Pedał to brzmi dumnie

Z gadziej perspektywy

Dziwnie jest w tym naszym państwie prawa, państwie miłości bliźniego. Państwie poprawności, Dekalogu. Posłanka Błochowiak pozwoliła sobie w salonowo-śledczej konwersacji z red. Michnikiem użyć żartu studenckiego o kolorowych skarpetkach demonstracyjnie noszonych przez pedałów, czyli homoseksualistów. I gromy z Nieba jasnego spadły na niepoprawną politycznie posłankę. Bo używając słowa „pedał”, poniża mniejszość seksualną.
Żart posłanki można różnie oceniać. Ale w tym samym tygodniu pan poseł Marian Piłka w telewizji publicznej znów nazwał homoseksualistów dewiantami. Ludźmi, których należy kierować na przymusowe leczenie. I nic. Żadnej reakcji mediów. Widać, poseł Prawa i Sprawiedliwości może poważnie poniżać homoseksualistów, to w Polsce nie jest dziwne, a posłanka SLD żartować sobie już nie może. Bo poniżanie homoseksualistów mieści się w kanonie Wartości Katolickich prezentowanych przez posłów PiS, a posłanki SLD powinny zachowywać poprawność polityczną i używać jedynie wykwintnego określenia „gej”.
Lewica znalazła się pod ostrzałem mediów, od chwili kiedy „Rzeczpospolita” ujawniła, że wśród parlamentarzystów SLD przygotowywane są projekty ustaw wolnościowych, antydyskryminacyjnych. Legalizujących związki partnerskie homoseksualistów, liberalizujących aborcję. Przez dwa lata prace nad nimi trwały i medialny pies z kulawą nogą nie chciał bliżej nimi się zainteresować. Sami musieliśmy o tym pisać. I nagle buch! Bo, wedle kolegów dziennikarzy, legalizując związki pedalskie i liberalizując aborcję chcemy odwrócić uwagę społeczeństwa od planu Hausnera. Tacy chytrzy jesteśmy.
Postulaty legalizacji aborcji i wyżej wymienionych problemów to zapisy programu wyborczego SLD. To zasady obecne w kwestionariuszu, jaki każdy członek SLD musi teraz podpisać, potwierdzając tym swoją wolę przynależności do partii socjaldemokratycznej. To naprawdę nic nowego w SLD.
Nowe są obskurantyzm i wyjątkowa niechęć prezentowana przez większość mediów wobec projektów senatorskich i poselskich. W zeszły poniedziałek oglądałem w „Wiadomościach” TVP SA materiał poświęcony temu problemowi. Był niczym z „Nowego Dziennika”. Młody głos redaktorki wzmocniony mrożącymi krew w żyłach obrazkami z gabinetu ginekologicznego, ohydą narzędzi ginekologicznych, przestrzegał przed zbrodniczą aborcją i knowaniami SLD. Nie pokazano skutków obecnej ustawy: martwych dzieci co tydzień znajdowanych na śmietnikach, doskonale funkcjonującej mafii ginekologicznej oferującej usługi za paskarskie ceny. Chór medialnych komentatorów oburzał się, że chcemy zrównać w prawach homoseksualistów z heteroseksualistami. Ci najbardziej „liberalni” zwykle mówią tak: nie przeszkadzają nam homoseksualiści, nie chcemy ich dyskryminować. Niech sobie żyją, ale pod warunkiem że nie demonstrują swojej odrębności. Niech siedzą cicho, nie żądają praw, cieszą się, że nie ma na nich paragrafów. Pani posłanka Ewa Kopacz z PO zadeklarowała, że żyje według wskazań Dekalogu i dlatego nie dopuści liberalizacji ani legalizacji. A przecież w USA Kościół anglikański też żyje według Dekalogu i wyświęca gejów na księży i biskupów. W Niemczech, Francji, Włoszech też żyją według Dekalogu, a aborcja jest tam dozwolona.
SLD stale był krytykowany przez media, że nie realizuje swego programu wyborczego. Naobiecywał i nie dotrzymał. Kiedy SLD zamierza coś ze swego programu wyborczego zrealizować, też jest źle, bo papieżowi będzie przykro, bo wywoła to wojnę z Kościołem katolickim.
O co chodzi, przecież jest dobrze, słyszę obłudnym szeptem już poza antenowym planem. Jeśli dziewczyna ma problem, może kupić gazetę, znaleźć gabinet. Geje też niech nie przesadzają. Mogą sobie zawierać umowy cywilne i wiele spraw majątkowych, spadkowych uregulować.
Niestety, nie każdy ma pieniądze na „wywołanie miesiączki” czy na notariusza. Każdy za to jest obywatelem naszego kraju. Nie może czuć się dyskryminowany. No, chyba że w opowiadanych przez posłanki kawałach.

 

Wydanie: 44/2003

Kategorie: Blog

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy