Samoobrona się sypie

Samoobrona się sypie

Wyrzuceni przez Leppera chcą założyć konkurencyjną partię Jak tak dalej pójdzie, to pod koniec kadencji Sejmu w klubie Samoobrony zostanie chyba tylko sam Andrzej Lepper. W ciągu półtora roku z klubu odeszło lub zostało wyrzuconych 21 posłów. Zostało jeszcze 32, ale do wyjścia szykuje się kolejnych sześć osób. Przewodniczącego ten fakt nie martwi, bo uważa, że „im więcej ich odchodzi, tym lepsze notowania ma Samoobrona”. W ubiegłym tygodniu Andrzej Lepper pozbył się czterech posłów, którzy ośmielili się go krytykować i proponować zmiany w funkcjonowaniu ugrupowania. Teraz wyrzuceni zapowiadają założenie koła, a jeśli się uda, to klubu o bardzo podobnej nazwie jak Samoobrona. Twierdzą, że mają do tego prawo, bo to nie oni zdradzili ideały, jakie przyświecały ugrupowaniu od początku jego istnienia. Tym razem zaczęło się od kłopotów z posłem Zbigniewem Witaszkiem. Ten znany podwarszawski restaurator był przy Lepperze, w czasach gdy ugrupowaniu nikt nie dawał żadnych szans na wejście do parlamentu, nie liczyło się nawet w sondażach opinii publicznej. Słynął z organizowania wystawnych imprez, na których bawili się działacze Samoobrony. Dziś Witaszek, którego majątek szacowany jest na 5 mln zł, mówi, że nie tylko gościł, ale także wspierał finansowo zadłużonego szefa. Miał jednak pecha wejść w konflikt z posłem Krzysztofem Filipkiem, jednym z najbardziej zaufanych ludzi Leppera. List do przewodniczącego Kroplą, która przelała kielich goryczy, było potraktowanie posła Witaszka na lipcowym zjeździe Samoobrony. Jak opowiadał, ochroniarze nie tylko nie wpuścili go do saloniku VIP-ów ani nie pozwolili zjeść kanapek, ale wręcz nie chciano go wpuścić do budynku, w którym odbywał się kongres. 3 lipca poseł Witaszek napisał więc list do przewodniczącego, w którym na 12 stronach wylał swe żale, opisał zagrożenia i sposoby zmiany wizerunku partii. Wiedząc, że podobne pisma przewodniczący wyrzuca do kosza, kopie dokumentu rozesłał wszystkim kolegom z klubu. Próżno czekał na odpowiedź. Nie dał jednak za wygraną i 20 lipca napisał ponownie do Leppera, nawołując do dyskusji na temat tego, co dzieje się w Samoobronie. – Zamiast porozmawiać, Lepper pokazał mi drzwi. On pozbywa się ludzi, którym coś zawdzięcza. Zatrzymuje tych, którzy zawdzięczają coś jemu – twierdzi poseł Witaszek. Według Leppera, Witaszka ktoś podpuścił, on sam miał do niego zaufanie, nawet wtedy, gdy składał wniosek o wykluczenie go z klubu. Zasugerował też, że poseł obraził się, bo nie dostał funkcji wiceprzewodniczącego sejmowej Komisji Kultury i Sportu. Pod drugą petycją do przewodniczącego podpisało się jeszcze trzech innych posłów – Zenon Tyma, Stanisław Dulias i Zdzisław Jankowski. Wydarzenia potoczyły się bardzo szybko. W poniedziałek posiedzenie klubu prowadził – pod nieobecność Leppera – poseł Filipek. Padł wniosek o wykluczenie czterech posłów z klubu. Ostatecznie ustalono, że na temat losu zbuntowanych będą rozmawiać i głosować w czwartek. Ale już we wtorek, o 8 rano, Lepper zwołał klub i nakazał głosowanie. Nikt nie stanął w obronie kolegów. Nie dopuszczono ich do głosu. Tyma, Dulias, Jankowski i Witaszek domagali się zmiany polityki Samoobrony. Ich zdaniem, odchodzi ona od swojego programu. Po dwóch latach działania w Sejmie jej parlamentarni przedstawiciele nie zrobili niczego. – Nie rozliczono żadnych afer gospodarczych, nie odsunięto od władzy ludzi skorumpowanych, nie poprawiono losu najuboższych, o których mieliśmy się troszczyć – wymieniają. – Wymagać realizacji programu od partii, która jest w opozycji, która ma tylko 10,2% poparcia i tylu posłów, to trzeba być bardzo złośliwym albo nie mieć pojęcia, co to jest parlament – odpowiada Lepper. Rodzinna Samoobrona Usunięci z klubu posłowie nie kryli niechęci do ludzi, którymi otacza się Lepper. Mówią o rodzinnych klanach niedopuszczających nikogo do przewodniczącego i intrygujących przeciwko reszcie. Wymieniają małżeństwa Łyżwińskich (posłowie Wanda i Stanisław Łyżwińscy) i Filipków (Krzysztof Filipek jest posłem, jego żona, prowadząca biuro poselskie, wcześniej pracująca jako dozorczyni, wymieniana była jako kandydatka Samoobrony na marszałka województwa mazowieckiego). Do rodzinnego klanu zalicza się także posłankę Genowefę Wiśniowską i jej synową, dyrektorkę biura prasowego w klubie. Sprzeciw budzi też kariera działaczy, którzy posłami nie są, w dodatku ich staż w Samoobronie nie jest tak imponujący jak np. Witaszka czy Duliasa. Chodzi o dyrektora biura prasowego partii, Janusza Maksymiuka, czy Kazimierza Zdunowskiego, który prowadził

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2003, 31/2003

Kategorie: Kraj