Stan wiecznego niedokończenia

Znów mamy szansę zadziwić całą Europę, a może i kawałek świata. Polska ma szanse być pierwszym krajem, któremu UEFA odbierze prawo do organizacji mistrzostw kontynentu w piłce kopanej Euro 2012. Z prozaicznego powodu braku infrastruktury.
W zeszłym tygodniu obserwatorzy UEFA pilnie wyszukiwali dowody na postęp w przygotowaniach. Na stadiony ich nie zawieziono, bo tych jeszcze nie ma. Nie ma nawet ostatecznych decyzji, gdzie ów najważniejszy, dumnie „Narodowym” zwany, wreszcie powstanie. Do tej pory władze Warszawy, czyli platformiarze, kłóciły się o to z władzami Polski, czyli PiS-owcami. W tle sporu emocjonalno-prestiżowego stały też interesy właściciela Legii Warszawa, czyli właściciela Telewizji TVN. Teraz sytuacja może radykalnie się zmienić – Polską też zawładnęli platformiarze, a ministrem sportu zostanie Mirosław Drzewiecki. Poseł z miasta Łodzi. To może doprowadzić do radykalnego rozwiązania. Wyprowadzenia stadionu „Narodowego” z Warszawy.
Skoro „Narodowego” jeszcze nie ma, a istniejące mają być przebudowywane, obserwatorom pozostało wędrować po polskich drogach. Których też nie ma. Albo już są, ale w stanie nowego terminalu lotniczego na Okęciu. W stanie wiecznego niedokończenia.
Jeśli wierzyć obserwatorom obserwatorów z UEFA, to największe ich zainteresowanie wzbudzały właśnie drogi. I tu jest pies pogrzebany. Według Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, w Polsce nie ma wystarczającego potencjału na wykonanie programu budowy dróg na czas i potrzeby Euro 2012. Szef GDDKiA, Zbigniew Kotlarek, ocenił, że siłami krajowymi zdążymy wykonać jakieś 60% wytyczonego planu. Cała nadzieja w Chinach.
Po ubiegłotygodniowym spadku dolara, wywołanym wyprzedażą chińskich rezerw walutowych, wiara w potęgę Chin podskoczyła. Nadal wielu Polakom trudno jednak uwierzyć, że Chińczycy są w stanie wybudować szybko nowoczesne, wykończone do ostatniego szczegółu autostrady. I nie tylko. Także linie kolejowe, dworce, lotniska. Chińskie firmy mają wykwalifikowanych projektantów, inżynierów, wydajnych pracowników. Dostęp do tanich maszyn i materiałów budowlanych. Są w stanie sprowadzić deficytowych w naszym kraju robotników i także deficytowe materiały. Decyzja należy do rządu.
Decyzja prosta, lecz przełomowa. Rząd powinien wprowadzić jednoroczne wizy z pozwoleniem na pracę dla pracowników firm budujących infrastrukturę na EURO. To odważna decyzja, bo służby kontrolujące granice będą alarmować, że wpuszczenie setki tysięcy Chińczyków to groźba ich emigracji. Są jednak sprawdzone sposoby, aby chęci emigracyjne gości poskromić. Warto też przed podpisaniem kontraktów pomyśleć o firmach z Wietnamu, Malezji, obu Korei. Albo przynajmniej o tamtejszej sile roboczej. Oddanie monopolu tylko chińskim firmom podwyższy koszty ich oferty.
Decyzja o jednorocznych wizach z prawem pracy to część polityki migracyjnej państwa. Takiej nie ma. Interpelowałem w tej sprawie do premierów: Buzka, Millera, Belki, Kaczyńskiego. Zawsze odpowiadano mi, że to ważny, pilny do rozwiązania problem.

Wydanie: 46/2007

Kategorie: Blog

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy