Sama tego chciała

Sama tego chciała

Sądy bardziej wierzą sprawcom przemocy

Urszula Nowakowska – prezeska fundacji Centrum Praw Kobiet

Jak się czujecie bez dotacji? Ministerstwo Sprawiedliwości odmówiło Centrum Praw Kobiet przyznania środków, tłumacząc decyzję tym, że fundacja zajmuje się tylko kobietami.
– Jest bardzo ciężko. Chociaż mamy liczną grupę wolontariuszek świadczących pomoc prawną i psychologiczną, nie możemy pomóc wszystkim pokrzywdzonym kobietom, które do nas trafiają. Nie mamy pieniędzy na czynsz za lokale, w których pomagamy, ani na inne wydatki niezbędne do funkcjonowania organizacji. Dotacje, które udało nam się uzyskać ze środków samorządowych, tylko w niewielkim stopniu zaspokajają nasze potrzeby.
Kto na tym najbardziej traci?
– Nasze klientki. Decyzja o odmowie przyznania przez Ministerstwo Sprawiedliwości dotacji dla CPK jest stratą dla wielu pokrzywdzonych. Jej uzasadnienie zamyka organizacjom specjalistycznym drogę do działania na rzecz kobiet. Istnieje też zagrożenie, że inne instytucje publiczne pójdą śladem ministerstwa, co sprawi, że organizacje, które chcą pomagać kobietom, zostaną pozbawione finansowania ze środków publicznych.
Dlaczego pomagacie tylko kobietom, a nie np. mężczyznom, jak chciałoby ministerstwo?
– Tworzenie specjalistycznych placówek tylko dla kobiet ofiar przemocy nie zawęża zakresu pomocy dla innych pokrzywdzonych, tylko ją indywidualizuje i dostosowuje do potrzeb określonej kategorii osób. Tym samym jest ona skuteczniejsza. Zwiększa to poczucie bezpieczeństwa kobiet i zmniejsza ryzyko skrzywdzenia przez nieprzeszkolonych pracowników wymiaru sprawiedliwości. A także  prawdopodobieństwo spotkania sprawcy, który w tej samej placówce również może szukać pomocy.
No właśnie.
– Ale nie wie pani, że strategią wielu sprawców jest oskarżanie kobiet o przemoc wzajemną i tym samym neutralizowanie swojej odpowiedzialności. Pomoc placówki, w której kobiety mogą się czuć bezpiecznie, zmniejsza ryzyko, że będą wycofywały zeznania, i wracały do sprawcy, a tak się czasami dzieje.
Na jakie działania brakuje wam teraz pieniędzy?
– Nie możemy np. wesprzeć naszych klientek materialnie, a robiłyśmy to za pomocą bonów żywnościowych i towarowych, dopłat do mieszkania, opłacania kursów dokształcających. To wszystko jest bardzo ważne, kiedy kobieta podjęła decyzję o uwolnieniu się z krzywdzącego związku i brakuje jej środków na życie. Dla wielu to właśnie sytuacja ekonomiczna jest barierą w postawieniu pierwszego kroku w kierunku niezależności, co sprawia, że kobiety nadal tkwią w związkach, w których są krzywdzone.
Na co jeszcze brakuje funduszy?
– Na aktywną koordynację planu pomocy dla poszczególnych pokrzywdzonych – przed rozprawą, w jej trakcie i po. Na zapewnienie naszym klientkom wsparcia w kontaktach z organami ścigania i wymiaru sprawiedliwości.
Dlaczego te kontakty wymagają wsparcia?
– Stereotypy kobiet funkcjonujące w konserwatywnej obyczajowości oddziałują na to, jak ofiary przemocy są postrzegane przez sędziów, prokuratorów i policjantów, a w konsekwencji na zapadające wyroki.
Są to stereotypy krzywdzące.
– Widać to w uzasadnieniach decyzji w sprawach karnych i rodzinnych. Zrobiłyśmy na ten temat badania i opracowałyśmy raport „Stereotypy czy dowody – monitorowanie spraw o przemoc wobec kobiet”.
Jak CPK walczy ze stereotypami, zwłaszcza na temat ofiar przemocy?
– Pokazujemy, że kierowanie się przez sędziów szkodliwymi stereotypami pozwala uniknąć sprawcom odpowiedzialności, a to utrwala w nich poczucie bezkarności. Staramy się edukować tych, którzy stosują prawo, a także same pokrzywdzone, że mają prawo dochodzić sprawiedliwości, wydajemy poradniki i broszury na ten temat.
Wolontariuszki z CPK monitorowały pracę sądów, chodząc na rozprawy. Co wynika z tych obserwacji?
– Niewłaściwe przekonania na temat kobiet mają często negatywny wpływ nie tylko na sposób traktowania samych pokrzywdzonych, ale i na ocenę czynu sprawcy, uznanie go za winnego bądź nie, a także na wymiar orzeczonej kary. Często służą podtrzymywaniu podejrzliwego stosunku do kobiet, które są ofiarami, i usprawiedliwianiu sprawców. Sędziowie i inni uczestnicy postępowania nierzadko doszukują się prowokacji w zachowaniach kobiet i obwiniają je za czyn, którego ofiarą padły.
Mówiła pani, że chodzi o brak zaufania do kobiety ofiary ze strony sędziów, prokuratorów i policjantów.
– Ten brak zaufania jest widoczny na każdym etapie postępowania. A to wpływa nie tylko na treść pytań i sposób ich zadawania zarówno samej pokrzywdzonej, sprawcy, jak i świadkom, ale również na aktywność prowadzących dochodzenie w zbieraniu i zabezpieczaniu materiału dowodowego oraz jego ocenę, a tym samym orzeczenie co do winy i kary. Zdarza się – co również wynika z naszych badań i obserwacji – że powoływani są biegli do oceny wiarygodności ofiar przemocy i tego, czy te kobiety nie konfabulują.
Na przykład uważa się, że skoro kobieta z własnej woli idzie z mężczyzną do jego domu i pije w jego towarzystwie alkohol, sama sobie jest winna, jeśli doznała przemocy, bo dała mu tym samym przyzwolenie na seks.
Co wtedy?
– Standardową konsekwencją takiej oceny sytuacji będzie odmowa wszczęcia postępowania lub jego umorzenie.
Jest takie powiedzenie „Baba pijana…”.
– To przykład stereotypowego postrzegania kobiety, która przede wszystkim nie powinna pić, bo sama sobie szkodzi, i nie ma co potem się dziwić, że mężczyzna będzie chciał tę sytuację wykorzystać. W oczach stosujących prawo kobieta zgwałcona przez kogoś, kogo zna, jest już z zasady mniej wiarygodna. Skrupulatnej ocenie poddawane jest nie tylko jej zachowanie. Śledczy dociekają także, czym się kierowała, składając zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Badają, czy doniesienie nie jest aktem zemsty, czy kobiecie nie chodzi o uzyskanie czegoś od mężczyzny lub nie broni w ten sposób własnej reputacji. Nie tylko musi wykazać, że zachowanie sprawcy wypełniło znamiona przestępstwa (była przemoc, groźba bezprawna lub podstęp) i udowodnić jego winę, ale jeszcze zmuszona jest bronić swojej reputacji, dowodzić, że na oskarżeniu niczego nie zyskuje.
Czyli musi udowodnić, że nie jest wielbłądem.
– Sędziowie szukają okoliczności łagodzących dla sprawcy przemocy, co potem bywa podstawą do umorzenia postępowania bądź uniewinnienia, czasem do wymierzenia najniższej kary. W ten sposób przyczynia się to do wtórnej wiktymizacji kobiet, które czują, że to nie one są tutaj pokrzywdzonymi. A przede wszystkim czują, że nikt ich nie traktuje poważnie, bo najpierw trzeba sprawdzić, czy mówią prawdę. Wiele kobiet opowiada, że czują się jak oskarżone. Poza tym ich prawa są jakby mniej ważne niż prawa sprawców przemocy. Bo wiarygodności tych drugich nikt nie bada. To wszystko utrwala w kobietach poczucie, że i tak nikt im nie uwierzy, co zresztą wcześniej słyszały od sprawcy przemocy. Gdy przychodzą do sądu czy prokuratury, okazuje się, że faktycznie tak jest.
To paradoks, że szuka się dowodu winy ofiary. Podobno ważne jest, jak takie kobiety wyglądają – nie daj Boże aby były pewne siebie i wyprostowane.
– To prawda. Kobieta odbiegająca od wizerunku „prawdziwej ofiary”, jest przegrana. A do tego jeśli została zgwałcona przez męża, kolegę z pracy lub znajomego i nie ma śladów wskazujących na przełamywanie oporu sprawcy, też jest mało wiarygodna. Albo nie zachowywała się przedtem jak kobieta „porządna”, bo była pod wpływem alkoholu lub narkotyków, nie dość skromnie lub wręcz „wyzywająco” ubrana.
A jak jest w przypadku rozwodu i oskarżenia o przemoc?
– Kobieta, która wnosi sprawę o rozwód, ustalenie miejsca pobytu dzieci lub ograniczenie ojcu dziecka władzy rodzicielskiej i równocześnie oskarża męża o przemoc, jest już z zasady podejrzana.
Dlaczego?
– Policjanci i prokuratorzy zarzucają jej, że sprawa karna może być przez nią wykorzystywana do uzyskania pożądanego rozstrzygnięcia w sprawie rodzinnej. Mówi się wówczas rutynowo o konflikcie okołorozwodowym i na tej podstawie odmawia się wszczęcia postępowania lub podejmuje decyzję o jego umorzeniu. Z rozmów z policjantami i prokuratorami można odnieść wrażenie, że większość wnoszonych oskarżeń o przemoc, gdy kobieta ubiega się o rozwód, to oskarżenia fałszywe. Tak się twierdzi.
Jaka jest prawda?
– Najczęściej wniesienie oskarżenia o przemoc podczas sprawy rozwodowej jest przejawem determinacji kobiety w dążeniu do sprawiedliwości za lata cierpień. Warto zwrócić uwagę, że konsekwencja i determinacja w działaniu – zakładanie sprawy karnej czy rozwodowej – w przypadku przemocy w rodzinie zwiększa ryzyko eskalacji przemocy, a nawet zabójstwa.
Sprawca przemocy, który traci kontrolę nad ofiarą i obawia się pociągnięcia do odpowiedzialności, bywa szczególnie niebezpieczny, a policja powinna w takim przypadku podjąć dodatkowe środki ochrony. Bagatelizowanie spraw o przemoc i sprowadzanie ich do konfliktu okołorozwodowego naraża kobiety nie tylko na podejrzliwość przedstawicieli organów ścigania, ale i na niebezpieczeństwo utraty życia.
Z drugiej strony kobieta, która oskarża męża o przemoc, a nie wnosi sprawy o rozwód, też jest podejrzana.
– Zachowanie kobiet, które z różnych względów nie decydują się na rozwód, bywa oceniane jako masochistyczne. Kobiety słyszą od policjantów lub prokuratorów, że widać to lubią, skoro nie odchodzą, i nie warto im pomagać, bo i tak się wycofają. Zdarza się, że funkcjonariusze lub prokuratorzy doradzają kobietom rozwód zamiast wniesienia oskarżenia. Bo nie wiadomo, jak się sprawa skończy i będą narażone na nieprzyjemności.
Czy to prawda, że nawet trzeźwe alkoholiczki albo kobiety chore na depresję są szczególnie podejrzliwie traktowane przez organy ścigania?
– Tak jest. I nikt nie bada, czy problemy z alkoholem lub stan psychiczny nie są efektem wieloletniej przemocy. Ale uwaga, picie alkoholu przez mężczyzn uznawane jest za okoliczność łagodzącą – zarówno w sprawie karnej, jak i cywilnej. Mówi się, że facet wypił, to nie wiedział, co robi, a ona widocznie nie dość go kochała.
Kobieta nie może pić, bo to przeczy normie. Powinna też być dobrą gospodynią, bo inaczej…
– …to jej przypisuje się winę za rozkład pożycia małżeńskiego, i tym usprawiedliwia przemoc męża.
Dlaczego?
– Nie wywiązywała się ze swojej roli żony i matki. W ten sposób działają stereotypy płci i ról. A często na sali sądowej w sprawach karnych i rodzinnych padają konkretne pytania: czy gotowała pani mężowi, prała, sprzątała, jak zajmowała się dziećmi? Jeśli nie gotowała, jest to okoliczność łagodząca dla sprawcy przemocy, bo ofiara nie wypełniała roli przypisanej kobiecie.
Niektórzy uważają, że jeśli kobiety się nie bije, to jej wątroba…
– Warto zwrócić uwagę na fakt, że w kontekście działań obronnych stereotyp prawdziwej ofiary funkcjonuje odmiennie w stosunku do kobiet doświadczających przemocy seksualnej i przemocy domowej. Ofiara przemocy seksualnej powinna się bronić, a jeśli się nie broniła i nie ma śladów oporu z jej strony, jest to interpretowane na korzyść sprawcy. Prawdziwa ofiara przemocy domowej powinna zaś być raczej bierna, bo jeśli się broni, jej zachowanie może być zinterpretowane jako przemoc wzajemna, która znosi odpowiedzialność sprawcy lub minimalizuje jego winę, a w efekcie karę.
Trochę to skomplikowane. Wpływ na przebieg rozprawy i wyrok ma też stereotyp prawdziwego mężczyzny. Podobno jeśli mężczyzna jest zazdrosny, jest to okoliczność łagodząca w sprawie.
– Kiedy sprawca jest zazdrosny o ofiarę, kobieta jest badana nie tylko na okoliczność samej zdrady, ale i tego, czy dawała podstawy do zazdrości. Zazdrosny sprawca przemocy jest usprawiedliwiany, spotyka się ze współczuciem. Te wszystkie okoliczności są traktowane jako łagodzące.
A jak jest traktowana zazdrość u kobiet?
– W przypadku zazdrosnych kobiet oskarżających męża o przemoc pojawia się wątek fałszywego oskarżenia jako działania odwetowego kobiety. Służy on z jednej strony do usprawiedliwiania mężczyzn, jeśli dowody są na tyle mocne, że nie sposób ich odrzucić, a z drugiej strony do oskarżania kobiet o przyczynienie się do przemocy.
Kobietom, które oskarżają partnera o zdradę i domagają się, by zdecydował, czy chce być z nią, czy z kochanką, zarzuca się nierzadko, że ograniczają wolność mężczyzny i dają mu prawo do złości lub agresji fizycznej. Powoływanie się na „zazdrość i chęć odwetu za odrzucenie lub odmowę związania się z kobietą” jest również częstą strategią obronną sprawców przemocy.
Co mają na swoje usprawiedliwienie zazdrośnicy?
– Nie wiedziałem, co czynię, jestem usprawiedliwiony; dawała mi powody do zazdrości, ograniczała moją wolność i kontrolowała mnie; kto by to wytrzymał; nie chciałem z nią być, więc wymyśliła całą tę historię, aby mnie ukarać.
Z raportu wynika, że sądy bardziej ufają sprawcom niż ofiarom. Co chcecie zrobić z tymi informacjami?
– Wyniki badań chcemy przekazać instytucjom, które mogą mieć wpływ na zmianę tego stanu rzeczy – Krajowej Radzie Sądowniczej, Sądowi Najwyższemu, stowarzyszeniom sędziowskim, Ministerstwu Sprawiedliwości, tak by zachęcić do edukacji w tym zakresie sędziów i prokuratorów. Ale nie tylko sędziowie kierują się stereotypami. Robią to także adwokaci podczas sprawy rozwodowej i obrońcy sprawcy w sprawach karnych. Oczekiwałybyśmy, aby szkolenia dla tej grupy zawodowej obejmowały również tę tematykę, uczulały na problem stereotypów, uczyły powściągliwości w używaniu argumentów krzywdzących i dyskryminujących kobiety w obronie swojego klienta.
Jakieś postulaty?
– W policji, prokuraturze i w sądach powinny być wyspecjalizowane komórki, które skupiają przeszkolonych i zmotywowanych do pracy specjalistów od przemocy. W niektórych krajach działają nawet wyspecjalizowane sądy. Powinno się też zwiększyć rolę organizacji specjalistycznych w trakcie toczącego się postępowania karnego.
Teraz nic nie macie do powiedzenia?
– Teoretycznie możemy zgłosić udział organizacji w sprawie, przesłać nasze stanowisko do sądu. Ale decyzja o dopuszczeniu organizacji do udziału w sprawie należy do sądu. Niejednokrotnie odmawia się nam tego, tłumacząc, że nie leży to w interesie wymiaru sprawiedliwości.
Co jeszcze warto zmienić?
– Chciałybyśmy, aby jawność rozpraw nie była wyłączana, jeśli nie wnosi o to pokrzywdzona. Zdarza się, że ofiara chce, aby rozprawa toczyła się przy drzwiach otwartych, a sprawca się temu sprzeciwia i sąd przychyla się do jego wniosku. W efekcie traci na tym kobieta.
Czy nie jest tak, że te stereotypy męskości szkodzą też mężczyznom – bo mężczyźni np. nie występują w sądzie o przyznanie im opieki nad dziećmi. A nie robią tego, bo kierują się przekonaniem, że opieka nad dziećmi należy do kobiety. I nie ma mowy, aby wygrali.
– Tak też bywa. Ale myślę, że to jest dla nich wygodne. Czasami sprawcy przemocy występują o opiekę nad dzieckiem i sądy im ją przyznają, bo mają lepsze warunki materialne, mieszkają w domu, a kobieta, uciekając przed przemocą, tuła się po schroniskach i znajomych. To skandal, że dochodzi do takich orzeczeń, że zamiast pomóc kobiecie i wydać nakaz opuszczenia domu przez sprawcę, pokrzywdzoną skazuje się na tułaczkę i pozbawia się ją pieczy nad dzieckiem.

Foto: Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 25/2016

Kategorie: Wywiady

Komentarze

  1. Anonim
    Anonim 26 czerwca, 2016, 22:01

    jest to sytuacja kuriozalna dzialam w stowarzyszeniu ktore pomaga ofiarom przemocy wiem jakie sa problemyz pozyskaniem funduszy. Kobiety maja rodzic dzieci ale z uzyskaniem w razie potrzeby pomocy jest coraz trudniej rzad ogranicza fundusze za to nie zaluje bogatemu kosciowowi.podobnie jest z obcinaniem funduszy dla PERRONU np na remont lazienki nie 95% tylko 50%

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy