Ucieczka do przodu Arłukowicza

Ucieczka do przodu Arłukowicza

Los prezesa NFZ jest właściwie przesądzony. Premierowi opłaca się choćby ze względów  sondażowych go odwołać

„Bartosz Arłukowicz, minister zdrowia, złożył u premiera wniosek o odwołanie prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia Jacka Paszkiewicza”, podały media wieczorem w czwartek, 24 maja. Następnego dnia premier oświadczył, że „będzie respektował wniosek, jeśli zostanie podtrzymany”. Chce też się spotkać z obu panami.
Wolno zapytać, dlaczego tak późno. Między resortem a NFZ od dawna iskrzyło. Arłukowicz w końcu zrozumiał, że to nie on rządzi polską służbą zdrowia (choć odpowiada za wszystko), i wyciągnął stosowne wnioski.

Silny człowiek w NFZ

O ludziach takich jak Paszkiewicz w krajach anglosaskich pisze się: Byk lub Terminator. I ostrzega, że każdy, kto wejdzie im w drogę, skończy źle.
Siłę Paszkiewicza, który kieruje Narodowym Funduszem Zdrowia od 2007 r., w czerwcu 2010 r. poznała obecna marszałek Sejmu Ewa Kopacz. Gdy ten naraził ją na ostrą krytykę decyzjami o ograniczeniu nakładów na stosowaną w onkologii tzw. chemioterapię niestandardową oraz na finansowanie znieczuleń dla dzieci, podobno ówczesna minister zdrowia chciała złożyć wniosek o jego odwołanie. Premier ukarał Paszkiewicza odebraniem mu jednej pensji – 16 tys. zł, lecz z funkcji nie odwołał.
Mniej szczęścia miał szef opolskiego oddziału NFZ Kazimierz Łukawiecki, który nie tylko stracił stanowisko, lecz także stanął przed wymiarem sprawiedliwości, gdy prezes złożył na niego w prokuraturze doniesienie o podejrzeniu popełnienia licznych przestępstw. Łukawieckiego bronili zarówno lokalni posłowie PO, jak i politycy PiS i SLD oraz działacze związkowi. I co z tego, że dyrektor miał opinię świetnego menedżera, który dba o podwładnych? Dr n. med. Kazimierz Łukawiecki – choć wszystkie stawiane mu zarzuty zostały oddalone przez prokuraturę i sąd – został dyrektorem powiatowego sanepidu w Krapkowicach.
W 2009 r. prezes Paszkiewicz złożył w prokuraturze doniesienie w związku z wypowiedzią przewodniczącego Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie Andrzeja Włodarczyka, który oświadczył, że ponieważ niektórych procedur nie uwzględniono, „trzeba wpisać fałszywe rozpoznanie, aby uzyskać z NFZ środki za ich wykonanie”. W styczniu 2011 r. Włodarczyk został wiceministrem zdrowia i pełnił tę funkcję do lutego 2012 r. Prezesa Paszkiewicza nie tykał.

Konflikt systemowy

Konflikt Arłukowicza z takim samcem alfa był nieunikniony. Nowy minister zdrowia nie tylko słabo orientował się w układach w służbie zdrowia, lecz także zdradzał brak zdecydowania.
Minister transportu Sławomir Nowak szybko pozbył się współpracowników swojego poprzednika. Jeśli Arłukowicz chciał odwołania prezesa NFZ, taki wniosek powinien postawić tuż po odebraniu nominacji ministerialnej. Tak się nie stało. Minister zdrowia podobno nawet nie spotkał się prywatnie z Paszkiewiczem, by ustalić zasady współpracy. A w styczniu okazało się, że nie radzi sobie z wdrażaniem zmian przygotowanych jeszcze przez Ewę Kopacz.
Chaos związany z wprowadzeniem nowej listy leków refundowanych, protesty lekarzy i farmaceutów oraz mocno rozdęta afera z niedoborem leków onkologicznych sprawiły, że nasiliły się plotki, iż dymisja Bartosza Arłukowicza jest kwestią czasu.
Dlatego wniosek o odwołanie prezesa NFZ może być próbą ucieczki do przodu. Jeśli premier go przyjmie, minister zdrowia bardzo się wzmocni. Może nawet osadzi swojego człowieka w NFZ? A winę za błędy zrzuci na Paszkiewicza. Co prawda, spełni się wtedy marzenie o tym, by Narodowym Funduszem Zdrowia kierował „długopis z ul. Miodowej”, lecz problemy pozostaną. Konflikt między NFZ a resortem zdrowia jest bowiem zjawiskiem systemowym.
Premier Tusk na przełomie czerwca i lipca będzie musiał się zmierzyć z kolejną awanturą wokół leków onkologicznych. Z mocy ustawy po 30 czerwca nie będzie można realizować programów terapeutycznych w obecnym kształcie. Prasa medyczna pełna jest publikacji opisujących chaos towarzyszący próbom wprowadzenia tych zmian.

Ruch Tuska?

Składając wniosek, minister zdrowia dał wyraźny sygnał, że nie zamierza zbierać batów za działania i decyzje, na które nie ma wpływu. Arłukowicz zmusił Donalda Tuska do trudnego wyboru. Uczynił go też współodpowiedzialnym za to, co będzie się działo w służbie zdrowia.
Nie wchodzi w grę wariant z roku 2010, gdy premier zmusił Ewę Kopacz do zakończenia wojny z prezesem NFZ.Wydaje się, że los mało popularnego prezesa NFZ jest przesądzony. Tuskowi choćby ze względów sondażowych opłaca się przyjąć wniosek Arłukowicza. Decyzja w tej sprawie zapadnie nie wcześniej niż po poniedziałkowym spotkaniu Rady Narodowego Funduszu Zdrowia, która zajmie się wnioskiem ministra zdrowia. Jej opinia nie będzie jednak wiążąca dla premiera.

Wydanie: 22/2012

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy