Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Przykład idzie z góry. Tydzień temu pisaliśmy o działaniach ministra Sikorskiego, podejrzewając, że więcej w nich chęci pokazania się niż rzeczywistego namysłu. Cóż, ma się na kim wzorować… A inni, zdaje się, wzorują się na nim. Wiele radości w MSZ wywołało piękne dzieło dyrektora generalnego Rafała Wiśniewskiego. Wydał je na pięknym papierze, a było to „sprawozdanie z reformowania służby zagranicznej”.
Mój ty Boże… to co on wyda po 1 stycznia? Kiedy dojdzie do połączenia MSZ z UKIE? Kolejne peany?
Jeżeli już jesteśmy przy Wiśniewskim, to warto wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy. Otóż niesie się już po MSZ wieść, że dyrektor generalny walczy z Akademią Dyplomatyczną.
Cóż, placówka ta nie ma lekko – mówią o niej w MSZ, że to akademia PISM-owska, więc nie czuje potrzeb resortu. Ale w tym mówieniu, jak to z reguły bywa, jest i drugie dno.
Zasadą bowiem było, że MSZ zatrudniało jej absolwentów. I to się nie podoba dyrektorowi generalnemu. To go uwiera. W tej sprawie dochodziło już do interwencji ministra Sikorskiego, dyscyplinującego dyrektora, który nie mógł znaleźć miejsca w ministerstwie dla absolwenta…
Skąd ten opór? MSZ-etowski wiarus ma na to odpowiedź – jeśli trzeba przyjąć 25 osób rocznie, z automatu, to tym samym ma się 25 stanowisk mniej do własnego dysponowania.
Tym samym dyrektor generalny jest słabszy o 25 przysług, które może wyświadczyć (choć nie musi), albo wyborów, których może sam dokonać.
Warto zresztą prześledzić ścieżki, którymi ludzie ostatnimi czasy wchodzą do MSZ. Naturalną powinna być Akademia Dyplomatyczna, instytuty naukowe, szkoły wyższe. Ale częściej, zdaje się, jest to tak, że kolega ważnego kolegi najpierw zostaje urzędnikiem w jakimś ministerstwie, urzędzie centralnym, a potem, już jako urzędnik, przechodzi do MSZ. Przenoszenie bowiem między urzędami nie wymaga procedury naboru. Przy okazji – nie wymaga sprawdzianu kompetencyjnego ani dotyczącego znajomości języków obcych. Czasy, kiedy trzeba było się legitymować znajomością dwóch języków, i to potwierdzoną egzaminem państwowym, to już przeszłość.
Taki to jest mechanizm, nad którym pieczę sprawuje dyrektor generalny. Co się więc dziwić, że uważa, że ci z akademii mu brużdżą?
Są też inne sposoby. Otóż istnieje w MSZ mechanizm tzw. przebywania w dyspozycji. Pomocny był on wówczas, gdy np. zjeżdżał z placówki ambasador, a chwilowo nie było dla niego odpowiedniej posady (np. dyrektora departamentu), więc przechodził do dyspozycji, by przez te dwa-trzy miesiące poczekać, aż miejsce się zwolni, aż urzędujący dyrektor wyjedzie na placówkę.
Teraz ten mechanizm tak zmodyfikowano, że do dyspozycji kierowani są wszyscy podpadnięci i niewygodni. W ten sposób w dyspozycji przebywa kilkadziesiąt osób, także ludzie, którzy mieli etaty w centrali.
A na ich miejsce przychodzą osoby na umowę-zlecenie. Proszę otworzyć MSZ-etowską książkę telefoniczną, tam można ich znaleźć.
Te wszystkie ruchy szkodzą MSZ, wprowadzają chaos, obniżają jego poziom. Zamiast budować porządek, mamy postępujący bałagan.
I naprawdę broszurki drukowane na pięknym papierze, opowiadające o wielkim reformowaniu, tego nie przykryją.
Attaché

Wydanie: 50/2009

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy