Okręty flagowe polskiej nauki?

Okręty flagowe polskiej nauki?

Aktywność naukowa UJ i UW jest około ośmiokrotnie niższa niż Harvardu, a oddźwięk ich prac trzydziestokrotnie mniejszy

W ostatnich kilku tygodniach jednym z najpopularniejszych tematów prasowych jest reforma szkolnictwa wyższego i stan nauki na polskich uczelniach. Podążając śladem Chin, minister Kudrycka proponuje utworzenie „okrętów flagowych”, czyli uczelni finansowanych priorytetowo, które w przyszłości mają być wizytówką polskiej nauki. W tym kontekście warto się zastanowić, jaka jest kondycja naukowa uniwersytetów uchodzących w powszechnym przekonaniu za najlepsze w Polsce, a mianowicie Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Warszawskiego, które niewątpliwie są najpoważniejszymi kandydatami do nominacji na „okręty flagowe”.
W amerykańskim systemie dotowania nauki, coraz chętniej przyjmowanym przez inne kraje, zarówno aktywność naukowa, jak i sława mają bardzo duże znaczenie. To pierwsze można zmierzyć liczbą publikacji, to drugie – liczbą cytowań opublikowanych prac. Naukowcy Uniwersytetu Harvarda – chluby amerykańskiej nauki – w 2000 r. opublikowali ponad 9 tys. artykułów naukowych, które dotychczas cytowane były ponad 330 tys. razy. W tym samym okresie pracownicy UJ opublikowali ponad 10 razy mniej artykułów, których sumaryczna liczba cytowań była 35-krotnie mniejsza niż liczba cytowań prac z Uniwersytetu Harvarda. Oczywiście bezpośrednie porównanie UJ i Uniwersytetu Harvarda

nie jest uprawnione,

ten drugi ma przecież wydziały politechniczne i inne, których nie ma na UJ. Uwzględnienie tej poprawki prowadzi do wniosku, że aktywność naukowa UJ jest około ośmiokrotnie niższa niż Harvardu, a oddźwięk jego prac 30-krotnie mniejszy. Dla UW uzyskuje się podobne wskaźniki. Optymistycznie można jednak stwierdzić, że od 1989 r. różnice między potencjałem naukowym czołowych amerykańskich i polskich uczelni maleją, chociaż jest to proces bardzo powolny.
Wśród uniwersytetów dawnych państw „demokracji ludowej” za uczelnię o największym potencjale naukowym uchodzi Uniwersytet Karola w Pradze, skrótowo nazywany w dalszej części tekstu UK. Plasuje się on też najwyżej w różnych rankingach, które, niestety, są często niepoprawne metodologicznie. Spróbujmy więc porównać UJ i UW z UK. UW różni się strukturą od UJ i UK, nie ma bowiem wydziału medycyny. Rzetelne porównanie tych trzech uczelni wymaga więc albo nieuwzględniania wydziałów medycznych UJ i UK, albo łącznego potraktowania dorobku naukowego UW i Akademii Medycznej w Warszawie, który wtedy stanowiłby równoważnik dorobku UJ i UK. Wybraliśmy tę drugą opcję i utworzyliśmy warszawską hybrydę uniwersytecką, którą będziemy nazywać UW+AM. W Diagramie 1 przedstawiamy kolejno: liczbę artykułów naukowych, opublikowanych w latach 2000-2008 przez naukowców trzech badanych uczelni; sumaryczną liczbę cytowań tych artykułów; średnią liczbę cytowań na artykuł. Władze warszawskiej AM powinny nam złożyć specjalne podziękowanie za skrupulatność. Identyfikowaliśmy artykuły pochodzące z tej uczelni w wielkim trudzie i mozole, jej pracownicy bowiem w latach 2000-2008 używali aż dziewięciu różnych afiliacji.

Najbardziej egzotyczna

z nich to „CSKAM Banacha”. Niewątpliwie każdy naukowiec z Tajwanu, Kolumbii i Korei od razu się zorientuje, że CSKAM Banacha oznacza Akademię Medyczną w Warszawie.
Jak wynika z Diagramu 1, w latach 2000-2008 UK opublikował nieco więcej artykułów naukowych niż UW+AM i znacząco więcej niż UJ. Analizowane uczelnie nie są jednakowej wielkości. Największa jest hybryda UW+AM (4620 pracowników dydaktyczno-naukowych), potem UK (4000 pracowników), a najmniejszy UJ (3657). Gdyby znormalizować dorobek publikacyjny na jednego zatrudnionego naukowca, okaże się, że naukowcy z UK są aktywniejsi niż ich polscy koledzy i publikują średnio 0,44 artykułu na rok. Pracownicy UJ i warszawskiej hybrydy (UW+AM) są pod tym względem statystycznie nierozróżnialni, publikując średnio 0,36 artykułu na rok. Czesi są aktywniejsi naukowo niż Polacy, ale chyba piszą nudniejsze prace, gdyż ich artykuły są mniej popularne. Sumaryczna liczba cytowań prac UW+AM znacznie przewyższa liczbę cytowań prac opublikowanych przez UK, a średnia liczba cytowań na artykuł jest wyższa nie tylko dla UW+AM, ale i dla UJ (Diagram 1).
UW+AM przewodzi w liczbie najpopularniejszych artykułów, czyli tych, które osiągnęły ponad 65 cytowań (patrz Diagram 2). Wśród tych artykułów największy udział mają prace dotyczące fizyki cząstek i fizyki jądrowej oraz artykuły będące rezultatem porównawczych badań klinicznych prowadzonych równolegle przez lekarzy różnych szpitali. W obu przypadkach współpracują ze sobą zespoły grupujące nierzadko kilkuset naukowców z kilkudziesięciu krajów. Liczba takich prac jest miarą otwartości na współpracę naukowców danej uczelni i pośrednio ich pozycji naukowej, powinna więc być traktowana jako ważny wskaźnik znaczenia badanego ośrodka naukowego w nauce światowej.
Analiza pochodzenia najpopularniejszych artykułów prowadzi do ciekawych wniosków dotyczących specyfiki badań naukowych w omawianych trzech uczelniach (Diagram 3). Na UK wśród takich prac dominują artykuły dotyczące nauk medycznych i biomedycznych, mniejszy jest udział prac z fizyki i chemii. W przypadku UJ prace fizyków i biomedyków są prawie w równowadze, z kolei w warszawskiej hybrydzie UW+AM wyraźnie dominują publikacje fizyczne. Cechą charakterystyczną UW+AM jest duży udział prac chemicznych i pojawienie się wśród najpopularniejszych artykułów prac z geologii. To ostatnie jest niezwykle rzadkim przypadkiem nie tylko w skali europejskiej, ale i światowej. Prace geologiczne są na ogół rzadko cytowane i nawet najwybitniejsi geolodzy nie mają szans w liczbie cytowań z przeciętnymi nawet biomedykami.
Wyraźnie zaznaczone różnice w specyfice badań prowadzonych na UW+AM i UJ stawiają pod znakiem zapytania ideę „okrętów flagowych”. Nie ma bowiem na świecie uczelni, gdzie wszystkie kierunki badań reprezentowałyby najwyższy poziom. Np. warszawska AM i krakowskie Collegium Medicum statystycznie wypadają podobnie, z niewielką przewagą tego drugiego. Zaznacza się jednak przewaga warszawskiej fizyki uniwersyteckiej nad krakowską, a warszawska chemia

„waży” znacznie więcej

niż krakowska, zarówno gdy chodzi o aktywność naukową, jak i oddźwięk prac. Jak postuluje wielu dyskutantów, lepiej finansować priorytetowo wyróżniające się laboratoria czy katedry, niż dotować całościowo wybrane uczelnie czy nawet wydziały. Laboratoria prowadzące badania na światowym poziomie można bowiem znaleźć nawet na uczelniach, które jako całość prezentują się nienadzwyczajnie. Dobrym tego przykładem jest Laboratorium Chemii Analitycznej, Bionieorganicznej i Środowiskowej Uniwersytetu w Pau. Trudno sobie wyobrazić uniwersytet bardziej prowincjonalny niż Université de Pau et Pays Adour. Pau jest bowiem miastem wielkości Biłgoraja, leżącym daleko od silnych ośrodków naukowych. Ale to właśnie w Pau jest najsilniejszy we Francji ośrodek analizy specjacyjnej, a jego kierownik – zresztą białostoczanin z krwi i kości – jest światowej sławy naukowcem. Po publikacji w „Nature” był nawet przez kilka tygodni medialną gwiazdą telewizji wielu krajów europejskich, amerykańskich i azjatyckich, wykrył bowiem, że niektóre roczniki win francuskich zawierają nadmierną ilość ołowiu pochodzącego od spalin samochodowych. Na niektórych bardzo prowincjonalnych amerykańskich uniwersytetach również znajduje się laboratoria, których szefowie albo już mają Nagrodę Nobla, albo ocierają się o nią. Pierwszy z autorów doskonale pamięta, jak się zdziwił, gdy jeden z najwybitniejszych naukowców Uniwersytetu Pensylwańskiego przeniósł się na Uniwersytet Lehigh – amerykański odpowiednik Université de Pau et Pays Adour. Takie przenosiny nie są zjawiskiem rzadkim i wynikają na ogół z wielu złożonych przyczyn. Jedną z nich może być poczucie własnej wartości naukowca, który nie lubi interferencji blasku nadmiernej liczby luminarzy zgromadzonych na małym obszarze.
Identyfikacja najlepszych wydziałów, katedr czy zakładów wszystkich uczelni i innych instytucji naukowych na podstawie stosunkowo łatwo dostępnych wskaźników naukometrycznych, wraz z odpowiednim finansowaniem tych jednostek powinna przyspieszyć rozwój nauki w naszym kraju. Podsumowując, reforma polskiej nauki powinna stworzyć nie tyle okręty flagowe, ile małe motorówki, które są zwinniejsze i łatwiej trafiają do celu.

Adam Proń i Halina Szatyłowicz są pracownikami Wydziału Chemicznego Politechniki Warszawskiej, Andrzej Pilc pracuje w Instytucie Farmakologii PAN w Krakowie i Collegium Medicum UJ

 

Wydanie: 13/2008

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy