Rosyjska Droga

Rosyjska Droga

Putin domaga się prawa do odczytywania na swój sposób pojęć praw człowieka lub wolności słowa

18 marca 2014 r. Władimir Putin wygłasza w „orędziu do Federacji Rosyjskiej” najważniejsze przemówienie życia. Robi pierwszy krok jako szef państwa zmieniający rzeczywiście bieg historii. W istocie przygotowywał się do tego od 15 lat. Czynił już próby, odbijając Gruzji separatystyczne regiony Osetii Południowej i Abchazji. Ale tym razem dokonał decydującego kroku: na wzór Iwana III i kilku carów „zebrał ziemie rosyjskie”. W ramach retorsji przeciw ukraińskiej rewolucji demokratycznej (którą rosyjscy oficjele nazywają puczem faszystowskiej junty z Kijowa) niespodziewanie zajął, po wysłaniu nieoznakowanych oddziałów rosyjskich i improwizowanym referendum, Krym, terytorium przyłączone do Ukrainy w 1954 r. Po raz pierwszy od II wojny światowej jakieś państwo europejskie zajmuje region należący do innego państwa europejskiego. Ta operacja specjalna jest odrzucona przez część ludności Krymu, zwłaszcza Tatarów, historycznych jego gospodarzy, prześladowanych i deportowanych podczas okresu radzieckiego, podawana w wątpliwość przez Ukrainę i cały świat – tylko Rosja uznaje aneksję.

TRZEBA JAKOŚ UZASADNIĆ ten akt, tak dalece stanowi on pogwałcenie prawa międzynarodowego i zrywa konsens między państwami zapewniający stabilizację w Europie od końca nazizmu. To właśnie jest przedmiotem tej mowy zwycięstwa, wygłaszanej dwa dni po referendum i nazajutrz po podpisaniu dekretu prezydenckiego legalizującego przynależność Krymu do Federacji Rosyjskiej. Po usiłowaniu dowiedzenia głębokiej „rosyjskości” półwyspu Putin stara się udowodnić legalność referendum i dochodzi do najważniejszego punktu: jeśli Rosja jest potępiana przez wspólnotę międzynarodową za tę aneksję, to dlatego że świat Rosji nie lubi i od zawsze usiłuje ją izolować, przeszkodzić w zajęciu miejsca, na jakie zasługuje. Posłuchajmy Władimira Putina: „Polityka powstrzymywania Rosji, która trwała w XVIII, XIX i XX w., jest kontynuowana dzisiaj. Usiłuje się zawsze zepchnąć nas do kąta, bo my mamy pozycję niezależną, ponieważ jej bronimy, ponieważ nazywamy rzeczy po imieniu i nie udajemy hipokrytów. Ale istnieją granice. Jeśli chodzi o Ukrainę, nasi zachodni partnerzy przekroczyli żółtą linię. Zachowali się po grubiańsku, w sposób nieodpowiedzialny i nieprofesjonalny”. Wreszcie zostało powiedziane: Putin chce bronić Rosji przed Zachodem, który chciałby jej zaszkodzić. Jego kraj od tej pory potwierdza wszem wobec prawo do własnej drogi: Rosyjskiej Drogi.

TEORIA ROSYJSKIEJ DROGI, podobnie jak konserwatyzmu, dojrzewała długo. Koncepcja miała źródło u samych początków putinizmu, ale początkowo najpierw jeszcze w ekumenicznej formie. W pierwszym rzędzie ambicji młodego prezydenta, jak zapowiedział to na dwa dni przed wyborem w marcu 2000 r., pojawia się wola „przywrócenia krajowi prestiżu i odpowiedniego miejsca w świecie”. Po 10-leciu postsowieckiej demokracji w warunkach niemal stałego kryzysu gospodarczego i społecznego, po poniżeniu związanym z końcem imperium należy przywrócić Rosji jej miejsce. Bardzo szybko Putin odwołuje się do wartości narodowych i prawosławnych Jeśli zmierza do „duchowej odnowy Rosji”, to jeszcze pod znakiem „prawa do wolności, człowieka i obywatela”. Ale coraz wyraźniejsze odniesienia do „świętej Rosji” wyrażają „szczególną rolę”, jaką „Rosja przyjęła wypełniać jako strażniczka prawdziwych wartości chrześcijańskich”. Putin nawiedza miejsca pamięci rosyjskiego prawosławia i interpretuje chrześcijaństwo w sensie specyficznej tożsamości narodowej, powołanej do odgrywania odpowiedniej roli w świecie. Niekiedy zresztą odwołuje się do „filozofii religii”, którą ocenia jako „bardzo, bardzo ważną”, gdyż może ona zastąpić dawną ideologię komunistyczną. (…)

ROZUMOWANIE jest następujące: ponieważ Rosja odmawia podporządkowania się rozkazom jednobiegunowego i zmierzającego do ujednolicenia świata, wobec tego przeszkadza się jej we wpływaniu na sąsiadów, spycha się ją w ślepą uliczkę, izoluje i marginalizuje. Rosja musi odtąd bronić swej woli postępowania „sobie właściwą drogą” i domagania się prawa bycia zrozumianą i szanowaną w swojej odmienności. W miarę upływu lat oskarżenia się precyzują: dąży się do poskromienia lub odrzucenia Rosji, nie tylko dlatego, że jest odmienna, ale ponieważ należy do grona największych potęg w świecie. Stany Zjednoczone podporządkowują sobie wiele krajów. Inne marginalizują w imię praw człowieka lub stosując metody ekonomiczne czy militarne. Putin w 2007 r. nie waży już słów: „Mówiąc naprawdę szczerze, nie ma dziś wielu krajów w świecie mających przyjemność i szczęście mówić, że są suwerenne. Można policzyć je na palcach jednej ręki. To Chiny, Indie, Rosja i jeszcze kilka innych. Wszystkie inne znajdują się w stanie wyraźnej zależności, albo jedne wobec drugich, albo wobec lidera bloku”. (…)
Wzburzony użyciem „demokratycznego słownictwa dla wywierania nacisku na naszą politykę wewnętrzną i zagraniczną”, Putin domaga się prawa do odczytywania na swój sposób pojęć praw człowieka lub wolności słowa. Przystaje na powszechność demokratycznych zasad, ale nie na związany z nią język i jej konkretny polityczny wyraz. (…)

Fragment książki Michela Eltchaninoffa Co ma Putin w głowie?, tłum. Andrzej Bilik, Wydawnictwo Studio Emka, Warszawa 2015

Wydanie: 30/2015

Kategorie: Książki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy