwa premierowi wraz z symbolicznym przeniesieniem rezydencji szefa rządu na Kreml. Podobna zmiana musiałaby wywołać wstrząs w systemie politycznym, układzie władzy, ruszyć z posad wiele tysięcy urzędników, naruszyć niezliczone interesy. I bez tego od przynajmniej roku w tysiącach instytucji państwowych panuje nerwowe oczekiwanie na rozwiązanie tzw. problemu roku 2008 (kwestii, kto zasiądzie na Kremlu). Obecny układ biurokratyczny przez swoje skostnienie jest niezwykle stabilny i główną jego troską jest zachowanie stabilności. Perspektywa zmiany na Kremlu nie może być obojętna dla przedsiębiorstw państwowych i prywatnego biznesu, który jest powiązany ze światem polityki znacznie silniej niż w Polsce.
Decydując się na zmianę konstytucji ograniczającej władzę prezydenta, Władimir Putin zasługiwałby na

miano wielkiego rewolucjonisty.

Musiałby się – jak każdy rewolucjonista – liczyć z ogromnym oporem.
Umocnienie władzy premiera odpowiedzialnego przed parlamentem, byłoby katalizatorem demokratycznych zmian w kraju. Sprzyjałoby budowie autentycznego systemu partyjnego (w tej chwili obóz władzy poza główną partią ma liczne odnogi – od lewicowych po nacjonalistyczne), odbudowie parlamentaryzmu, uzyskaniu przez obywateli możliwości kontrolowania aparatu państwowego, rozdziałowi władzy wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej, pluralizmowi w mediach.
Jeśli w Rosji nie dojdzie do zmiany konstytucji, Dmitrij Miedwiediew będzie prezydentem nie malowanym, lecz prawdziwym. Putin „z tylnego siedzenia” może umacniać jego pozycję i autorytet, wspierać go

w nieuniknionych walkach frakcyjnych

(nie wiadomo na przykład, jak się zachowają resorty siłowe, na których opiera wpływy Siergiej Iwanow). Może mu doradzać, ale nie zrobi niczego, by dyskredytować następcę. Miedwiediew jest od wielu lat osobą z jego najbliższego otoczenia. Lekceważąc go, lekceważyłby siebie – własny wybór. Wreszcie wszelkie sugerowanie, że przywódca państwa jest marionetką, byłoby fatalne dla państwa.
Dmitrij Miedwiediew jako prezydent wyposażony w dotychczasowe uprawnienia także kojarzy mi się bardziej ze zmianami niż ciągłością. Tej można byłoby się spodziewać, gdyby wybór padł na konserwatystę Siergieja Iwanowa. W rosyjskim obozie władzy – podobnie jak w Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego – jest wiele partii. Miedwiediew wygląda na przedstawiciela partii socjalliberalnej. Od podszewki poznał rosyjski system polityczny: kierował administracją prezydenta, jest wicepremierem. Wie, jak funkcjonuje biznes w Rosji – przewodniczy Radzie Nadzorczej Gazpromu. W rządzie odpowiada za politykę socjalną – wie, jak potężne są w Rosji nierówności społeczne i w jak tragicznych warunkach żyje dziesiątki milionów obywateli. Musi wiedzieć, że kraj potrzebuje zmian.
Nie wyobrażam sobie tłumów spędzonej pod Kreml młodzieży skandującej na cześć Miedwiediewa. Nie wyobrażam sobie zeszytów szkolnych z jego podobizną. Nie jestem pewien, czy nazajutrz po wyborach urzędnicy na znak gorliwości będą wieszali w swoich gabinetach portrety prezydenta Miedwiediewa (tak było z Putinem). Prezydent Miedwiediew może oznaczać nowy styl w rosyjskiej polityce. To już byłaby ogromna zmiana.

 

Wydanie: 51-52/2007

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy