Śmierć w pracy

Śmierć w pracy

Co roku z powodu wypadku przy pracy ginie w Polsce ponad 200 osób

5 maja 2018 r. Kopalnia Ruch Zofiówka w Jastrzębiu-Zdroju. O godz. 11 na poziomie 900 m pod ziemią dochodzi do silnego wstrząsu. Ma siłę 3,4 w skali Richtera. Czterem górnikom udaje się uciec, pod ziemią zostaje siedmiu. Dwóch wychodzi o własnych siłach na powierzchnię. Jeden ma kontuzjowany bark, drugi szczękę. Aż do 16 maja ratownicy odnajdują ciała pozostałych górników. Siedem wypadków przy pracy, w tym pięć ze skutkiem śmiertelnym.

Maj 2018 r. Pralnia ekologiczna w województwie dolnośląskim. Przy maglu elektrycznym stoi kobieta. Rozkłada pościel, prostuje fałdki, żeby było równiutko, gdy poszwa trafi pod wał magla. Kobieta pracuje tu nie pierwszy dzień, przemaglowała tysiące albo i setki tysięcy sztuk. Ale tym razem wystarcza chwila nieuwagi i wał wciąga jej rękę. Maszyna zdziera skórę od łokcia do dłoni.

Hala zakładu produkującego wyroby drewniane w województwie podlaskim. Operator obsługuje pilarkę. Widzi, że trociny spowodowały zator w jej instalacji wentylacyjnej. Postanawia usunąć przeszkodę. Nie wyłącza maszyny. Wsuwa lewą rękę do urządzenia i palce dotykają wirującej tarczy pilarki. Pracownik doznaje ciężkich obrażeń ciała.

Kolejny zakład produkcyjny w województwie podlaskim. Mężczyzna przecina ręcznymi nożycami drut spawalniczy nawinięty na bębnie. Zauważa, że drut się rozluźnił, postanawia go ściślej nawinąć. Na chwilę odkłada jego końcówkę, zapominając, że drut jest naprężony. Wypuszczony z ręki drut odskakuje w kierunku mężczyzny i uderza go w oko.

Zakład zajmujący się recyklingiem odpadów w województwie łódzkim. Pracownik czyści rurociąg instalacji do przetwarzania odpadów z tworzyw sztucznych. Nagle następuje wybuch. Mężczyzna doznaje oparzeń trzeciego stopnia twarzy i klatki piersiowej.

Zakład produkujący opakowania w województwie mazowieckim. Pracownik ma wykonać roboty na wysokości 2 m. Podnosi go wózek widłowy. Mężczyzna traci równowagę i spada. Jest ciężko ranny.

Tartak w województwie pomorskim. Pracownik obsługuje piłę. Kawałek przecinanego drewna wbija mu się w ciało w okolicy krocza.

Firma budowlana w województwie wielkopolskim. Mężczyzna pracuje przy docieplaniu budynku na rusztowaniu na wysokości 3,5 m. Nagle traci równowagę i spada na ziemię. Ginie na miejscu.

W I kwartale tego roku zdarzyło się 15,9 tys. wypadków przy pracy. 99 zakończyło się ciężkimi obrażeniami ciała, 32 – śmiercią. – Rząd nie dba o warunki pracy, a Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w coraz większym stopniu staje się ministerstwem zasiłków. Również inspekcja pracy, niedofinansowana i obciążona kolejnymi zadaniami, nie jest w stanie sprostać nowym zadaniom. Dlatego rośnie liczba wypadków przy pracy – uważa przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych Jan Guz.

Gdzie są społeczni inspektorzy pracy?

– W 2017 r. było 88,3 tys. wypadków przy pracy. Ciężkim wypadkom uległo 661 osób, o 42,5% więcej niż w roku 2016. Aż o 12,6% wzrosła w stosunku do roku 2016 liczba wypadków śmiertelnych. Jako związek zawodowy analizujemy te wskaźniki, ale jednocześnie przyglądamy się warunkom pracy. Naszą rolą jest bowiem nadzór nad warunkami pracy oraz edukacja w zakresie BHP – mówi Renata Górna, ekspert ds. ochrony pracy, zdrowia i problematyki osób niepełnosprawnych w OPZZ, główny specjalista ds. BHP w OPZZ, członek Rady Ochrony Pracy przy Sejmie.

Tymczasem w mikro- i małych firmach nie ma związków zawodowych. Nadzór nad bezpieczeństwem pracy może sprawować sam właściciel, o ile zatrudnia mniej niż 20 osób. Według nowych regulacji ta granica zostanie przesunięta do 50 osób. OPZZ było takim zmianom przeciwne.

Ważnym elementem dbałości o bezpieczeństwo są społeczni inspektorzy pracy. To osoby, które w miejscu pracy sprawują nadzór nad tym, by pracodawca zapewnił odpowiednie warunki BHP. Powołanie takiego inspektora jest możliwe jedynie tam, gdzie działają związki zawodowe, one bowiem określają regulamin wyborów. Jeśli w zakładzie funkcjonuje kilka związków, muszą się w tej sprawie dogadać. Zdarza się, że z powodu braku konsensusu wybory nie mogą się odbyć. Dzieje się to ze szkodą dla pracowników, bo społeczny inspektor pracy funkcjonuje w zakładzie na co dzień i lepiej zna problemy niż osoba zarządzająca firmą czy inspektor BHP z firmy zewnętrznej. Szacuje się, że społecznych inspektorów pracy działa w Polsce kilkadziesiąt tysięcy, ale dokładna liczba nie jest znana.

PIP – więcej pracy, mniej pieniędzy

28 kwietnia obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Pamięci Ofiar Wypadków przy Pracy i Chorób Zawodowych. Z tej okazji w Sejmie odbywa się uroczysta sesja Rady Ochrony Pracy, w skład której wchodzi Renata Górna. – Od kilku lat zabiegamy o to, by w Sejmie odbyła się debata poświęcona bezpieczeństwu pracy, bo uświadomiłaby politykom, jak ważna jest ta problematyka – mówi. – Moim zdaniem rząd nie traktuje bezpieczeństwa pracy jako zadania priorytetowego. To nie znaczy, że nic nie robi w tej sprawie. Rosną wydatki na prewencję wypadkową. Pieniądze z budżetu są przeznaczane m.in. na Centralny Instytut Ochrony Pracy – Państwowy Instytut Badawczy, który od 2008 r. prowadzi wieloletni program „Poprawa bezpieczeństwa i warunków pracy”.

Niestety, w 2018 r. nie wzrosły fundusze na funkcjonowanie Państwowej Inspekcji Pracy. W 38-milionowym kraju PIP, która ma stać na straży przestrzegania warunków pracy, ma zaledwie 1,5 tys. czynnych inspektorów i rocznie wykonywała do tej pory ok. 90 tys. kontroli. W tym roku, ze względu na wprowadzenie niedziel bez handlu, tych kontroli powinno być więcej. Tymczasem planuje się, że będzie ich 72 tys.

Pod koniec ubiegłego roku zakładano, że budżet PIP w 2018 r. wyniesie 347 mln zł, czyli o 5% więcej niż w roku 2017. Instytucja zamierzała m.in. zwiększyć zatrudnienie i podwyższyć płace inspektorom. Projekt budżetu PIP pozytywnie zaopiniowała Rada Ochrony Pracy, zwracając uwagę, że zaplanowano czteroprocentowy wzrost wynagrodzeń dla pracowników inspekcji i że powinny też się znaleźć pieniądze na większą liczbę etatów. Docelowo ma ich być 2836.

Tymczasem – mimo pozytywnej opinii Rady Ochrony Pracy i OPZZ – zamiast zwiększenia budżetu PIP nastąpiło jego zmniejszenie o 22,9 mln zł. Chociaż inspekcji postawiono nowe zadania, związane z kontrolą przestrzegania zakazu handlu w niedziele. Wiadomość o zmniejszeniu budżetu skomentowała rzecznik PIP Danuta Rutkowska, która stwierdziła, że mimo braku dodatkowych środków na ten cel inspektorzy pracy – w ramach możliwości – będą wykonywać kontrole przestrzegania zakazu pracy w handlu w niedziele. Te kontrole są priorytetem rządu, podczas gdy kontrola warunków pracy już nie. Wiadomo więc, na jakich działaniach PIP ograniczenia finansowe i kadrowe muszą się odbić.

Śmieciówki poza kontrolą

– Warunki pracy w Polsce odbiegają od warunków w wysoko rozwiniętych krajach europejskich – uważa Renata Górna. – Trudno też porównywać liczby wypadków przy pracy u nas i w innych krajach. Przede wszystkim nasze dane nie są ujednolicone, inne są statystyki GUS, inne PIP. Wielokrotnie jako związek zawodowy postulowaliśmy takie ujednolicenie. Tymczasem PIP nie zajmuje się wypadkami lekkimi, a jedynie śmiertelnymi, ciężkimi i zbiorowymi. Ale za śmiertelny uważa i taki wypadek, gdy śmierć poszkodowanego nastąpiła po sześciu miesiącach od zdarzenia. Tymczasem GUS prowadzi statystykę także wypadków lekkich. Pokazuje on inną liczbę wypadków śmiertelnych niż PIP, bo są to tylko te zgłoszone w karcie statystycznej. Poza tym skala wypadków byłaby o wiele większa, gdyby brać pod uwagę pracowników zatrudnionych nie tylko na umowę o pracę, ale także na umowy śmieciowe.

Skala zatrudnienia na umowę-zlecenie, umowę o dzieło, poprzez agencje pracy tymczasowej czy na czarno rośnie. Wobec tego znaczna liczba osób nie jest uwzględniana w statystykach dotyczących wypadków przy pracy. Jaka jest faktyczna skala tych wypadków, nie wiadomo. Czasami do mediów przecieka informacja, że z rusztowania spadł pracownik budowlany, który był zatrudniony na umowę-zlecenie lub nie miał żadnego udokumentowanego związku z pracodawcą. Taki wypadek jest medialnym newsem, ale dla statystyki nie ma żadnego znaczenia.

– Ponad 61% wypadków przy pracy w 2017 r. miało miejsce z powodu nieprawidłowego zachowania się ludzi, rok wcześniej było ich mniej – ok. 40% – twierdzi Renata Górna. – Tak wysokie procenty nie oznaczają, że pracownicy, skoro nie przywiązują wagi do przestrzegania zasad BHP, nie chcą pracować w dobrych warunkach. Bezpieczeństwo pracy stało się elementem konkurencyjności. Ale my jako związkowcy uważamy, że nadzór nad warunkami pracy powinien być większy. A w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości np. przez PIP pracodawcy powinni otrzymywać wyższe mandaty czy grzywny. Teraz jest to zazwyczaj 1-1,2 tys. zł, chociaż górna granica grzywny wynosi 30 tys. zł. Ponadto poprzedni szef PIP Roman Giedrojć był zwolennikiem działań edukacyjnych i prewencyjnych. Wprowadził zalecenie, by pierwsza kontrola w danym zakładzie odbywała się bez karania. My uważamy, że powinno się dbać o eliminowanie patologii. Można działać edukacyjnie i prewencyjnie, ale nie do przyjęcia są takie sytuacje, że pracodawca dopuszczający się przewinień nie zostaje ukarany.


Mgła kontra pracownik
Nie każdy wypadek, nawet jeśli miał miejsce w czasie wykonywania obowiązków służbowych, zostaje zakwalifikowany jako wypadek przy pracy. Janusz Z. pracował jako kierowca w piekarni i dostarczał pieczywo do sklepów. Pewnego dnia, kiedy o godz. 6 jak zwykle wyruszał na trasę, była mgła. Samochód, którym kierował, wpadł na drzewo. Kierowca doznał złamania obu nóg. Jednak ten incydent, chociaż zdarzył się w czasie wykonywania obowiązków służbowych, nie został zakwalifikowany jako wypadek przy pracy. Definicja wypadku przy pracy mówi bowiem, że jest to nagłe zdarzenie wywołane przyczyną zewnętrzną, powodujące uraz lub śmierć, które nastąpiło w związku z pracą. Wszystkie cztery warunki muszą być spełnione równocześnie. W przypadku Janusza Z. Inspektor BHP uznał, że nie został spełniony warunek zdarzenia nagłego. Takim zdarzeniem jest np. zawalenie się ściany czy upadek z wysokości. Przepisy nie podają jednak definicji nagłości. W tym przypadku dzień był mglisty i deszczowy już w momencie, gdy Janusz Z. wyruszał w trasę. W tej sytuacji powinien on dostosować prędkość do warunków na drodze albo nawet – w przypadku skrajnie złej widoczności – zatrzymać pojazd. Tyle specjaliści, którzy uznali, że odszkodowanie z powodu wypadku przy pracy Januszowi Z. się nie należy. Kierowca odwołał się do sądu. Sprawa oparła się o Sąd Najwyższy, który jednak przychylił się do opinii specjalistów od BHP. Odczucia samego poszkodowanego są zapewne odmienne. Czy jakiś kierowca odmówi świadczenia pracy z powodu mgły?

Wydanie: 27/2018

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy