Sąd nad seksuologiem

Sąd nad seksuologiem

Nikt moimi rękami nie będzie zaspokajał swoich potrzeb. Szczególnie w procesach o pedofilię Prof. Zbigniew Lew-Starowicz, prezes Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego – Czy na każdego patrzy pan okiem seksuologa? Czy z zachowania człowieka można wnioskować, jak mu jest w łóżku? – Tak, oczywiście, jest taka korelacja. – A nasi parlamentarzyści, jak im się powodzi w tej dziedzinie? – Sądzę, że jeżeli polityk ma udane życie seksualne, będzie dobrym politykiem. Jestem święcie przekonany, że ludzie zadowoleni ze swojego seksu są bardziej życzliwi i tolerancyjni. Są serdeczni, nie ma w nich zacietrzewienia, fanatyzmu, agresji i tej strasznej zajadłości. Poglądy polityczne nie mają tu żadnego znaczenia. Czy lewica, czy prawica – udany seks będzie miał taki sam wpływ. – No to niezbyt radośnie prezentuje się miłosna satysfakcja naszych polityków. I rozumiem, że niektórzy są pana pacjentami. – Tak. Reszta to tajemnica zawodowa. – Przychodzi pacjent. Pan zna jego poglądy, ale on też się zastanawia, jakie poglądy ma jego lekarz i czy będzie to miało wpływ na terapię. – Każdy lekarz powinien być apolityczny i ponadwyznaniowy. W innej sytuacji byłby dla swoich pacjentów niewiarygodny. To przekonanie zostało mi jeszcze ze studiów, gdy tylko trzy osoby na roku, w tym ja, nie należały do PZPR. Przecież do mnie przychodzą osoby o różnych światopoglądach, także ateiści i buddyści. Nie mieliby do mnie zaufania, gdyby wiedzieli, że ostentacyjnie obnoszę się z jakimś światopoglądem, np. jestem aktywistą stowarzyszenia lekarzy katolickich lub działam w organizacji lewicowej. Wiara nie może być decydującą sprawą w relacji z pacjentem. – Ale chyba trudno o taką neutralność, szczególnie że bardzo często jest pan proszony np. przez dziennikarzy o komentarz do wydarzeń, jest pan ekspertem w Sejmie. – Oczywiście, w opiniach wypowiadanych publicznie reprezentuję stanowisko ONZ i Światowej Organizacji Zdrowia. Jeżeli WHO zaleca, żeby edukacją seksualną zajmować się od przedszkola, lub przypomina o możliwościach planowania rodziny, to moim obowiązkiem jest propagowanie tych idei. Dziwię się kolegom, którzy odcinają się od tych zaleceń, bo górę bierze ich światopogląd. Tymczasem powinien on być w cieniu tego, co robi lekarz. Oczywiście, może być sytuacja skrajna, jak konflikt sumienia, gdy kobieta zgłasza się na aborcję zgodną z prawem. Wtedy ginekolog powinien skierować kobietę w miejsce, gdzie zostanie bezpiecznie wykonany zabieg. To, co mi się nie podoba, to fakt, że ci lekarze tak przeciągają sprawę, tak czasem manipulują wynikami, że w końcu na zabieg jest za późno, choć kobieta tego chciała i takie miała prawo. – Jednak uchodzi pan za, mówiąc najogólniej, postępowego lekarza. – Uchodzę za liberała, ale żadnej łatki mi się nie przypina. Wiem, że swego czasu, jeszcze za prezydentury Wałęsy, szukano na mnie haka, sprawdzano moje tajne dokumenty. Było to w czasach dyskusji sejmowej nad tzw. ustawą antyaborcyjną. Nic nie znaleziono. – Nie bez powodu rozmawiamy o związkach seksuologii z polityką. Znamy pana głównie jako znakomitego znawcę relacji damsko-męskich i wszystkiego, co w seksuologii jest terapią. Tymczasem ostatnio przypominana jest pana funkcja biegłego sądowego w sprawach, w których podłożem przestępstwa był seks. Jako pierwszy odważnie i precyzyjnie wypowiadał się pan w sprawie znanego psychoterapeuty, Andrzeja S. Potem został pan powołany jako biegły w sprawie podejrzeń ciążących na prałacie Jankowskim. Ekspertyza powstała, ale jak to zwykle u nas bywa, doszło do przecieku i media obiegła informacja: prof. Starowicz stwierdził, że całowanie w usta ministranta nie było molestowaniem seksualnym. Jak pan odebrał takie publikacje? – Jestem przyzwyczajony do skrótów, które mają znaczenie medialne. Oczywiście, gdyby opinia była znana w całości, cytowane stwierdzenie nie miałoby sensu. Jednak obowiązuje mnie tajemnica lekarska. Jedno mogę powiedzieć – sami zainteresowani nie widzieli w tych zachowaniach nic seksualnego. Wiem, że spekulowano następująco: jeśli oszczędzono ks. Jankowskiego, to znaczy, że seksuolog nic nie stwierdził. Klimat wokół tej sprawy był taki, żeby człowieka powiesić, bo poza grupą swoich fanów nie jest darzony sympatią. Ale nikt moimi rękami nie będzie zaspokajał swoich potrzeb. Poza tym ja odpowiadam na określone pytanie prokuratury. Otrzymuję zlecenie i je wykonuję. – Mówi pan, że spekulowano, ale czy były jakieś oficjalne wypowiedzi, np. innych seksuologów? – Żaden kolega nie komentował tej sprawy, ale otrzymałem pytanie z opiniotwórczego dziennika, czy mam kompetencje,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2004, 52-53/2004

Kategorie: Wywiady