Spłachetek niezgody

Spłachetek niezgody

Sześć lat rodzina Zarębów walczy o 320 m kw. działki. W tle jest wątpliwy ustny testament

Zbigniew Zaręba ma 36 lat i artystyczną duszę (tak twierdzi matka, Krystyna). Z zawodu jest ekologiem po pomaturalnym studium ochrony środowiska. To matka namówiła go na tę szkołę, żeby miał przyzwoity zawód. Jednak artystyczna dusza wzięła górę. Jako perkusista samouk zarabiał, grając w zespole muzycznym. Jako florysta samouk dorabiał w kwiaciarni. Potem zaczął wyjeżdżać do pracy do niemieckich kwiaciarni, gdzie dostawał więcej pieniędzy. Oszczędzał, rzadko bywał w kraju, żeby nie wydawać na podróże. I mając dwadzieścia parę lat, zaczął myśleć o małym hoteliku albo choćby pensjonacie, który mógłby prowadzić z matką. A także o tym, że zrobi z tego miejsca kulturalno-oświatowy tygiel, gdzie będzie uczył dzieci gry na instrumentach i języków obcych.
Miał 31 lat, kiedy kupił dom przerobiony z remizy strażackiej. Budynek był położony na działce opadającej ku rzece Bystrej, we wsi Maszki, 20 km od Lublina, a 7 km od Nałęczowa. Działka miała ok. 1000 m kw. Zbigniew wierzył, że Maszki, które tak go zauroczyły, przyciągną turystów szukających spokoju i pięknych widoków.

Pensjonat

Od zakupu działki niebawem minie sześć lat. Pensjonat nie został ukończony i jeśli nie zdarzy się cud, w ogóle nie będzie mógł powstać w tym miejscu. A wydawało się, że prace szybko ruszą. W styczniu 2010 r. Zbigniew Zaręba otrzymał warunki zabudowy. Nie było żadnej adnotacji, że granice jego terenu są wątpliwe. Kiedy Zbigniew kupował działkę, wiedział, że właścicielka sąsiedniej, Jadwiga Sz., ubiega się w sądzie o zmniejszenie jego gruntów o 100 m kw. Pozornie tylko skrawek.

Jadwiga Sz. stała się właścicielką sąsiedniej działki nieoczekiwanie i przez kilka lat do nikogo o nic nie miała pretensji. Nagle jednak stwierdziła, że wschodnia granica jej działki powinna być przesunięta o 2,5 m. To znaczy, że pas o takiej szerokości i długości ok. 40 m miałby powiększyć jej działkę kosztem działki z remizą.

– Kiedy kupowaliśmy działkę, liczyliśmy się z tym, że postanowienie sądu może być po myśli Jadwigi Sz., to znaczy, że granica zostanie przesunięta o 2,5 m – mówi Krystyna Zaręba. – Dokładnie przeanalizowaliśmy, co będzie w takiej sytuacji, i stwierdziliśmy, że nawet bez tych 100 m kw. uda się nam zrealizować plany i stworzyć na działce pensjonat. Ja sprzedałam mieszkanie w Lublinie, syn włożył swoje oszczędności, wziął kredyt. Mieliśmy też otrzymać 1,4 mln zł dotacji z Lubelskiej Agencji Wspierania Przedsiębiorczości. Utopiliśmy w tej inwestycji mnóstwo pieniędzy. Teraz syn pracuje za granicą, by spłacać długi.

Zarębom nie przyszło do głowy, że apetyt sąsiadki będzie rosnąć. Sąd miał decyzję o rozgraniczeniu działek oprzeć na zeznaniach świadków – mieszkańców Maszek. Świadkowie Jadwigi Sz. przekonywali na rozprawie, że w latach 60., kiedy powstała remiza i żyła poprzednia właścicielka działki, Marianna F., płot biegł w odległości zaledwie 0,5-1 m od ściany remizy. Zupełnie innego zdania byli świadkowie właściciela budynku po strażakach – mówili, że ogrodzenie stało 7-8 m od ściany remizy. Nie wiadomo, dlaczego sąd dał wiarę tym pierwszym.

W sierpniu 2010 r., siedem miesięcy po otrzymaniu przez Zbigniewa warunków zabudowy, sąd zdecydował, że Jadwiga Sz. może przesunąć płot na wschód o 8 m. A w rezultacie, że ma powiększyć swoją działkę o pas ponadtrzykrotnie większy, niż ubiegała się na początku – 320 m kw.! Po decyzji sądu granica między działkami miała niemal ocierać się o mury domu Zarębów.
– Wtedy uświadomiliśmy sobie, że nie będziemy mogli stworzyć pensjonatu – wyjaśnia Krystyna. – Prawo budowlane przewiduje, że odległość budynku od granicy działki musi wynosić co najmniej 4 m. Ale przecież wtedy, kiedy powstawała remiza, czyli na początku lat 60., przepisy też nakazywały zachować taką odległość.

Gdyby więc faktycznie w latach 60. granica biegła tak, jak orzekł sąd pół wieku później, nikt nie dałby zgody na zbudowanie remizy. A ta powstała. Po wyroku sądu Jadwiga Sz. mogłaby się domagać od Zbigniewa i Krystyny, by – zachowując wymogi Prawa budowlanego – rozebrali część dawnej remizy. Zarębowie zrozumieli, że pieniądze, które już zainwestowali w projekty budowlane, przepadną. Nie ma w końcu takiej możliwości, by po prostu odciąć 4 m domu.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 18/2015

Kategorie: Reportaż

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy