Skąd się biorą terroryści?

Skąd się biorą  terroryści?

Paliwem dla terroryzmu są wojny prowadzone przez Zachód w krajach muzułmańskich i ich cywilne ofiary

Prof. Peter Neumann to wykładowca londyńskiego King’s College i amerykańskiego Georgetown University. Zajmuje się sprawami terroryzmu. – Studenci przychodzą na moje kursy o radykalizacji, ponieważ nie mogą zrozumieć, co motywuje ludzi do stania się terrorystami. Zadaję im wtedy proste pytanie: „Czy bronilibyście swojej rodziny?” – opowiada. Wylicza także kolejne pytania, które lubi zadawać: „Czy broniłbyś swojego narodu?”, „Jak daleko byś się posunął?”, „Czy zabiłbyś, by bronić rodaków?”, „Czy jesteś gotowy za nich umrzeć?”. – Ludzie – mówi – zwykle odpowiadają: „Tak”.

To samo, podkreśla, robią islamscy terroryści. Kilka lat temu Neumann zadał sobie pytanie, dlaczego ktoś może się zdecydować na zostanie mudżahedinem i dokonanie aktu terroru. Postanowił znaleźć na nie odpowiedź na podstawie wpisów na Facebooku zostawianych przez wielu z 5 tys. obywateli Europy Zachodniej, którzy dołączyli do tzw. Państwa Islamskiego. Pozwoliło mu to śledzić proces ich radykalizacji.

Neumann bardzo dokładnie przeanalizował to, co w mediach społecznościowych pisało 750 muzułmanów, którzy zdecydowali się dołączyć do islamistów w Syrii. Szczególną uwagę zwracał na argumenty używane przez tych ludzi, obserwował, jak zmieniały się one w czasie i które okazywały się przekonujące. Analizy zaczynał od wpisów pojawiających się długo przed decyzją o przystąpieniu do dżihadu. Bardziej interesowało go, jak zmieniają się myśli ludzi, u których można zaobserwować proces radykalizacji, niż to, co myślą na jego końcu.

Ustalono, że niemal każdego z nich da się przypisać do jednej z trzech kategorii. Pierwsza to „obrońcy”, którzy chcą chronić innych oraz siebie przed zagrożeniem. Chcą bronić rodziny oraz narodu. W tym wypadku porusza ich przede wszystkim krzywda, która spotyka innych muzułmanów. Na przykład w Syrii. „Pomyśl o dziecku, które zostało zabite, i wyobraź sobie, że to twoje dziecko. Dziewczyna jest twoją dziewczyną, kobieta twoją matką, a stary szejk twoim ojcem. Poczuj ich ból, ich rany, ich strach. Koran mówi, że inni wierni są twoimi braćmi. Czy to braterstwo nie ma żadnego znaczenia?” – to argument, który do nich trafia. Tego konkretnego używa dżihadystowski celebryta Mohamad Al-Arifi, ale stosują go też inni.

Drugą grupę stanowią „poszukiwacze”. Ludzie, którzy w zachodnich społeczeństwach czują się wykluczeni i szukają tożsamości oraz przynależności. Znajdują ją w meczecie. To w odniesieniu do religii definiują swoje „ja” i wartości.

Ale jest też kategoria trzecia – ludzie, którzy dołączyli do dżihadu, bo zrobili to ich koledzy. Neumann był w stanie wskazać całe grupy koleżeńskie, które uległy stopniowej radykalizacji, by wreszcie wspólnie dołączyć do świętej wojny. Dla nich decydująca jest potrzeba akceptacji w grupie rówieśniczej, czyli coś, co niemal wszędzie skłania młodych ludzi do bardzo głupich postępków. Choć trzeba powiedzieć, że na ogół nie aż tak głupich.

Z badań wyciągnięto kilka wniosków. Najważniejsze dotyczą sposobów przeciwdziałania radykalizacji i udaremniania prób rekrutacji. Najlepszą metodą, przekonuje Neumann, jest przeciwstawienie się narracjom islamistów i pokazanie, że są one nieprawdziwe. Trzeba to zrobić nie tylko słowem, ale także czynem, co w tym wypadku oznaczałoby ograniczenie działań zbrojnych w krajach muzułmańskich. Poza tym budowanie otwartych tożsamości społecznych i narodowych, w których każdy może się odnaleźć i poczuć, że do nich przynależy. Zamykanie granic i wykluczanie młodych muzułmanów ma być paliwem dla terroryzmu. Tak jak wojny, które Zachód prowadzi w krajach muzułmańskich. I ich cywilne ofiary.

Wydanie: 39/2017

Kategorie: Nauka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy