Słowa nieopatrzne i słowa straszne

Słowa nieopatrzne i słowa straszne

Wkroczenie Armii Czerwonej przyjęliśmy – odwołuję się tutaj do własnych wspomnień – z ulgą, ale i z niepokojem, bo nie wiedzieliśmy, czego się po niej spodziewać Książka prof. Krzysztofa Jasiewicza „Rzeczywistość sowiecka 1939-1941 w świadectwach polskich Żydów” i dwa jego wywiady udzielone „Rzeczpospolitej” („Recepta na prawdziwy antysemityzm”, 30-31.01.br. i „Czy tylko Żydzi mają wrażliwość?”, 12.02.br.) wywołały – jak dotąd – niezbyt szeroki rezonans prasowy. „Rzeczpospolita” z godną szacunku troską o obiektywizm postarała się o wywiady z żydowskimi historykami, Anthonym Polonskym i Yehudą Bauerem, „Gazeta Wyborcza” zamieściła krytyczną recenzję Adama Leszczyńskiego. Wydaje mi się jednak, że nie wszystko, co trzeba, powiedziano o metodach i poglądach prof. Jasiewicza. Stąd moje uwagi. Jestem z zawodu nie historykiem, lecz historykiem literatury, a ponieważ prof. Jasiewiczowi autodefinicje tego rodzaju są potrzebne, dodaję, że jestem Polakiem żydowskiego pochodzenia. Nie wiem, czy go taka autodefinicja zadowoli (we wszystkich swych wypowiedziach stosuje on tylko dychotomiczny podział na Polaków i Żydów), ale to już jego sprawa. Zabieram zaś głos, bo należę do nielicznych już osób pamiętających wydarzenia, którymi Jasiewicz się zajmuje. Miałem wówczas 17 lat. Po wybuchu wojny, uchodząc z Krakowa przed Niemcami, doszedłem do Kowla, gdy wkroczyła tam Armia Czerwona. Po kilku tygodniach wyjechałem do Lwowa, gdzie spotkałem się z ojcem, który uczestniczył w kampanii wrześniowej. Nie rejestrowaliśmy się na powrót pod okupację niemiecką, nie wzięliśmy także paszportu sowieckiego. Wiedzieliśmy, że czeka nas deportacja i byliśmy na nią przygotowani. Potraktowani na szczęście jako rodzina, trafiliśmy dzięki temu nie do łagru, ale na „posiołek” na Uralu, gdzie pracowaliśmy przy wyrębie lasu. Po tzw. amnestii w roku 1941 wyjechaliśmy do Uzbekistanu. Zgłosiłem się tu do armii Andersa, ale nie zostałem do niej przyjęty. Tu przerywam te informacje osobiste, wydawało mi się, że potrzebne prof. Jasiewiczowi i czytelnikom, by było jasne, z jakiego punktu widzenia te uwagi spisuję. Zacznę jednak od antecedencji historycznych, w które wywody Jasiewicza obfitują, a w moim przekonaniu przedstawione zostały nieściśle i/lub błędnie zinterpretowane. I tak na niekorzyść Żydów przemawiać ma fakt, że gdy w roku 1915 na teren zaboru rosyjskiego wkroczyły wojska niemieckie, witali je chlebem i solą. Nie wiem, czy było to zjawisko odosobnione, czy rozpowszechnione, ale nie widzę w tym nic dziwnego. Rosja była państwem masowych pogromów i poniżającej dyskryminacji; z Galicji Wschodniej dochodziły wówczas wieści o licznych pogromach, dokonywanych przez wojsko rosyjskie. Ówczesne Niemcy tymczasem w oczach Żydów były państwem praworządnym, zapewniającym im względne równouprawnienie. Uzasadniając stosowność określenia „żydokomuna”, Jasiewicz epatuje czytelników wiadomością, że Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski w roku 1920 posługiwał się językiem jidysz. Nie wiem, skąd zaczerpnął on tę informację, wydaje mi się ona nieprawdziwą plotką. W pięcioosobowym komitecie było trzech Polaków i dwóch Żydów (Feliks Kon i Józef Unszlicht, którzy na pewno dobrze władali polszczyzną), na czele podporządkowanych komitetowi wydziałów było czterech Polaków i dwóch Żydów. Jasiewicz twierdzi, że w pierwszym okresie międzywojennej niepodległości „większość Żydów na Kresach odnosiła się do sprawy polskiej z całkowitą obojętnością, a część cechowała nawet otwarta wrogość, czego nie da się wytłumaczyć prześladowaniami zaznanymi od Polski, która w 1920 r. powstawała”. Niestety, było inaczej – w początkach niepodległości doszło do pogromu lwowskiego, w którym zginęło 150 osób, i do wielu ekscesów antysemickich, w których uczestniczyli hallerczycy. W kwietniu 1919 r. rozstrzelano w Pińsku bez sądu 37 Żydów podejrzanych o antypolski spisek, jak się później okazało – bezpodstawnie. Przykłady można by mnożyć. Twierdzi dalej Jasiewicz, że wobec wrogiej postawy, jaką Żydzi zajęli w momencie powstawania państwa polskiego, wszelkie oczekiwania wobec niego i skargi na to, że traktuje ich ono jak macocha, są niedorzeczne. Zauważmy najpierw, że dopiero co Jasiewicz mówił o wrogości tylko części Żydów na Kresach Wschodnich, teraz wrogość tę przypisuje Żydom w ogóle (o zasługach Polaków pochodzenia żydowskiego i Żydów w ruchu niepodległościowym i odbudowie państwowości – ani słowa!). Uważa więc, że niedorzecznością byłoby oczekiwać, iż państwo polskie będzie ich traktowało inaczej niż po macoszemu, mówiąc bez przenośni – że zapewni im realne równouprawnienie. Idąc za tą myślą Jasiewicza, należałoby sądzić, że uzasadnione było tolerowanie antysemickich ekscesów ulicznych, numerus clausus, a niekiedy numerus nullus na wyższych uczelniach, getta ławkowe, niedopuszczanie Żydów do stypendiów Funduszu Kultury Narodowej, wyrzucenie Korczaka z Polskiego Radia. Ta idea stosowania

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 11/2010, 2010

Kategorie: Opinie