Prawo Veil

Prawo Veil

Kobiety udowodniły, że mają w polityce kompetencje często przewyższające mężczyzn. Dlatego stały się zagrożeniem

Simone Veil – zmarła 30 czerwca (ur. w 1927 r.); jedna z najwybitniejszych postaci politycznych współczesnej Francji. Była m.in. przewodniczącą Parlamentu Europejskiego i przewodniczącą grupy liberalnej w PE, szefowała także Fundacji Pamięci Shoah.

Pani kariera polityczna jest spektakularna: była pani dwukrotnie ministrem zdrowia, ministrem stanu – ministrem do spraw socjalnych, zdrowia i miasta, pierwszą kobietą przewodniczącą Parlamentu Europejskiego. Jednocześnie nie znosi pani świateł reflektorów i mediów.
– Nie widziałam powodu, żeby rezygnować z życia osobistego. Nie chciałam się wyrzec siebie.

Powiedziała pani kiedyś, że polityka przyszła do pani sama…
– Jako prawnik w Ministerstwie Sprawiedliwości spotykałam szefów departamentów i wysokich urzędników państwowych. Dobrze znałam przyszłego prezydenta Valery’ego Giscarda d’Estaing. Po wygranych wyborach w 1974 r. zaproponował mi stanowisko ministra zdrowia. Tak się zaczęło.

Długo była pani związana z prawicową partią polityczną pod przewodnictwem Giscarda d’Estaing – UDF. Następnie otwierała pani listę Centrum…
– Prawdę mówiąc, nigdy nie byłam specjalnie związana z jakąkolwiek partią. Owszem, UDF odegrała pewną rolę w mojej karierze, ale zawsze starałam się podążać własną drogą. A potem jako członek Rady Konstytucyjnej musiałam zachowywać polityczną neutralność. Udało mi się być niezależną, ale za cenę osamotnienia i izolacji. Ogromnej izolacji.

Kobieta zajmująca się polityką stanowi poważne zagrożenie dla mężczyzn. Uosabia ich strach przed anarchią, seksem, wolnością. Spotkała się pani z tego typu reakcjami?
– Oczywiście. Ale sytuacja się zmieniła: mężczyźni mają wprawdzie wciąż takie samo złe zdanie na temat kobiet, jednak nie odważyliby się już głośno go wypowiadać. Dawną mizoginię zastąpili prymitywnym machismo z całym arsenałem niewybrednych, seksistowskich dowcipów.

W 1996 r. podpisała pani manifest o równości, domagający się gwarantowanego dostępu kobiet do sfery publicznej.
– Tak i od chwili wejścia w życie prawa o równości w życiu politycznym pojawiło się całe pokolenie kobiet cieszących się dużą popularnością. Udowodniły, że ich kompetencje często przewyższają umiejętności i doświadczenie mężczyzn. Dlatego stały się zagrożeniem.

Równość przedstawicieli obu płci wydaje się w większości krajów europejskich sprawą oczywistą. Jednocześnie wciąż okazuje się ona pod wieloma względami pozorna. Sytuacja ewoluuje, ale seksizm jest wciąż żywy.
– Podwyżki i awanse rezerwowane są dla mężczyzn, bo ponoć mają większy zakres obowiązków i rodzinę na utrzymaniu. Mężczyźni legitymują się przy tym często bardziej prestiżowymi dyplomami. Pod tym względem kobiety są zwykle gorzej przygotowane do realiów współczesnej gospodarki. Są też chyba mniej nastawione na sukces za wszelką cenę, poświęcają się przecież wychowywaniu dzieci. Francuzki, co wykazują sondaże, pragną mieć dzieci. To zresztą chętnie im się zarzuca: zawsze chciały mieć wszystko – rodzinę, pracę i życie towarzyskie.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 28/2017, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 28/2017

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy