Ludzie skargi piszą

Z gadziej perspektywy

W kraju odwilż, powódź, kra na rzekach zalega, a Strasburg już dawno został zalany. Tonie w skargach przesyłanych z Polski do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i Obywatela.
W ciągu ostatnich lat Polska stała się niepisaną gwiazdą Trybunału. Fala skarg, jakie napływają z naszego średniej wielkości europejskiego kraju, stawiają Polskę w ilościowym rankingu na premiowanym, nierzadko na trzecim, medalowym miejscu. Od 1993 r., kiedy już można się było skarżyć, startowaliśmy z niskiego poziomu skargowego, poszliśmy w 2001 r. do zalewu skargowego i coraz bardziej ciążących na Rzeczypospolitej wyroków. Ludzie skargi aż do Strasburga piszą, bo są wściekli na instytucje państwowe, na władzę wszelką. Sadowniczą, bo wyroki są – ich zdaniem – niesprawiedliwe, na administrację państwową, bo – ich zdaniem – biurokratyczna. No i coraz częściej na administrację samorządową, ta miała być, wedle założeń reformy, bliska i przyjazna obywatelowi.
Oczywiście, można rzec, że erupcja skarg z Polski wynika przede wszystkim z narodowego pieniactwa. Można olać potok skarg, stwierdzając, iż piszą do strasburskiego Trybunału broniącego praw człowieka także ludzie zakręceni, cotygodniowi klienci biur poselskich, traktujący Trybunał jak kanapę u psychoanalityka, wyrzucający z siebie gorzkie żale. Niepragnący nawet korzystnego wyroku, tylko wysłuchania przez prestiżowy, poważny organ. Prawie 80% z napływających skarg zostaje odrzucone ze względów proceduralnych np. w ciągu sześciu miesięcy od zakończenia sporu obywatela z administracją państwową, sądowniczą. Ale nawet te 20% przyjętych powoduje, że sekcja polska opiniująca skargi przy Trybunale tonie w napływającej fali papierów i będzie zapewne musiała zwiększyć swą liczebność.
Sam Trybunał też niebawem zyska dodatkowy gmach. Prawa człowieka obrastają biurokratyzacją. No, ale w ub.r. do Strasburga wpłynęło ok. 30 tys. ze wszystkich 40 tys. już państw członkowskich Rady Europy. W rankingu skarżących się Polska znalazła się na drugim miejscu. Naszych skarg zarejestrowano 1763 i tym samym wyprzedziliśmy Rosję. Za nami uplasowały się Francja i Włochy. Rosja jest wraz z Francją, Niemcami, Włochami i Zjednoczonym Królestwem Brytyjskim, grubym sponsorem Rady Europy. Ta piątka płaci w tym roku do budżetu Rady po 21 mln euro. Cały budżet to 180 mln euro. Płaci dużo, ale skarg do Trybunału Praw Człowieka jest proporcjonalnie mało.
Kto z Polski pisze? Wbrew pozorom nie pieniacze, nie notoryczni klienci urzędów bijących administrację swą upierdliwością. Piszą, jak powiedziała nam p. Magdalena Krzyżanowska-Wierzejewska, opiniująca skargi w Trybunale, ludzie zdesperowani, zniesmaczeni działalnością administracji oraz sądownictwa. Przez nieudolny system wymiaru sprawiedliwości Polska przegrywa w Trybunale. Mamy już 48 spraw, z tego 20 to przegrane w ostatnich latach. Przegrana może wiązać się z odszkodowaniami sięgającymi nawet 50 tys. zł. Tak to w tej demokracji bywa. Płaci państwo składkę na instytucję, która dowala państwu dodatkowe koszty.
Państwo polskie przegrywa w Trybunale, bo ma zły system wymiaru sprawiedliwości, zły, bo niedoinwestowany. Jeszcze rok, dwa, cztery i okazać się może, że lepiej dodać na sądownictwo, niż spłacać przegrane sprawy.
Większość skarg – nawet tych bezzasadnych – dowodzi braku zaufania obywateli III RP. Państwo utrzymywane z ich podatków nadal jest paniskiem, a nie instytucją służebną. Tu, w Strasburgu, widać, że ludzie skargi piszą, nawet widać, że sędzia urzędnik wydając wyrok czy decyzję, miał rację. Ale był nieludzki. Traktować obywatela, płatnika podatków, czyli sponsora państwa jak ostatniego śmiecia. Po lekturze fali wniosków i skarg obywatelskich pojawia się inny wniosek. Może warto finansować nie tylko administracyjną sprawiedliwość, może warto zafundować urzędnikom wymiaru sprawiedliwości – sędziom, prokuratorom i innym – kursy wdzięku osobistego? Uczyć ich, jak elegancko zasądzać i odmawiać? Skarg wtedy byłoby mniej.

Wydanie: 4/2002

Kategorie: Blog

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy