LOT jako pierwsza linia w Europie otrzyma nowego boeinga 787 – dreamlinera Bilety na kursy obsługiwane przez nowy nabytek są już w sprzedaży. Dreamliner ma latać na trasach europejskich, a także transatlantyckich. LOT już uczynił z niego główny atut nowej kampanii reklamowej, w której przedstawia się jako przewoźnik starający się wyprzedzać czas. Firma zamówiła osiem maszyn w mniejszym wariancie – 787-8. Przyjemność posiadania we flocie takiego samolotu jednak kosztuje, i to niemało – jakieś 200 mln dol., w zależności od szczegółów zamówienia. Pierwszy dreamliner trafi do nas 15 listopada. Pasażerowie, którym już udało się kupić bilety na kursy nową maszyną, mogą się uważać za szczęściarzy, z drugiej strony ten model nie jest aż tak niesamowity, jak ludzie od reklamy chcieliby nam wmówić. Pierwsze oceny podróżujących nowym samolotem w barwach azjatyckich linii lotniczych wskazują na większy komfort, np. dzięki większym oknom, ale klasa ekonomiczna pozostanie wierna nazwie. Chociażby dlatego, że linie wciąż mogą zamawiać warianty tego samolotu, w których w jednym rzędzie zostanie upchniętych dziewięć miejsc, co oznacza, że fotele będą miały wtedy 43,7 cm szerokości. Podobno badania zalecają, żeby miały co najmniej 45,7 cm. Zwyczajny sen Dla dolnych partii ciała przeciętnych zjadaczy chleba 787 nie okaże się więc marzeniem. Kiedy ciało będzie się męczyć, przynajmniej podtrzymany zostanie duch – Boeing zrezygnował całkowicie z oświetlenia starego typu i zastąpił je diodami LED, które mogą przybierać różne kolory. Niebagatelne znaczenie mają też wspomniane okna, umieszczone nieco wyżej niż w innych samolotach i dające więcej naturalnego światła. Skoro w przedziale pasażerskim 787 nie znajdziemy zbyt wielu cudów, trzeba ich poszukać gdzie indziej. W końcu nie bez przyczyny do opisu samolotu używany jest właściwie tylko jeden przymiotnik: najnowocześniejszy. Wraz z nadejściem modelu Dreamliner odchodzą czasy latającego aluminium, a zaczyna się czas nowoczesnych materiałów – samolot składa się w 50% z kompozytów wzmocnionych 23 tonami włókna węglowego. Jeśli komuś mimo wszystko trwałość kojarzy się z metalem, tego także nie brakuje w konstrukcji kadłuba – 15% tytanu, 10% aluminium, 5% stali. A tych materiałów potrzeba sporo, bo i samolot jest niemały: 56 m długości, 60 m szerokości, 19 m wysokości, kabina zaś ma szerokość 5,5 m. Samolot waży nieco ponad 100 ton, a może się wzbić w powietrze, niosąc dodatkowe 120 ton, z czego większość będzie przypadać na 126 tys. litrów paliwa. Gorący gejzer Decyzja o budowie samolotu od podstaw – wtedy jeszcze nie było wiadomo, że będzie się nazywał 787 – zapadła w Boeingu w 2003 r., dzień przed setną rocznicą pierwszego lotu braci Wright. Jej wymiar był strategiczny – to miał być pierwszy nowy samolot od czasu premiery większego 777 dobrych parę lat wcześniej. W owym czasie na rynku lotniczym Boeing kojarzył się z wieloma rzeczami, ale nie z innowacyjnością. Prymat należał do europejskiego Airbusa, a Boeinga oskarżano o ustępowanie pola rywalowi. Firmę przezywano nawet derivatives ’r’ us (pochodne to my), bo na nowe modele Airbusa reagowała głównie rozwijaniem już istniejących konstrukcji. Podejście oszczędne, ale zabójcze w sytuacji, kiedy zdeterminowany rywal depcze po piętach. Pesymiści wieszczyli, że do końca dekady Boeing całkowicie zwinie część interesu związaną z samolotami pasażerskimi. Przewidywania te były jednak nieuprawnione. Już bowiem dwa lata wcześniej trzech menedżerów Boeinga (w tym Alan Mullaly, późniejszy prezes, aktualnie kierujący Fordem) odwiedzało szefów linii lotniczych na świecie, aby się dowiedzieć, czego oczekują od nowego samolotu. Panowie mieli ze sobą srebrną walizeczkę, a w niej – owoce pracy działu badawczo-rozwojowego firmy. Ich główną propozycją był samolot pasażerski o pojemności takiej jak model 767 – ok. 250 osób – ale podróżujący z większą prędkością (0,98 macha) przy spalaniu tej samej ilości paliwa co 767. Pokazywano futurystyczny model i wyliczano usprawnienia, które pozwolą osiągnąć zamierzone cele. Nowy samolot roboczo nazywał się Sonic Cruiser. Inżynierowie
Tagi:
Kuba Kapiszewski







