Sprzedana owieczka

Sprzedana owieczka

Działała w Kole Przyjaciół Radia Maryja, była wzorową parafianką. Gdy decyzją Komisji Majątkowej jej dom został przekazany Kościołowi… przestała chodzić do kościoła

Krystyna Sosnowska mieszka w malutkim domku przy ul. Katowickiej w Krakowie, usytuowanym pośrodku zlikwidowanego 12-hektarowego gospodarstwa ogrodniczego państwowej spółki Polan. Od kilku lat chce uregulować status prawny swojego mieszkania. Nie jest to jednak możliwe, gdyż właściciele tego domu zmieniają się tak szybko, że sądy nie nadążają z rozpatrzeniem składanych pozwów.
Gdy z końcem 2005 r. wniosła pozew przeciwko spółce Polan, że nie chcą jej dać umowy najmu lub sprzedać mieszkania, na rozprawie w lutym 2006 r. dowiedziała się, że teraz właścicielem jej domu jest parafia Bazyliki Najświętszej Marii Panny w Krakowie. Gdy pozwała parafię, to na następnej rozprawie usłyszała, że parafia była właścicielem tylko kilka miesięcy i teraz dom należy do spółki Bradus w Tychach. Gdy pozwała firmę Bradus, to w połowie 2010 r. powiedziano jej, że obecnie właścicielem domu jest spółka ADO-2, również w Tychach. Trudno się dziwić Sądowi Okręgowemu w Krakowie, że w piśmie z 24 września 2010 r. zażądał od Krystyny Sosnowskiej ustalenia, kto jest ostatecznie pozwanym. W dniu 7 października br. odpisała, że przyczyną jej problemów jest rządowo-kościelna Komisja Majątkowa. Pozywa tę komisję, bo to od niej zaczęły się wszystkie kłopoty.

Łakomy kąsek dla deweloperów

Sosnowska doskonale wie, że od decyzji tej komisji nie ma odwołania i nie wiadomo nawet, czy sąd będzie chciał uznać Komisję Majątkową za stronę pozwaną. Chce jednak powiedzieć sądowi, jak łatwo w państwowo-kościelnych rozliczeniach sprzedaje się człowieka. Gdy w grę wchodzą wielkie pieniądze, to nawet wierną córę Kościoła można oszukać, zapomnieć, że mieszka w przejmowanym domu. Wystarczy tylko prześledzić kolejność zdarzeń dotyczących losów jej domu i 12-hektarego państwowego gospodarstwa ogrodniczego.
A jej domek jest malutki, dwurodzinny, zagrzybiony, zawilgocony. Wybudowany został dla pracowników tutejszego gospodarstwa ogrodniczego zajmującego się produkcją nasion. Jedno z tych mieszkań, zwanych najpierw służbowymi, a potem zakładowymi, od 1955 r. zajmował już nieżyjący Stanisław Sobczak, który w tym gospodarstwie przepracował 38 lat. Drugie w 1959 r. przydzielono Stanisławowi Sosnowskiemu, też już zmarłemu, który przepracował w firmie 45 lat. Zgodnie z układem zbiorowym państwowej spółki Polan, będącej własnością Agencji Nieruchomości Rolnych, mieszkania te przysługują dożywotnio najbliższej rodzinie zmarłych pracowników. I tak też w jednym z nich mieszka wdowa po Stanisławie Sobczaku wraz z córką, a obok córka Stanisława Sosnowskiego. Sześć lat temu spółka Polan zlikwidowała kotłownię ogrzewającą szklarnie i teraz obydwa mieszkania ogrzewane są prądem elektrycznym. Krystyna Sosnowska z tego powodu przeprowadziła się do kilkunastometrowej kuchni. Jej renta nie pozwala na ogrzewanie całego mieszkania.
Sam domek nie ma większej wartości i pragnieniem wszystkich kolejnych oraz obecnych właścicieli terenu po byłym gospodarstwie ogrodniczym jest jak najszybciej go zburzyć. Stojące kiedyś wokół wielkie szklarnie zostały, już rozebran, zostały jeszcze tylko budynki, w tym jeden z lokatorami. Te 12 ha w krakowskich Bronowicach, w kwartale między ulicami Radzikowskiego, Katowicką, Balicką i Armii Krajowej, w pobliżu motelu Krak i hotelu Piast, to prawdziwy skarb dla deweloperów.

Manna z nieba

Ten dzień Krystyna Sosnowska zapamiętała bardzo dobrze. Był grudzień 2001 r. Do jej drzwi i do sąsiadki zapukał bardzo elegancki siwawy mężczyzna. Powiedział, że nazywa się Marek P.*) i jest pełnomocnikiem księdza prałata Bronisława Fidelusa z Parafii Bazyliki Najświętszej Marii Panny, czyli ze znajdującego się na krakowskim Rynku Głównym kościoła Mariackiego. Chciał rozmawiać z obydwiema lokatorkami, gdyż ma dla nich propozycję od księdza proboszcza.
– Wzbudził nasze zaufanie, grzeczny, taktowny, mówił bardzo ładnie – wspomina Krystyna Sosnowska. – Powiedział nam, że gospodarstwo ogrodnicze spółki Polan zostanie przejęte przez parafię mariacką, a nasz domek będzie wyburzony. Dlatego też ksiądz Fidelus chciałby dać każdej z nas po 100 tys. zł, abyśmy mogły sobie kupić nowe mieszkania. Nie ukrywałyśmy, że propozycja jest dla nas interesująca, gdyż warunki, w jakich mieszkamy, są fatalne. Wprawdzie z plotek słyszałyśmy, że parafia mariacka stara się o odzyskanie tych terenów, które rzeczywiście przed 1950 r. do niej należały, ale przecież żadna decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła. W szklarniach, które są może niezbyt nowoczesne, produkuje się nasiona. Piece w kotłowni też nie są najnowsze, ale dobrze pracują, spółka osiąga zyski, daje pracę wielu osobom. Skąd pan P. wie, że to wszystko zostanie zrównane z ziemią?
Obydwie panie powiedziały gościowi, że chyba przyjmą tę propozycję, ale proszą o danie im kilku dni na zastanowienie się. Chciały sprawdzić, kto to jest ten Marek P., czy rzeczywiście przyszedł w imieniu księdza i skąd ma informacje, że to wielkie państwowe gospodarstwo zostanie zlikwidowane. Dlatego też Sosnowska z córką sąsiadki Barbarą następnego dnia zatelefonowały do kancelarii parafii Bazyliki Najświętszej Marii Panny i umówiły się na rozmowę z ks. Bronisławem Fidelusem.
– Ksiądz przyjął nas bardzo miło w swojej kancelarii i potwierdził, że wysłał do nas pełnomocnika. Propozycja wypłacenia nam po 100 tys. jest aktualna, bo sprawa przejęcia gospodarstwa przez jego parafię jest finalizowana w Komisji Majątkowej – wspomina Krystyna Sosnowska. – Wraz z córką sąsiadki powiedziałyśmy księdzu, że chyba zgodzimy się na tę propozycję. Potrzebujemy kilku dni na zorientowanie się, jakie są aktualne ceny mieszkań. Chciałyśmy też wiedzieć, skąd ksiądz wie, że gospodarstwo ogrodnicze w Bronowicach zostanie przejęte przez parafię, na co ksiądz powiedział, że sprawa jest w toku, i pokazał jakieś pismo z nagłówkiem „Komisja Majątkowa”. Skorzystałam z okazji i odpisałam adres tej komisji w Warszawie oraz sygnaturę akt. Na koniec ksiądz prosił nas, abyśmy nie robiły żadnych remontów, bo nasz dom będzie zburzony.
Wszyscy lokatorzy domu, a jeszcze wtedy żyła Anna Sosnowska, matka pani Krystyny, byli skłonni przyjąć propozycję, choć dziwiło ich, skąd ksiądz wie, że państwowa firma wkrótce upadnie, że jej teren przejmie parafia. Jeżeli sprawa w Komisji Majątkowej „jest w toku”, to nie musi oznaczać, czym to postępowanie się skończy. A poza tym to są tylko ustalenia słowne, nie dostały nic na piśmie. Dlatego Maria Sobczak i Krystyna Sosnowska 9 lutego 2002 r. wysłały list polecony do Komisji Majątkowej z informacją, że na terenie należącym do Krakowskiej Hodowli i Nasiennictwa Ogrodniczego Polan, o który stara się Parafia Bazyliki Najświętszej Marii Panny w Krakowie, znajdują się dwa mieszkania zakładowe z lokatorami, rodzinami wieloletnich pracowników firmy. Załączyły kserokopię mapki geodezyjnej z zaznaczeniem, gdzie one mieszkają, i proszą Komisję Majątkową o „podjęcie takich decyzji, które nie będą dla nas krzywdzące”. Odpowiedzi nie dostały.

Handel ludźmi

– Z końcem 2003 r. nasze gospodarstwo ogrodnicze zaczęło przygotowania do likwidacji, wyłączono kotły ogrzewające szklarnię, pozbawiono nasz dom ciepła – opowiada Krystyna Sosnowska. – Pytamy, czy jest decyzja Komisji Majątkowej. Nie ma. Dlaczego więc w 2004 r. wygaszono produkcję? Nie wiadomo? Wszyscy wiedzieli, że parafia przejmuje gospodarstwo, choć nikt tego nie miał na piśmie. Napisałam do prezesa spółki Polan prośbę o danie mi umowy najmu lub sprzedaż mieszkania. Najpierw dostałam odpowiedź, że muszę przeprowadzić remont na swój koszt, „aby mieszkanie nie ulegało dalszej degradacji i odpowiadało warunkom przeciwpożarowym”. Prezes każe mi remontować, a ksiądz zabrania. Potem dostałam pismo, że Polan w stosunku do lokatorów mieszkań zakładowych nie może podejmować żadnych czynności prawnych do czasu rozstrzygnięć w Komisji Majątkowej. wszystko To było po to, aby mnie spławić i przeciągać sprawę w czasie, bo ciągle nie było decyzji Komisji Majątkowej. Dlatego w 2005 r. zdecydowałam się skierować sprawę do sądu przeciwko spółce Polan. Moja sąsiadka Maria Sobczak nie chciała tego zrobić, bo jej córka Barbara dalej jest pracownikiem Polanu, a poza tym nie chciała narażać się Kościołowi.
Na pierwszej rozprawie, w lutym 2006 r., Krystyna Sosnowska dowiedziała się, że źle skierowała swój pozew. Prawnik Polanu stwierdził, że spółka nie jest już właścicielem domu przy ul. Katowickiej, gdyż 29 listopada 2005 r. Komisja Majątkowa nakazała w ciągu 21 dni przekazać całe ich 12-hektarowe gospodarstwo, wraz z zabudowaniami, parafii Bazyliki Najświętszej Marii Panny. Dołączył też kserokopię tego orzeczenia.
– Nawet się z tego ucieszyłam, bo byłam przekonana, że parafia dostaje państwowe gospodarstwo ogrodnicze wraz z osobami tam mieszkającymi, bo przecież zawiadomiliśmy Komisję Majątkową, że my tam jesteśmy – mówi Sosnowska. – W sądzie pozwolono mi zrobić kopię orzeczenia. Usiadłam na korytarzu i czytam. Ani jednego słowa, że na tym terenie mieszkają ludzie. Przekazywana nieruchomość „ma być wolna od obciążeń”, to znaczy bez nas. A dalej: „dokonana w ten sposób regulacja nie narusza praw nabytych przez niepaństwowe osoby trzecie”. A kto my jesteśmy jak nie te osoby trzecie?
Z odpisem decyzji Komisji Majątkowej Sosnowska pobiegła do nowego właściciela swojego domu, czyli do Kancelarii Parafii Bazyliki Najświętszej Marii Panny, aby zapytać, co będzie z ich domem. Proboszcz, ksiądz prałat Bronisław Fidelus, dał jej numer telefonu i adres kancelarii swojego pełnomocnika Marka P. i to z nim powinna teraz uzgadniać wszystkie sprawy. Zanim udała się do kancelarii P. przy ul. Bronowickiej, Sosnowska odwiedziła kilka biur nieruchomości, w których dowiedziała się, że jeszcze w 2001 r. można było w Krakowie kupić małe mieszkanie za 100 tys. zł, ale teraz musi to kosztować co najmniej 150 tys. zł, bo ceny poszły w górę.
Umówiła się z P. w jego pięknej kancelarii przy Bronowickiej i usłyszała, że 150 tys. dla księdza prałata z pewnością nie będzie problemem, ale musi z nim porozmawiać. Po kilku dniach P. odpowiedział, że ks. Fidelus może jej wypłacić tylko 70 tys. zł. Czyli mniej, niż proponował w 2001 r.
– Napisałam do ks. Fidelusa i P., że nie dotrzymali słowa, umawialiśmy się na 100 tys. zł, a teraz nawet tego nie dostanę. Skierowałam pismo do sądu przeciwko parafii, ale zanim sąd odpowiedział, okazało się, że w maju 2006 r. ks. Fidelus sprzedał cały teren, wraz z naszym domem, spółce Bradus w Tychach, będącej własnością śląskiego milionera Jacka Domogały. Kościół nas sprzedał i nawet o tym nie poinformował. Gdyby nie rozprawa w sądzie, nie wiedzielibyśmy, do kogo należymy.
Gdy sprawą sprzedaży przez parafię gruntów wraz z mieszkańcami zainteresowała się krakowska prasa, ks. Fidelus odpowiedział: „Sam pertraktowałem z tymi ludźmi. Chciałem im dać 100 tys. zł za mieszkanie, ale chcieli więcej. Teraz sprzedaliśmy ten teren, więc niech nowy właściciel się tym zajmuje. My i tak wykazaliśmy dużo dobrej woli, chcieliśmy pomóc lokatorom, choć nic im się nie należało”.
Z prasy Sosnowska dowiaduje się, że władze Krakowa kwestionują przyznanie przez Komisję Majątkowa parafii Bazyliki Najświętszej Marii Panny 12 ha, na których znajdowała się Krakowska Hodowla i Nasiennictwo Ogrodnicze Polan, co załatwiał Marek P., były funkcjonariusz SB, aktualnie przebywający w areszcie w Gliwicach, ale jest już za późno, bo parafia natychmiast te atrakcyjne dla deweloperów grunty sprzedała. Tuż po wojnie parafia mariacka rzeczywiście miała 100-hektarowe gospodarstwo w Bronowicach i w 1950 r. ówczesne władze zgodnie z prawem odebrały tylko połowę, pozostawiając parafii 50 ha. Teraz wyszło, że kilka miesięcy wcześniej krakowska kuria wydała dekret o podzieleniu tego gospodarstwa pomiędzy dwie parafie, połowę przyznano parafii św. Antoniego. Skąd jednak ówczesne władze miały o tym wiedzieć, skoro podział nie został przeprowadzony przez żadną kancelarię notarialną, nie był też odnotowany w księgach wieczystych. Tymczasem dla Komisji Majątkowej kościelne dekrety są najważniejsze.

Liczą się tylko pieniądze!

Sosnowska pisze do firmy Bradus w Tychach, informując, że na terenie, który kupili od parafii mariackiej, mieszkają ludzie. Ich dom nie ma ogrzewania, nie jest remontowany. Co z nimi będzie, chcą mieć umowy najmu. Brak odpowiedzi. W sądzie jako pozwanego wpisuje spółkę Bradus.
Po kilku miesiącach mieszkańców domu odwiedza Dariusz Moskala. Mówi, że jest przedsiębiorcą i na tym terenie będzie budował mieszkania, ale wcześniej musi wszystko wyburzyć. A dla nich ma propozycje.
– Zaproponował mi norę, nie mieszkanie – oburza się Sosnowska. – To było pomieszczenie dobre na magazyn, nie dla ludzi. Bez ogrzewania, okna zakratowane i na takiej wysokości, że nic nie widać. Potem zgodził się, abym została jakiś czas w dotychczasowym domu, ale muszę mu płacić 400 zł czynszu. Tyle pieniędzy za kuchnię, w której mieszkam? To połowa mojej emerytury. Nic nie będzie inwestował ani naprawiał, bo i tak ten dom zburzy. Nie zgodziłam się na te warunki i w tej chwili z sąsiadką nadal tu mieszkamy.
Teraz z prasy Sosnowska dowiedziała się, że Dariusz Moskala to jeden z najbliższych współpracowników Marka P., przez ostatnie 10 lat razem robili interesy. Zaczynał jako radny w Bielsku-Białej, potem był członkiem zarządu miasta i kandydatem na prezydenta miasta z ramienia Samoobrony. Niedawno pokłócił się z P., zarzucając mu oszukanie go na kilka milionów. Teraz zasiada w radzie nadzorczej warszawskiej spółki Platinum Hospitals, której prezesem jest Wiesław Kaczmarek, były minister skarbu. W spółce tej reprezentuje siostry elżbietanki, dla których majątek odzyskał P. W budynku dzierżawionym przez spółkę P. Platinum Hospitals urządza szpital na 150 łóżek.

Kolejny właściciel

Jeszcze sąd nie ogłosił terminu rozprawy przeciwko spółce Bradus, a mieszkańcy domku przy Katowickiej dowiedzieli się, że właścicielem jest spółka ADO-2. Odbyło się to poprzez przekazanie majątku z jednej spółki do drugiej. Spółka Bradus, która kupiła grunty od parafii mariackiej, w dniu 4 maja tego roku została wykreślona z rejestru, a jej majątek trafił do spółki ADO-2, mieszczącej się pod tym samym adresem, przy ul. Mikołowskiej 93 w Tychach, i należącej do tej samej osoby, czyli Jacka Domogały.
Krystyna Sosnowska jest na emeryturze i ma trochę czasu na czytanie gazet. Już wie, że właściciel jej domu, Jacek Domogała, wraz ze swym synem Tomaszem oraz członkami całej ich rodziny, kupili ponad 600 ha ziemi przekazanej wcześniej Kościołowi przez Komisję Majątkową, załatwioną przez P. Dowiedziała się też, że Domogała jest wielkim darczyńcą archidiecezji katowickiej i np. w 2007 r. ofiarował 7 mln zł. W ubiegłym roku przekazał budynki w Śremie na potrzeby szkoły katolickiej. Miejscowy „Kurier Śremski” napisał 18 listopada 2009 r., że „bezpłatnie przekazał je dotychczasowy właściciel, znany ze swej religijności, śląski biznesmen. Jacek Domogała”.
W prasie krakowskiej Sosnowska przeczytała, że w samym tylko Krakowie dzięki orzeczeniom Komisji Majątkowej Kościół otrzymał 358 ha, nie licząc gruntów i budynków, które przejął w wyniku postępowań sądowych. Pani Krystyna jest córką ogrodnika i ma wyobrażenie, ile to jest ziemi. Powierzchnia Państwa Watykańskiego to zaledwie 44 ha.

Żal do pasterzy, nie do Boga

Sosnowska od wielu lat marzyła, aby podstawą życia parafialnego były autentyczne wspólnoty duchowe. Najpierw próbowała taką wspólnotę stworzyć w swojej parafii św. Antoniego w Bronowicach Małych. Proboszcz dał ogłoszenie, apelował z ambony, ale nikt się nie zgłosił.
Zaprzyjaźniła się ze zmarłym w 1988 r. krakowskim biskupem Janem Pietraszką, już sługą bożym, a może wkrótce świętym, wspaniałym kaznodzieją, twórcą nowoczesnego duszpasterstwa akademickiego, który też przywiązywał ogromną wagę do życia wspólnotowego. W 1994 r., na prośbę Jana Pawła II, kard. Franciszek Macharski wszczął proces beatyfikacyjny tego biskupa będącego dla wszystkich wzorem cnót człowieczych i kapłańskich.
– W czasie jednego z naszych spotkań bp Pietraszko zaproponował mi, abym spisała wszystkie moje przemyślenia na temat organizacji życia duchowego parafii – mówi pani Krystyna. – Przekazałam mu spore objętościowo opracowanie. Powiedział, że właśnie wybiera się do Rzymu i wszystko w drodze dokładnie przeczyta. Niestety, nie zdążył mi odpowiedzieć, co o tym sądzi, bo wkrótce zmarł. Gdy z początkiem lat 90. powstało Radio Maryja, uznałam, że jest to znakomita rzecz, czegoś takiego mi brakowało. Założyłam Koło Przyjaciół Radia Maryja przy Parafii Matki Boskiej z Lourdes i zaczęliśmy działać. Z czasem mój entuzjazm stygnął, powstała w naszej parafii Akcja Katolicka, zaczęła się rywalizacja, polityka, a ja tego nie lubię. Czasem włączam Radio Maryja, ale długo słuchać nie mogę, bo zamiast mówić o sytuacji rencistów i emerytów, o ludziach wyrzucanych na bruk przez ludzi przejmujących podstępnie kamienice, o braku pracy dla młodych, cały czas słyszę o tym in vitro i zarodkach.
Do kościoła Krystyna Sosnowska przestała chodzić, księdza po kolędzie już nie przyjmuje. W swojej małej kuchni ma Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu oraz opasły tom konkordancji. Na Boga się nie gniewa, tylko na jego ziemskich przedstawicieli. Najbardziej cieszy się, że Komisja Majątkowa zostanie rozwiązana do końca roku, choć teraz to już absolutnie nie będzie wiedziała, kogo w sądzie uznać za winowajcę jej mieszkaniowych nieszczęść.
– Bp Pietraszko zawsze powtarzał, że ksiądz to musi być jak pasterz, opiekować się swoimi owieczkami. Byłam idealistką. Nie wiedziałam, że pasterze mogę mnie sprzedać.

*) Marek P., który prowadził sprawę pani Sokołowskiej, został we wrześniu aresztowany na trzy miesiące przez sąd w Gliwicach. Prokuratura postawiła mu jako pełnomocnikowi instytucji kościelnych w Komisji Majątkowej cztery zarzuty: jeden dotyczy korumpowania osoby pełniącej funkcję publiczną w komisji, trzy pozostałe – oszustwa na szkodę dwóch osób fizycznych i jednej instytucji na łączną sumę ok. 10 mln zł.

_______________________________

Koniec sądów kapturowych Jest wreszcie nadzieja, że Komisja Majątkowa, organ niemieszczący się w kategoriach państwa prawa, wydający kapturowe wyroki, bez możliwości odwołania się, bez wzywania stron, bez powiadamiania o swoich posiedzeniach władz samorządowych, rozdający na prawo i lewo państwową ziemię, zakończy działalność do końca tego roku. W Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji został przygotowany projekt nowelizacji ustawy o stosunkach państwo-Kościół, który uchyla od 1 stycznia 2011 r. dotychczasowe zapisy dotyczące działania Komisji Majątkowej i wszystkie dalsze sprawy związane z roszczeniami o przejmowanie przez Kościół majątku państwa lub samorządów powierza sądom.
Komisja Majątkowa, działająca przy MSWiA na mocy ustawy z 1989 r., w ciągu ponad 20 lat swej działalności przyznała Kościołowi ponad 60 tys. ha gruntów i 490 budynków. Często parafie otrzymywały więcej ziemi, niż jej kiedykolwiek miały. Wyceny ziemi, za którą Kościół otrzymywał rekompensatę, dokonywane były przez własnych ekspertów komisji i przez nikogo nieweryfikowane.

Wydanie: 44/2010

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy