Architektura bez kobiet traci

Architektura bez kobiet traci

Fot. Magda Kryjak

Projektując miasta, trzeba pamiętać o wygodzie komunikacji publicznej, dostępie do szkół i przedszkoli, powszechności toalet, eliminacji barier architektonicznych Dr hab. inż. arch. Agata Twardoch – architektka i urbanistka. Autorka książek „System do mieszkania. Perspektywy rozwoju dostępnego budownictwa mieszkaniowego” i „Architektki. Czy kobiety zaprojektują lepsze miasta”. Czym się różni architektka od architekta? – Generalnie niczym, dlatego obojgu należy się szacunek i takie samo traktowanie. Tymczasem nawet słowo architektka budzi kontrowersje. Jaka była pani droga do nazywania się architektką? – Zaraz po studiach zdecydowanie byłam architektem. No, ewentualnie panią architekt. Takie były okoliczności, że męska końcówka kojarzyła się z większym prestiżem i fachowością. Wychowane byłyśmy w świecie, w którym mówiono, że płeć nie ma znaczenia, że wszyscy jesteśmy tacy sami, a jednocześnie zakładano, że to męska forma jest jedyną dopuszczalną. Trochę czasu zajęło mi dostrzeżenie, że równość jest pozorna, a architektki traktuje się gorzej. Zauważyłam, że ideałem ciągle jest ubrany na czarno mężczyzna demiurg, stararchitekt realizujący za wszelką cenę swoje wizje, i to do tego obrazu wszyscy – niezależnie od płci – dążą. Sama musiałam dojrzeć do tego, że nie chcę realizować takiego modelu, nie chcę w pracy udawać kogoś, kim nie jestem. Wtedy zaczęłam dokładniej się przyglądać obowiązującym damsko-męskim normom i dominującej w naszym zawodzie narracji. Świadomie zaczęłam używać feminatywów i poczułam, że chcę opowiedzieć o innych modelach uprawiania architektury. W książce „Architektki. Czy kobiety zaprojektują lepsze miasta” opisuje pani system, który utrudnia bycie architektką. – To nie jest tak, że istnieje jakiś wrogi system, wymyślony specjalnie po to, żeby kobietom było trudniej. Tradycyjnie jednak wzorzec naszego zawodu wypracowany był przez mężczyzn. Czas wzbogacić go o doświadczenia wnoszone przez kobiety – częściej pracujące dodatkowo w domu, inaczej użytkujące miasta i nabywające w procesie socjalizacji inne cechy niż mężczyźni. Czego brakuje w architekturze, w której nie uwzględniamy kobiecej perspektywy? – Kiedy mówi się o architekturze i urbanistyce feministycznej, to najpierw zwraca się uwagę na sam proces projektowania – bardziej wyczulony na potrzeby wszystkich grup społecznych, negocjacyjny, włączający w proces przyszłych użytkowników i użytkowniczki. To także dostrzeżenie perspektywy kobiet jako osób korzystających z przestrzeni. Na przykład transport publiczny tradycyjnie projektowany był tak, by odpowiadać męskiemu rozkładowi dnia: dojazd do pracy rano i powrót do domu po południu. Nie uwzględniał sieciowego modelu poruszania się po mieście kobiet, które przed pracą musiały odwieźć dzieci do placówek edukacyjnych, a wracając, odebrać je, zrobić zakupy i odwiedzić rodziców. Teraz więc chodzi o to, żeby, projektując i programując miasta, zwracać uwagę na różnorodność potrzeb i pamiętać o wygodzie komunikacji publicznej, dostępie do szkół i przedszkoli, powszechności publicznych toalet, eliminacji barier architektonicznych itd. To kluczowe rzeczy, które jednak do tej pory umykały naszej uwadze. Wydaje się to wszystko oczywiste, ale z niewiadomych powodów po transformacji ustrojowej uznaliśmy, że w mieście toalety nie są nam potrzebne, a tramwaje można zastąpić prywatnymi samochodami. Ta wrażliwość na potrzeby wszystkich ludzi jest moim zdaniem znacznie ważniejsza niż względy reprezentacyjne i tak popularne jeszcze niedawno „białe słonie”, czyli spektakularne, ale drogie i kosztowne w utrzymaniu budynki. W pani książce pojawia się bardzo inspirujący przykład Wiednia. – Przede wszystkim władze tego miasta już w latach 20. XX w. uznały, że mieszkanie nie może być towarem spekulacyjnym, tylko jest podstawowym prawem. To założenie cały czas w Wiedniu obowiązuje. Poza tym – co ciekawe właśnie w kontekście mojej książki – w latach 90., w ramach feminizmu trzeciej fali, moja rozmówczyni Ewa Kail zainicjowała szerokie badanie różnorodnych sposobów korzystania z miast przez kobiety. Wyniki okazały się dla wszystkich bardzo interesujące i odkrywcze. Wyszło na jaw nie tylko to, że kobiety inaczej niż mężczyźni korzystają z miasta, ale też, że wśród samych kobiet są pod tym względem znaczne różnice, zależne od statusu materialnego, wieku czy grupy społecznej. Przy czym były to jeszcze badania całkowicie analogowe, listy trzeba było wypełnić i odesłać pod wskazany adres, więc to, że tak wielu osobom chciało się podjąć ten trud, świadczy o tym, jak ważny był to temat. Efektem projektu była wystawa,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2022, 26/2022

Kategorie: Kraj, Wywiady