Pudło sklepowego detektywa

Pudło sklepowego detektywa

Klientka niesłusznie posądzona o kradzież śrubki dostała 10 tys. zł odszkodowania

Środek tygodnia, zwykły, roboczy dzień. Godziny przedpołudniowe. Do jednego z krakowskich supermarketów z materiałami i narzędziami potrzebnymi do remontów mieszkań wchodzi Zofia W. Jest ubrana w kurtkę z kapturem.
Zofia W., informatyk w jednej z krakowskich firm komputerowych, właśnie wzięła dwa dni urlopu, żeby spokojnie pochodzić po sklepach, porównać ceny, wybrać potrzebne materiały. A o dziesiątej rano, w czwartek, w takich supermarketach jest pustawo i można spokojnie się rozejrzeć. To właśnie zrobiła, a następnie zapłaciła rachunek w kasie. Wtedy podszedł do niej detektyw sklepowy i oświadczył, że jest zatrzymana do rutynowej kontroli.
Zaprowadzono ją do pokoju na zapleczu i tam jakaś kobieta zrewidowała dokładnie nie tylko kieszenie kurtki i spodni podejrzanej o kradzież klientki, ale także bardzo dokładnie przetrząsnęła zawartość jej torebki.
– Nagle wyszła. Za mną były drzwi od jakiejś kanciapy i byłam przekonana, że chciała zawołać tych, którzy opuścili pomieszczenie na czas rewizji – opowiada Zofia W. – Ale ona po powrocie pokazała mi coś małego i zapytała: – A to co? Odparłam, że nie mam pojęcia. Wtedy powiedziała, że jest świadek i nagranie na kasecie wideo potwierdzające, że ja tę rzecz ukradłam. Poinformowano mnie też, że musi zostać sporządzony protokół kradzieży i że ja go mam podpisać. W przeciwnym razie zostanie wezwana policja i może mnie to drogo kosztować.
Pani Zofia zażądała pokazania jej filmu. Na prośbę nie zareagowano, natomiast ponownie podsunięto jej protokół potwierdzający wersję ochroniarzy. Usłyszała, że jeśli zapłaci za tę rzecz 3 zł i 25 groszy, żadnej sprawy nie będzie.
Trafili jednak na osobę, która nie zamierzała, dla świętego spokoju, przyznać się do czegoś, czego nie zrobiła.

Policjanci zgłupieli

– Gdy więc ochroniarze definitywnie oświadczyli, że nagrania mi nie pokażą – opowiada pani Zofia – kazałam wezwać policję. Radiowóz przyjechał po jakiejś godzinie, jak się okazało, z drugiego końca Krakowa.
– Policjanci spojrzeli na tę złączkę śrubową i na mnie. Zapytali o powód wezwania. Gdy okazało się, że jestem złodziejką, która chciała ukraść metalowy przedmiocik, o wartości niespełna czterech złotych, oczy policjantów zrobiły się okrągłe jak guziki. I okrąglały coraz bardziej, gdy sklepowi ochroniarze wymogli na nich skierowanie sprawy do kolegium ds. wykroczeń. Na posterunku policji pani Zofia podpisała protokół przesłuchania.
Potem przezornie wynajęła prawnika i dziękuje za to Bogu. Dzisiaj już wie, że w pojedynkę nie miałaby żadnych szans. Naprzeciwko oskarżonego o kradzież klienta staje w takich przypadkach dwóch lub trzech oskarżycieli zaprawionych w kolegialnych bojach. Klient powtarza, że niczego nie wziął, a oni najspokojniej w świecie, że owszem. – Tak jak ten ochroniarz, czyli detektyw sklepowy, który bez mrugnięcia powieki oświadczył, że widział, jak kradłam. Mój prawnik zaczął więc prosić o dowody. Potem wykazał, że świadkowie składają fałszywe zeznania, jeden mówi co innego, a drugi co innego, więc któryś musi kłamać. Do dzisiaj jednak nie ustalono, w jaki sposób śrubka znalazła się w kapturze. Kto i kiedy ją podrzucił? Czy stało się to jeszcze na sali, czy też w czasie tej nieszczęsnej rewizji? – opowiada Zofia W.
Tym bardziej że nie wydaje się logiczne, że ktoś, kto chciałby ją ukraść, włożyłby taki drobiazg do kaptura. Ciężko wsadzić tam cokolwiek zupełnie niepostrzeżenie. Poza tym ryzykuje się nietrafieniem do środka i przedmiot, zwłaszcza metalowy, spadając na podłogę, zwróci uwagę na złodzieja.
– Ochroniarze twierdzili – mówi niefortunna klientka – że najpierw włożyłam złączkę do kieszeni, potem podrapałam się w głowę i zręcznie wsunęłam ją do kaptura.
Jej adwokat zapytał zatem, czy mężczyzna obserwujący salę powiedział kobiecie, która dokonywała rewizji, że mam śrubkę w kapturze. Zaprzeczył. A ona chwilę potem zeznała, że poinformował ją od razu.
Nie umiała jednak wytłumaczyć, po co, skoro wiedziała, gdzie jest rzekomo ukradziony przedmiot, przeszukiwała dokładnie ubranie i torebkę zatrzymanej klientki.
Ostatecznie okazało się, że dowodów świadczących o winie pani Zofii nie ma wcale i kolegium ją uniewinniło. Zanim jednak do tego doszło, kolegium zbierało się sześć razy, a pani Zofia sześć razy musiała zwalniać się z pracy. Także świadkowie opuszczali swoje stanowiska pracy.

Zapłacili za nadgorliwość

Pani Zofia i jej adwokat po wygraniu sprawy w kolegium wystąpili o odszkodowanie za straty moralne i naruszenie godności osobistej oraz złożyli doniesienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa.
Początkowo zarówno dyrekcja supermarketu, jak i agencja ochrony, która była zatrudniona w sklepie, nie uznawały swojej winy. Potem, w świetle przedstawionych dowodów, doszły do przekonania, że mimo wszystko korzystniej będzie zawrzeć ugodę i wypłaciły Zofii W. odszkodowanie w wysokości 10 tysięcy złotych. Uznano zapewne, że lepiej dogadać się z niezadowoloną klientką, niż dopuścić, by sprawa nabrała rozgłosu i narazić na szwank imię sklepu.
Gdy sprawa znalazła już swój, w miarę szczęśliwy, epilog, zarówno Zofia W., jak i jej prawnik usiłowali dociec, dlaczego w ogóle doszło do tego incydentu. Wiadomo, że w supermarketach ludzie kradną i to w najwymyślniejszy sposób. Straty wynikające z tego procederu pokrywają agencje detektywistyczne, pilnujące sklepów, a ochroniarze zarabiają średnio 4 złote za godzinę pracy. – Żeby zwiększyć wykrywalność drobnych kradzieży, przyznaje się im premie – mówi adwokat Zofii W. – Jeśli złapią złodzieja, który ukradł przedmiot o wartości do 10 zł – dostają 10 zł premii, jeśli przedmiot wart jest do 20 zł – 20 zł. Wystarczy policzyć, że jeśli udałoby się im zatrzymać dziennie dwie takie osoby, (co zwłaszcza przed świętami jest możliwe), w ciągu miesiąca dorobiliby sobie prawie drugą pensję. – I to był prawdopodobnie powód próby wrobienia mojej klientki w kradzież – konstatuje prawnik. Dla tych 10 złotych detektyw sklepowy gotów był zgnoić porządnego człowieka.

Inicjały bohaterki tekstu zostały zmienione.

Wydanie: 49/2000

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy