Polityka a czytanie historii

Polityka a czytanie historii

Naszą racją stanu jest nie pielęgnowanie rusofobii, ale jej rozładowywanie

Prof. Bronisław Łagowski mówi, że rusofobia stała się doktryną państwową III Rzeczypospolitej. To prawda. Ale spróbujmy zrozumieć, skąd ona się bierze.

Pierwsza odpowiedź będzie banalna: przyczyną jest niewola narodowa, zabory, a potem ustrój przywieziony w 1945 r., jako żywo niewybierany przez Polaków. Druga to „wschodnie okrucieństwo”, które lubimy łączyć z Rosją, a którego symbol widzimy w Katyniu. Trzecia zaś to przekonanie o naszej przynależności do Zachodu, a więc siłą rzeczy o naszej wyższości kulturowej. Warto przekłuć ten balon i pokazać, jak to wygląda z drugiej strony.

Bo przecież był taki czas w dziejach naszego narodu, który obrazują dwie daty: rok 1795 i 1797. Pierwsza jest powszechnie znana – to trzeci rozbiór, zniszczenie resztek Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Druga jest mniej znana – ale to wtedy trzej monarchowie umówili się, że nigdy żaden z nich nie będzie próbował wskrzesić tego „chorego człowieka Europy”, który wydał zbrodniarza Kościuszkę, nie mówiąc o wcześniejszych zbrodniarzach – konfederatach barskich. A więc że żaden z umawiających się monarchów nie będzie też dołączał do swojej tytulatury pojęcia „król Polski”. Ten byt polityczny miał być unicestwiony całkowicie. Otóż ten paragraf umów międzynarodowych, którego nie odważył się naruszyć nawet Napoleon, powołując do życia traktatem w Tylży przecież nie Polskę, tylko Księstwo Warszawskie, zburzył cesarz Rosji Aleksander I,który 20 czerwca 1815 r. wskrzesił Królestwo Polskie. Można językiem Mickiewicza zapytać: „Czemuż o tym nie chcecie pisać, panowie?”. A pisał o tym właśnie Łagowski, wzmiankując, że zbliża się rocznica tego wydarzenia, a także rocznica utworzenia „wolnego, ściśle neutralnego miasta Kraków”, bo tak się nazywał twór, który zwykliśmy zwać Rzecząpospolitą Krakowską.

Boże, coś Polskę

Tak więc decyzją Rosji wskrzeszono Królestwo Polskie i nieprzypadkowo rosyjski cesarz Aleksander I został uczczony hymnem narodowym „Boże coś Polskę”. Te dwa nasze hymny – „Jeszcze Polska…” i „Boże, coś Polskę” – wzmiankują pierwszych dwóch monarchów, którzy naruszyli bądź złamali ład porozbiorowy: Napoleona i Aleksandra. W pierwotnym tekście „Boże, coś Polskę” jest zresztą passus: „naszego króla zachowaj nam, Panie”, a i w Polskim Słowniku Biograficznym mamy Aleksandra I i Mikołaja I – królów Polski. Oczywiście Mikołaja tylko do czasu, gdy Sejm powstańczy w 1831 r. dokonał jego detronizacji.

Rozpowszechniony jest pogląd o Rosji jako najokrutniejszym zaborcy. To prawda, ale dotycząca przede wszystkim okresu po zgnieceniu powstania styczniowego, czyli po roku 1864. A przecież nawet wtedy Warszawa zachowała przodujące miejsce w kulturze narodowej. Tam był najlepszy polski teatr, tam było najlepsze polskie czasopiśmiennictwo, tam wychodziły najważniejsze polskie książki – Trylogia, „Lalka”… Bardzo represyjny był czas „nocy paskiewiczowskiej” – całe ćwierćwiecze 1831-1856. Ale po roku 1795 to zabór rosyjski był najłagodniejszy! Najbardziej represyjny był wówczas zabór austriacki…

Drugi segment naszych stereotypów to rosyjskie okrucieństwo. Ale to okrucieństwo chętnie powiększamy. Przed rokiem moskiewski korespondent jednej z naszych gazet pisał o rzezi Pragi, w której, jego zdaniem, wyrżnięto 12 tys. mieszkańców. Wraz z koleżanką – historyczką z Polskiego Słownika Biograficznego – sprawdziliśmy to. Okazało się, że Praga nie miała wtedy tylu mieszkańców. Dokonaliśmy porównań spisów ludnościowych. Wyszło nam, że ofiar rzezi Pragi było zapewne 4 tys. To liczba wystarczająco potworna – po co ją pomnażać?

Mówimy o Katyniu. Oburzamy się jednak, gdy Rosjanie mówią o losie czerwonoarmistów – jeńców 1920 r., którzy zmarli w polskich obozach. Owszem, trudno porównywać: nikt tym jeńcom w głowę nie strzelał. A jednak z głodu, z chorób, z rozpaczliwie złych warunków, które im stworzono (nie mogły być inne – jeńców było za dużo), śmiertelność była straszliwa. Według obliczeń Zbigniewa Karpusa, zmarło w Polsce 16-18 tys. jeńców sowieckich. Jakkolwiek by patrzeć, to więcej niż wszystkich zamordowanych w Katyniu, Miednoje i Piatichatkach łącznie. Czy coś by nam się stało, gdybyśmy wyciągnęli rękę do Moskala i powiedzieli po tych prawie stu latach: tak, nie zdołaliśmy zapewnić tym jeńcom godziwych warunków, nie daliśmy rady, niemniej jednak zmarli w naszej niewoli, jesteśmy jako naród, jako państwo, odpowiedzialni za ich los. No ale przepraszać Rosjan? My, dumni Polacy?

Strony: 1 2 3

Wydanie: 39/2015

Kategorie: Opinie

Komentarze

  1. jednrek
    jednrek 26 listopada, 2016, 17:33

    Prosze wybaczyć kiedy w podobnym tonie któs napisze o barbarzynstwie NIEMIECKIM KATYN to PRYSZCZ proszę wybaczyć bo przez 27 lat Katyń Katyń Katyn a gdzie Warszawska WOLA w kilka dni wymordowano około 60 tys. POLAKÓW // http://okres-prl.blog.onet.pl/2013/11/27/pieklo-za-drutami-2/

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy