Co się stało z pokojem nauczycielskim

Co się stało z pokojem nauczycielskim

Nauczyciele nie mają miejsca, w którym mogliby pogadać o wszystkim, więc wypracowali inne rozwiązania

Spotykali się na korytarzu. W locie pytali: „Hej, wysłałaś papiery Sylwka do poradni?”. „Kasiu, jak Maciek z IVa u ciebie? Bo u mnie rozrabia”. Ważne sprawy przegadywali w pokoju nauczycielskim, przy łykanej w locie kawie. Jeśli w ogóle mieli czas tam zajrzeć. Teraz załatwienie najprostszej sprawy jest czasochłonne. Od razu trzeba zadzwonić albo wysłać mejl. Nie ma korytarza, są kontakty przez media społecznościowe. Bo przecież w ludziach tkwi pragnienie bycia z innymi, rozmowy. Relacje internetowe są spłaszczone, mniej ludzkie.

Każdy nauczyciel inaczej zareagował na zdalne nauczanie. Chodzi nie tylko o kwestie techniczne, aplikacje i komunikatory, lecz również o te mentalne. Trzeba „zaprosić” uczniów do swojego domu i „iść” do ich domów. Niektórzy weszli w to od razu, innym zajęło trzy tygodnie, żeby się przełamać. Nadal różnią się w podejściu do nauki online. Część jest zadowolona, część twierdzi, że to zdecydowanie nie ich bajka. Są już zmęczeni mówieniem do okienka. Dzieci wyłączają kamerki. Taki nowy trend. Trzeba zadawać mnóstwo pytań na podtrzymanie kontaktu. Żeby mieć pewność, że mówi się do kogoś po drugiej stronie łącza, a nie w próżnię.

Radosław Moskal z Ostrowca Świętokrzyskiego, nauczyciel przedmiotów zawodowych z tytułem Profesora Oświaty, podobnie jak wielu jego kolegów ma dość zdalnego nauczania i tego, że uczniowie nie włączają kamerek. Jeden – bo nie ma, drugi – bo ma bałagan w pokoju i się wstydzi.

– Mam włączoną kamerę, pokazuję im, co i jak mają zrobić, i zamiast ich głów widzę kwadraciki. Kamerki wyłączone, to już standard – mówi Moskal; twardy facet, a jednak się skarży. – Jakbym mówił do ściany. Zabawa w ciuciubabkę. Przedmioty techniczne staram się tłumaczyć za pomocą filmików, prezentacji. Ale przecież uczniowie muszą dotknąć, doświadczyć, żeby się nauczyć. W szkole towarzyszę im i krok po kroku prowadzę przez czynności. Ostatnio zleciłem wykonanie doświadczenia i przesłanie mi filmiku. Zrobił to jeden z 13-osobowej grupy. Dostanie szóstkę.

– Sytuacja, w której tkwimy, jest bez precedensu. W naszych kontaktach zanikł fizyczny aspekt, niezastąpione face to face: uśmiech, mimika, gest, dotyk, słowem pełnia doznawania drugiego człowieka. W kontaktach społecznych rośnie dehumanizacja – tłumaczy Przemysław Staroń, psycholog, Nauczyciel Roku 2018 z II LO w Sopocie, który niedawno znalazł się wśród 50 finalistów prestiżowego międzynarodowego konkursu Global Teacher Prize. – Powiem wręcz, że pierwszy raz od momentu pojawienia się internetu osiąga ona taką skalę. Bo teraz mamy do wyboru albo niemal całkowitą pustkę, albo kontakty przez media społecznościowe i komunikatory. A tam niekoniecznie trafiamy na wsparcie, którego łakniemy, a które dziś jest najważniejsze. Trafiamy na mocne, niesprawiedliwe ocenianie drugiego człowieka, niedające się hamować wylewanie frustracji. Komunikatory spłaszczają więzi i relacje. Dlatego musimy być świadomi siebie i pilnować swoich emocji. Zamiast komuś dowalać, lepiej pomagać. Zamiast oceniać – po prostu doceniać. Internetowe lekcje i rady pedagogiczne, mimo wielu starań, także z powyższych powodów tracą ludzki aspekt.

70 dni izolacji, jak długo jeszcze

Szkoły szpitalne są specyficzne, zajęcia odbywają się w różnych budynkach. Jak tylko wybuchła pandemia, Izabela Maciejewska, dyrektorka Zespołu Szkół Specjalnych nr 33 dla Dzieci i Młodzieży Przewlekle Chorej w Bydgoszczy, gdzie jest zatrudnionych 54 nauczycieli, zaproponowała utworzenie grupy na WhatsAppie. Komunikacja stała się łatwiejsza niż mejlowa. Nawet gdy trzeba było szybko się zapoznać z jakimś zarządzeniem, dokumentem, Izabela pisała: „Proszę, zerknijcie, co sądzicie”.

– Trwa w nas potrzeba kontaktu silniejsza od pandemii. Nasza praca jest grupowa, w pojedynkę trudno o sukces, musimy się wspierać, wspólnie podejmować decyzje, nie zawsze trafione, bo sytuacja jest dynamiczna – podkreśla dyrektor Maciejewska. – Największa adrenalina była w początkach nauczania zdalnego. Praktycznie musieliśmy się przygotować do tego procesu w trzy dni. Część osób do tej pory odgrywa rolę doradców.

Na komunikatorze Izabela pisała: „Dzień dobry w środę. Co słychać u was? Jak zdrowie, jak wasi najbliżsi?”. Nie oczekiwała odpowiedzi, a jednak zawsze parę przychodziło. Po kilku dniach uznała, że ta formuła powitania wyczerpała się. Co dalej pisać ludziom? Ani ze mnie pisarz, ani psycholog, a oni oczekują mojego wsparcia. Zaczęła pisać o pracy, potrzebie podtrzymywania się na duchu, koniecznej w tej sytuacji cierpliwości. Wysyłała jakiś cytat, jakieś przemyślenia. „Codzienna wiadomość sprawia, że jestem w rytmie życia, że wiem, jaki jest dzień tygodnia, bo tracę rachubę czasu”, czytała i to dawało jej siłę do dalszych starań. „Spójrzcie na słońce za oknem, wstańmy z łóżek”, zachęcała o poranku.

I tak zaczęły się wzajemne pozdrowienia. Teraz nauczyciele piszą o 100. rocznicy urodzin Jana Pawła II, jak widać ważnej dla nich. Wcześniej przesyłali sobie życzenia wielkanocne. Pamiętają o urodzinach, imieninach, nawet lepiej niż w realu. Piszą przemyślenia po 70 dniach izolacji. Padają trudne pytania. Co dalej? Czy uruchomią szpitale? Jak pracować – urokiem osobistym, skoro nie można nawet za pomocą kartki i długopisu, bo jak je wysterylizować? Co powiedzą organy prowadzące? Szkoły szpitalne pracują bez ferii. Czy w okresie wakacyjnym będzie można pracować czy nie?

– Tak sobie rozważamy, ustawiamy się jakoś w tej trudnej sytuacji. Najbardziej męczy nas pytanie, jak długo jeszcze. Spotykamy się nieformalnie na wideokonferencjach, żeby po prostu się zobaczyć i chwilę pogadać. Przegadujemy, jak pracuje psychiatria, jak inne oddziały. Padają różne pomysły. Spotykamy się też formalnie, na zdalnych radach pedagogicznych.

O tym gadają

Walka o ciągłe podtrzymywanie relacji. To szczególnie ważne w szkołach szpitalnych. Na pewno istotniejsze niż realizacja podstawy programowej. Ważniejsze przecież, by dziecko wstało z łóżka i jakoś spędziło dzień. Zajęcia na psychiatrii odbywają się w sali multimedialnej, nauczyciel mówi w przestrzeń, nie słyszy odpowiedzi uczniów, bo mikrofony w laptopach są słabiutkie. – Jak długo jesteśmy w stanie widzieć sens naszej pracy? – pytają na grupie na WhatsAppie. – Bez reakcji, bez odpowiedzi, bez mimiki. Wykład zaczynają: „Co u was słychać? Cieszymy się, że coś zrobiliście”. Tworzą imienne karty pracy: „Kasiu, dziś zrobimy to i to”. „Gabrysiu, dobrze byłoby, gdybyś powtórzyła”. Dzieciaki na tym oddziale nie mogą korzystać z telefonów komórkowych czy tabletów. Tym trudniej prowadzić z nimi zdalną edukację. I o tym gadają nauczyciele. Ale również o tym, że rodzice piszą o godz. 22.15, a o 22.30 mają pretensje, bo nie nadeszła odpowiedź.

– Powtarzam: „Nie przejmujcie się, wszystko ma swój czas. Nie musicie pracować w nocy. Nie dajmy się zwariować” – mówi Izabela Maciejewska.

Teraz polscy nauczyciele martwią się, jak zakończyć rok szkolny. Bo trzeba to zrobić. Jak klasyfikować? W niektórych szkołach umówili się, że w zdalnym nauczaniu nie stawiają jedynek. Ale co począć z tymi, którzy nie robili nic? W dodatku przed pandemią też nic nie robili. Z drugiej strony ta sytuacja nie jest po to, żeby rok powtarzać. Uczniowie, którzy się napracowali, nie są zadowoleni, mówią, że zostali potraktowani nierówno. To trudne zarówno dla nich, jak i dla nauczycieli. I o tym gadają nauczyciele. I że klasy maturalne i ósme są naprawdę biedne. A te ze szkół szpitalnych jeszcze bardziej. Bo jak przeprowadzić egzamin, skoro oprócz wytycznych z MEN będą obwarowania ze szpitali? – Wartością naszej szkoły były spotkania z aktorami, niepełnosprawnymi sportowcami, którzy ciężko zapracowali na sukces, było również np. lepienie z gliny. Jak to wszystko robić teraz? – wzdycha Maciejewska.

– W naszym przypadku zmienił się tylko sposób komunikacji, relacje nadal mamy świetne, bo bardzo dobrze współpracowaliśmy w realu – opowiada Ewa Radanowicz, dyrektor Szkoły Podstawowej im. Kornela Makuszyńskiego w Radowie Małym, członkini społeczności The Global Change Leader Ashoka, autorka książki „W szkole wcale nie chodzi o szkołę”. – Część nauczycieli przychodzi pracować do szkoły. Bardzo często spotykamy się na Zoomie. Pomagamy sobie, wspieramy się, zawsze potrafiliśmy się komunikować i to nam dziś procentuje. Co ważne, nigdy nie baliśmy się zmian, śmiało odchodziliśmy od standardów i szablonów. Na początku pandemii przegadywaliśmy różne rozwiązania. Nauczyciele z biblioteki, świetlicy, zespołu specjalistów wspierających dostali nowe zadania – za wszelką cenę próbowali się skontaktować z dziećmi, które nie odzywały się do nas. Z ich rodziną, z instytucjami, które mogą nam pomóc do tych dzieci dotrzeć, zorientować się, co w ich domach się dzieje. Dzieci dostały od nas wsparcie w odrabianiu lekcji. Ale też zwykłą rozmowę, która działa jak terapia. Sprawdza się nam taki system, że kilku nauczycieli niemal całodobowo może wspierać dzieci. Dzięki temu mamy kontakt ze wszystkimi uczniami, mimo że w naszej gminie 4% w ogóle nie ma dostępu do internetu, a 36% nie ma odpowiedniego sprzętu ani pieniędzy na jego zakup.

Małgorzata Pucułek, dyrektorka LXV LO z Oddziałami Integracyjnymi im. gen. Józefa Bema na warszawskim Mokotowie, sprytnie zagospodarowała potencjał zespołu psychologiczno-pedagogicznego. Z racji specyfiki szkoły to sporo nauczycieli. Mieli kontakt z poradnią psychologiczno-pedagogiczną, by się wzmocnić, doładować akumulatory.

– Tworzymy duży, 70-osobowy zespół. Ci z nas, którzy potrzebują wsparcia psychicznego, kontaktują się z psychologiem, pedagogiem, nauczycielami wspomagającymi. Początki nauki online były szalenie trudne. Pisałam do nauczycieli listy wspierające, dzwoniłam. Widzimy, jak bardzo uczniowie nie byli przygotowani do samodzielnej pracy. Jak tylko zaobserwowaliśmy ogólny spadek ich formy, napisałam do rodziców z prośbą o uważność i wsparcie dzieci. Dzwonię też do przewodniczących zespołów przedmiotowych. Jest trudno, nie ukrywam, ale nie beznadziejnie. Rodzice sobie nie radzą z emocjami, to się przekłada na dzieci. Ale trzeba się wspierać, ludzi nie można zostawić samym sobie. To jest taki nasz pokój nauczycielski.

Pustka emocjonalna

Dr Radosław Kaczan, psycholog edukacji, adiunkt na Uniwersytecie SWPS: – Pandemia nie zmieniła potrzeby kontaktów międzyludzkich. Przeciwnie, wzmogła ją. Organizm, jakim jest szkoła, opiera się na codziennych kontaktach, wymianie informacji. Nauczyciele czytają emocje z twarzy, z ruchu ciała, z klimatu grupy. Teraz są tego pozbawieni. Przegadanie kłopotów ucznia, wsparcie społeczno-emocjonalne musiało być na nowo organizowane. Nauczyciele pracują na relacjach z ludźmi: „Co słychać? Czy zrozumiałeś temat, nauczyłeś się? Czy dobrze się czujesz?”. Tego brakuje i uczniom, i im.

– Pokoje nauczycielskie zawsze były integralną częścią szkoły, częścią wielkiego organizmu. W niektórych panowały dobre relacje, w innych gorsze. Ale te relacje istniały. Wszyscy odczuli, jak bardzo dziś brakuje pokoju nauczycielskiego, i wypracowali inne rozwiązania. Bo bez dobrej komunikacji nie da się dobrze nauczać – tłumaczy dr Kaczan. – Wielu nauczycieli miało kłopot ze zdalną edukacją. Oni szczególnie potrzebują oparcia emocjonalnego i merytorycznego. Brak kontaktów korytarzowych i tych w pokoju nauczycielskim pozbawił wielu z nich takiego wsparcia. Na portalach społecznościowych gadają, redukują lęki, zastanawiają się, czy sobie poradzą. Ale to nie zastąpi kontaktów na żywo. Na wszystko potrzebne są czas i narzędzia. Narzędzia w sensie psychologiczno-pedagogicznym, nie tylko aplikacje. A w marcu zabrakło jednego i drugiego. Nawet agendy międzynarodowe wydawały porady, że w zdalnej edukacji ważne jest zadbanie o siebie. Po iluś godzinach pracy trzeba wyłączyć komputer, zabezpieczyć swój dobrostan. W przypadku ucznia najważniejsze jest zauważenie jego potrzeb społecznych, emocjonalnych. Dopiero na drugim planie znajduje się edukacja. Dziś na komunikatorach warto przegadać również problem przemocy rówieśniczej. Część jej wygasła, bo oparta była na żywych relacjach, część przeniosła się do sieci. A może wręcz wskoczyła na wyższy poziom. Jakie to wszystko odciśnie piętno na procesach rozwojowych dzieci? Co pokolenie COVID-19 będzie wspominać? Do czego wrócimy? Ale to dobrze, że wracamy, czekanie nie wiadomo na co byłoby o wiele gorsze.

Nauczyciele dziś mówią o sobie: nastąpiło zmęczenie materiału. Przeczuwają, że będą dobrym polem do badań, jacy wyjdą po tej nauce online oni, a jacy uczniowie. Już dziś daje się zauważyć u pewnej grupy pustkę emocjonalną. Czekają na powrót do innej rzeczywistości. Nowej, pewnie trudniejszej. Strach przed choróbskiem długo w ludziach pozostanie. Zmienia się myślenie o pracy, która czeka szkoły już za chwilę.

Fot. Adam Staśkiewicz/East News

Wydanie: 22/2020

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Sybirak
    Sybirak 4 czerwca, 2020, 21:38

    Przypominają mnie się śmieszne obrazki dokładnie sprzed roku kiedy to nauczyciele aby sobie pogadać wypracowali ot takie rozwiązanie że porozumiewali się językiem rogacizny porykując niczym stadko krówek. Niektórzy nawet przebierali się za cielaczki gdyż mowa ciała była jakoby wyrazistsza.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy