Rozmowy kontrolowane

Rozmowy kontrolowane

Posłowie PiS chcą zagwarantować prokuratorom i służbom specjalnym pięcioletni dostęp do billingów obywateli

IV PR chce coraz skuteczniej śledzić swoich obywateli. Posłowie PiS z uporem wartym lepszej sprawy wracają do pomysłu ustawowego wydłużenia czasu, w którym służby specjalne i prokuratorzy będą mogli grzebać w naszych billingach telefonicznych. To już trzecia taka próba w tej kadencji Sejmu. Niestety, tym razem im się uda.
Pierwszy raz prokuratorzy postanowili ułatwić sobie dostęp do naszych billingów na początku kadencji. W opracowywanej wtedy nowelizacji prawa telekomunikacyjnego znalazł się zapis, nakazujący przechowywanie billingów przez 15 lat! To było kuriozum pozostające w całkowitej sprzeczności z praktyką krajów europejskich. Pomysłodawcy szybko zorientowali się, że palnęli gafę, i pomysł szczęśliwie zdechł. W przyjętej wtedy ustawie zapisany został dwuletni okres przechowywania billingów.
Ponieważ jednak tropienie obywatela to znak naszych czasów, prokuratorskie zachcianki wkrótce znowu dały znać o sobie w Sejmie. Rząd nie chciał brać na siebie kłopotliwej i kompromitującej roli tropiciela, zatem to posłowie PiS złożyli projekt, który dawał żądnym wiedzy o naszych połączeniach telefonicznych prokuratorom pięć lat dostępu do tych danych.
Pięć lat to nie 15, ale i tak kpina z europejskich standardów. W międzyczasie bowiem Unia przyjęła dyrektywę określającą czas przechowywania danych na okres od sześciu miesięcy do dwóch lat. Nasze ustawowe dwa lata były więc i są, wedle europejskich regulacji, wyrazem skrajnej nieufności władzy wobec społeczeństwa. Poselski projekt pojawił się w Sejmie latem zeszłego roku. Towarzyszyła mu gigantyczna awantura, w czasie której posłowie opowiadający się za zaufaniem wobec współobywateli i poszanowaniem ich praw do prywatności nazywani byli przez lobby prokuratorskie „frontem obrony przestępców”. O dziwo w głosowaniu poselsko-prokuratorski projekt przepadł z kretesem. Z koalicyjnej dyscypliny wyłamała się wtedy Samoobrona.
Dzisiaj upokorzona seksaferą partia Andrzeja Leppera pewnie potulnie zmieni zdanie w sprawie billingów. Prokuratorzy górą!
Tym razem projekt zmian pojawił się znienacka w Komisji Infrastruktury jako… inicjatywa komisji. Wieczorem trafił do poselskich skrytek na korespondencję, a już następnego dnia był omawiany. Znowu chodzi o pięcioletni dostęp do billingów i znów zwolennicy tych niedemokratycznych propozycji sięgnęli po znane inwektywy. „Czy posłom zależy na tym, żeby w Polsce wybuchały bomby?”, grzmiał zastępca prokuratora generalnego, Jerzy Engelking. Przewodniczący komisji udawał, że nie słyszy, jak gość komisji obraża jej członków. Najbardziej kuriozalne jest jednak to, że właśnie Engelking, prokurator, osoba spoza komisji, wygłosił na prośbę prowadzącego obrady uzasadnienie do projektu, który podobno miał być inicjatywą komisyjną. Zwycięskie lobby prokuratorskie już nawet nie usiłuje czynić pozorów normalności. Kto im dziś podskoczy?
Prokurator Engelking tłumaczył opornym posłom, że dyrektywa europejska nie ogranicza państw członkowskich do dwuletniej retencji danych. W uzasadnionych wypadkach można ten czas wydłużać. U nas taka potrzeba istnieje, bo przecież oprócz ścigania zwykłych przestępców musimy też strzec się terrorystów.
Prokurator nie powiedział jednak najważniejszego. Kiedy wiosną zeszłego roku Bruksela przyjmowała dyrektywę dotyczącą przechowywania billingów nawet do dwóch lat, uzasadniała to właśnie nowymi wyzwaniami związanymi ze zwalczaniem terroryzmu. Apetyty polskich organów ścigania sięgają więc tam, dokąd nigdy nie zapędziłby się prokurator niemiecki czy francuski. Pojawia się też pytanie, jak Polska uzasadni swoją nadzwyczajną nieufność wobec obywateli i chęć inwigilowania ich prywatnych spraw. Dyrektywa nakłada na nas obowiązek podania nadzwyczajnych okoliczności, które powodują chęć wydłużenia okresu retencji. Panowie prokuratorzy będą więc musieli nakreślić na tyle ponury i przerażający obraz polskiej rzeczywistości, żeby urzędnicy europejscy uznali, że, istotnie, Polacy zagrażają własnemu państwu zdecydowanie bardziej niż inni mieszkańcy Unii. Z tym jednak w IV RP nie powinno być kłopotu.

Autor jest posłem z sejmowej Komisji Infrastruktury

 

Wydanie: 9/2007

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy