Są jeszcze sędziowie w Strasburgu

Są jeszcze sędziowie w Strasburgu

Polska, utrudniając 14-latce legalne przerwanie ciąży, złamała konwencję o ochronie praw człowieka

Po wyroku Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, przyznającym 30 tys. euro odszkodowania dziewczynie, której cztery lata temu chciano uniemożliwić legalne przerwanie ciąży, trzeba powiedzieć jedno: sprawiedliwości stało się zadość. Trybunał uznał, że Polska złamała Europejską konwencję praw człowieka, przyznał też 15 tys. euro matce dziewczyny. Szkoda, że dopiero sędziowie ze Strasburga musieli naprawić niesprawiedliwość, której nie chcieli widzieć sędziowie w Polsce…
Przypomnijmy fakty. W 2008 r. 14-letnia Jowita N., uczennica lubelskiego gimnazjum, zaszła w ciążę ze swoim chłopakiem. Prokuratura uznała, że ciąża była wynikiem czynu zabronionego: współżycia osób poniżej 15. roku życia. Zgodnie z Ustawą o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży wydała więc zgodę na aborcję.
Wtedy zaczęły się szykany. Hasło do nich dał ks. Krzysztof Podstawka, ujawniając dane osobowe dziewczyny i wzywając do działań mających uniemożliwić aborcję. Dane te nielegalnie przekazano księdzu w lubelskim szpitalu im. Jana Bożego, do którego Jowita przyszła z matką, by dokonać legalnego zabiegu. Ksiądz nieustannie odwiedzał dziewczynę w szpitalu, namawiając do rezygnacji z aborcji. Matkę nastolatki publicznie oskarżał, że chce zmusić córkę do poddania się „zbrodniczej procedurze”. Rozmowy z Jowitą ułatwili księdzu lekarze, którzy też bezprawnie zapoznali duchownego z okolicznościami sprawy.
Odpowiedzialność za to ponosi
dr Wanda Skrzypczak, ordynator oddziału ginekologii. Niewykluczone, że to ona ujawniła ks. Podstawce, że z lubelskiego szpitala, gdzie uniemożliwiono jej usunięcie ciąży, dziewczyna trafi do szpitala przy ul. Inflanckiej w Warszawie. Dr Skrzypczak miała przyzwolenie dla swoich działań od dr. Jacka Solarza, dyrektora lubelskiego szpitala. Choć wiedział on, że aborcja jest legalna, oświadczył publicznie, że nikt w tej placówce jej nie wykona. Niezgodnie z prawem odmówiono też Jowicie wskazania innego szpitala.

Silni w grupie

Szczególną rolę w dręczeniu dziewczyny i jej matki odegrała zorganizowana przez ks. Podstawkę grupa tzw. działaczy pro-life. Fałszywie zawiadomili oni prokuraturę o przestępstwie nakłaniania Jowity przez matkę do przeprowadzenia bezprawnej aborcji. Złożyli też wniosek o pozbawienie jej rodziców praw rodzicielskich. Prokuratura od razu wszczęła postępowanie. Dochodzenie wykazało, że żadnej presji na bezprawne przerwanie ciąży nie było. Kłamliwy wniosek wystarczył jednak, by sąd w Lublinie ograniczył rodzicom Jowity władzę rodzicielską.
Działacze pro-life zaatakowali też córkę i matkę, gdy po odmowie przeprowadzenia zabiegu wychodziły z warszawskiego szpitala. Uniemożliwiono taksówkarzowi zabranie ich, na miejsce zajścia wezwano policję. Funkcjonariusz przedstawił (bezprawne i później uchylone) postanowienie sądu o ograniczeniu praw rodzicielskich. Jowitę natychmiast pozbawiono wolności i doprowadzono do lubelskiego pogotowia opiekuńczego.
Jego dyrektor, Michał Misztal, odciął Jowitę od kontaktów ze światem, odmówił widzenia z bliskimi. Zezwolił tylko na odwiedziny ks. Podstawki, który ciągle namawiał ją do rezygnacji z aborcji.
Dodatkową formą maltretowania dziewczyny było publiczne ujawnienie przez dyrektora pogotowia intymnych szczegółów z jej życia, wyciągniętych od niej podczas rozmów i przesłuchań. Naruszając prywatność i dobra osobiste nastolatki, dyrektor jednocześnie cynicznie zapewniał: „Naszym zadaniem jest chronienie jej prywatności”.

Postępowanie z klasą

Jowita – choć nie mówiono tego wyraźnie – miała pozostać w pogotowiu opiekuńczym, dopóki nie zrezygnuje z zamiaru przerwania ciąży. Na skutek bezwzględnego traktowania jej zdrowie zaczęło się jednak pogarszać. W wyniku zażalenia złożonego przez matkę na bezprawne pozbawienie córki wolności dziewczynę uwolniono i odwieziono do szpitala. Jej uwolnienie wywołało sprzeciw dyr. Misztala, który chciał, by po wyjściu ze szpitala została ponownie zamknięta w pogotowiu. Do tego jednak nie doszło.
W maltretowaniu Jowity uczestniczyła też dyrekcja gimnazjum, noszącego  tytuł „szkoły z klasą”. Bezprawnie czytano tam wysyłane przez nią esemesy i podano ich treść do wiadomości publicznej. Przedstawiciele szkoły zmuszali Jowitę i jej matkę do rozmów z psychologiem. Matka sprzeciwiała się, ale szybko jej to wyperswadowano.
Jowita, w ostatnim terminie dopuszczanym przez prawo, dokonała aborcji w Gdańsku – choć Katolicka Agencja Informacyjna próbowała to uniemożliwić, informując o wyjeździe, który miał pozostać niejawny. Żadna z osób szykanujących dziewczynę i jej matkę nie poniosła odpowiedzialności, nie wszczęto nawet przeciw nim postępowań. Nasuwa się refleksja: żebyż nasi stróże prawa ścigali przestępców z takim zapałem jak Jowitę i jej matkę.

Wydanie: 45/2012

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Józef Brzozowski
    Józef Brzozowski 11 listopada, 2012, 13:00

    Nie rozumiem, dlaczego Polska, czyli my wszyscy podatnicy mamy płacić odszkodowanie Jowicie N. I jej matce.
    Uważam, że tę kwotę powinni zapłacić wymienieni po nazwisku, którzy do tego doprowadzili. Czyli dr Wanda Skrzypczak i dr Jacek Solarz z lubelskiego szpitala, ks Krzysztof Podstawka i dyrektor lubelskiego pogotowia opiekuńczego Michał Misztal. Tego ostatniego, dodatkowo trzeba by napiętnować za publiczne ujawnienie intymnych szczegółów z życia Jowity N. I za dręczenie dziewczyny nie pozwalając na odwiedziny rodziny a zezwalając na wizyty tego (autocenzura) księdza.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy