Skąd się wzięło nasze zadłużenie

Skąd się wzięło nasze zadłużenie

Prof. Zdzisław Sadowski odpowiada prof. Adamowi Gierkowi

Prof. Adam Gierek zajął się („Przegląd” nr 49) moją rozmową z red. Robertem Walenciakiem („Przegląd” nr 47) zupełnie tak, jak gdyby to był tekst opracowania analitycznego dotyczącego historii gospodarczej kraju. Ale nie zajmuję się historią gospodarczą. W kwestii oceny wyników gospodarczych okresu Edwarda Gierka opieram się na tym, co pamiętam z analizy, jaką wykonałem w Instytucie Planowania w latach 1979-1980. Chodziło tam o wyjaśnienie przyczyn załamania gospodarczego z roku 1979, poprzedzonego zresztą paroletnim pogarszaniem się sytuacji gospodarczej. W krótkiej rozmowie nie omawia się wszystkich elementów złożonej sytuacji, ale zwraca uwagę na motyw kluczowy. Nie była nim kwota zadłużenia, lecz załamanie się strategii rozwoju opartej na koncepcji wykorzystania kredytów zagranicznych na modernizację przemysłu. Nikt nie kwestionuje tego, że wielkie środki zostały wydane na modernizację przemysłu. Strategia jednak załamała się, gdyż sztywny i pozbawiony ludzkiej przedsiębiorczości system centralnego planowania nie był w stanie należycie zrealizować zamierzonej modernizacji. Zamiast oczekiwanego wzrostu eksportu nastąpił wzrost uzależnienia od importu, co zadławiło gospodarkę.
Nie widzę wiele sensu w porównywaniu ówczesnej i dzisiejszej wielkości długu. Pomijając już to, że ze względów statystycznych trudno te wielkości sprowadzić do rzeczywistej porównywalności, to nie wielkość zadłużenia spowodowała załamanie 1979 r. Gdyby nakłady na modernizację przemysłu przyniosły oczekiwany wzrost eksportu dewizowego, nie byłoby problemu. Gdy jednak nastąpiło załamanie, okazało się, że kraj po prostu nie ma środków na obsługę zadłużenia, a nawet na spłacanie samych odsetek. W roku 1980 stan był taki, że pełna obsługa wymagałaby użycia całej wartości eksportu dewizowego, a kraj mógł na nią przeznaczyć z największym trudem nie więcej niż 25% tej wartości. Trzeba więc było się pogodzić z kapitalizacją niespłacanych odsetek. Nie może tego doświadczenia zlekceważyć nikt, kto miał choć trochę do czynienia z krytycznym zmaganiem się z tym problemem w latach 80. Trzeba nic nie wiedzieć o tamtych czasach, żeby ówczesne niebywałe trudności ekonomiczne przypisywać strajkom czy stanowi wojennemu. Trzeba zaś całkowicie lekceważyć dzisiejszą prężność polskiej gospodarki i jej potencjał eksportowy, aby obecny stan zadłużenia Polski uznawać za gorszy od ówczesnego stanu bankructwa.
W rozmowie z dziennikarzem odpowiadam tylko na zadane mi pytania. Prof. Gierek nie zauważył, że nie byłem pytany o to, na jakie cele zostały wydane środki składające się na obecny dług publiczny. Nie przeszkodziło mu to w przypisaniu mi rzekomego kłopotu z odpowiedzią na to pytanie. Gratuluję zmysłu polemicznego.

Wydanie: 51-52/2010

Kategorie: Polemika

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy