Strach nad Waszyngtonem

Strach nad Waszyngtonem

Amerykanie i Brytyjczycy drżą przed niszczycielskim atakiem Al Kaidy

Czołgi strzegące londyńskiego lotniska Heathrow. Rakiety przeciwlotnicze i radary wokół Waszyngtonu. Samoloty bojowe nad stolicą najpotężniejszego mocarstwa świata. Amerykanie kupujący w pośpiechu zapasy wody, konserw i innych środków potrzebnych do przetrwania ataku bronią masowej zagłady.
Nad Londynem, Waszyngtonem i Nowym Jorkiem

krąży widmo Osamy bin Ladena.

Stany Zjednoczone i Wielka Brytania oczekują druzgoczącego uderzenia za strony islamskich terrorystów, być może, z użyciem „brudnej” bomby radioaktywnej, broni chemicznej, biologicznej czy też trucizny. „Nigdy jeszcze ostrzeżenia nie były tak konkretne”, stwierdził przed komisją Senatu dyrektor CIA, George Tenet. Według szefa FBI, Roberta Muellera, w Stanach Zjednoczonych działają setki bojowników Al Kaidy. Tajne służby przechwyciły wysoce niepokojące rozmowy islamskich terrorystów. Atak może nastąpić w każdej chwili, najpewniej po zakończeniu islamskiej pielgrzymki do Mekki. Od 7 lutego obowiązuje w USA alarm pomarańczowy. Groźniejszy w pięciostopniowej skali jest tylko alarm czerwony. Powołany niedawno superdepartament bezpieczeństwa wewnętrznego na swych stronach internetowych wezwał obywateli, aby na własną rękę robili przygotowania niezbędne do przeżycia ataku. Należy kupić znaczne ilości taśm klejących i solidnych plastikowych pokryw. Za ich pomocą można odizolować od wewnątrz bezpieczny pokój w domu, najlepiej pomieszczenie bez okien, w piwnicy. W tym rodzinnym bunkrze trzeba przezornie zgromadzić zapasy żywności i wody na trzy dni (4,5 litra wody na osobę dziennie), nożyce, ubrania, radio, latarki, zapasowe baterie, sól, pieprz, antybiotyki, a także kopie paszportów i innych ważnych dokumentów (nie zapominając o testamencie). Wielu obywateli rzeczywiście posłuchało. „Nigdy jeszcze nie byłem tak przestraszony”, przyznał 62-letni Ellias Gallardo, ładując do koszyka w waszyngtońskim supermarkecie puszki z tuńczykiem i butelki wody mineralnej. Brytyjski dziennik „The Times” porównuje te rządowe rady do zaleceń z czasów zimnej wojny, kiedy władze usiłowały przekonać Amerykanów, że po wybuchu radzieckiej bomby atomowej powinni szukać schronienia pod ławką w parku i zasłaniać głowę gazetą. Eksperci na łamach dziennika „Washington Post” wywodzą, że takie bezpieczne pomieszczenia, wykonane metodą zrób to sam, mogą być skuteczne najwyżej przez kilka godzin, gdyż później zabraknie w nich tlenu. Lepiej szukać ratunku w przestronnych piwnicach dużych gmachów lub w tunelach metra. Dziennik „New York Times” zasugerował, że rząd powinien nie tylko troszczyć się o bezpieczne piwnice obywateli, ale także o lepszy sprzęt dla straży pożarnej. Szef policji Dystryktu Kolumbii, Charles H. Ramsey, na spotkaniu z 300 biznesmenami poradził im, aby jeszcze nie myśleli o ewakuacji firm.

Powinni jednak być gotowi do uszczelnienia budynków

i przetrwania w nich przez pewien czas, muszą również nauczyć się wyłączać urządzenia klimatyzacyjne.
Podobno terroryści islamscy mówili w nagranych przez CIA rozmowach o przemyceniu na terytorium USA jakichś pakunków. Podobno przeprowadzenie nowych ataków zlecił złowrogi Chalid Szejk Mohammed, główny organizator koszmaru z 11 września. Rząd George’a Busha rozmieścił więc wokół Waszyngtonu systemy rakiet przeciwlotniczych Avenger, radary Sentinel oraz przenośne wyrzutnie pocisków przeciwlotniczych, słynnych stingerów. Nad stolicą USA krążą myśliwce i helikoptery Black Hawk.
Równie drastyczne środki bezpieczeństwa przedsięwzięto w Wielkiej Brytanii. Jak stwierdził przewodniczący rządzącej Partii Pracy, John Reid, obecnie istnieje ogromne ryzyko zamachów na skalę 11 września. „To nie zabawa. Chodzi o zagrożenie podobne do tego, które w Nowym Jorku doprowadziło do śmierci tysięcy ludzi”, oświadczył polityk. Premier Tony Blair zarządził rozmieszczenie wokół londyńskiego lotniska Heathrow lekkich czołgów Scimitar, 450 żołnierzy i 1000 policjantów. „To krok absolutnie bez precedensu”, stwierdził komentator rozgłośni BBC. Rozważano nawet możliwość zamknięcia Heathrow, jednego z największych portów lotniczych Europy. Rząd doszedł jednak do wniosku, że oznaczałoby to ogromne straty ekonomiczne dla kraju, czyli zwycięstwo terrorystów. Zamknięto natomiast kilka sektorów lotniska Gatwick po tym, jak w bagażu pasażera z Wenezueli znaleziono granat ręczny. Według dziennika „The Guardian”, islamscy fanatycy przemycili na teren Zjednoczonego Królestwa przenośne rakiety ziemia-powietrze SAM 7 i podejmą próbę zestrzeliwania samolotów, tak jak w listopadzie ubiegłego roku w Kenii. Rakiety rosyjskiej produkcji typu Strieła minęły wtedy zaledwie o kilka metrów startujący izraelski samolot.
Strach w Waszyngtonie i Londynie zwiększyło opublikowanie dwóch domniemanych przesłań Osamy bin Ladena, nagranych na taśmy magnetofonowe. W pierwszym, wyemitowanym przez arabską telewizją Al Dżazira, przywódca Al Kaidy wezwał muzułmanów do udziału w walce z „krzyżowcami”, kiedy ci zaatakują Irak. „Krzyżowcy” realizują bowiem interesy syjonistów, dążących do utworzenia Wielkiego Izraela. W zbożnym dziele zwalczania „krzyżowców” muzułmanie powinni współpracować z socjalistami (rządzącą w Iraku partią Baas), aczkolwiek ci ostatni pozostają niewiernymi. Przeciw Amerykanom i ich sprzymierzeńcom najskuteczniejsze są ataki męczenników (czyli samobójcze), wywodził autor przesłania. W drugim orędziu, które otrzymała arabska agencja prasowa Al Ansaar, bin Laden zapowiedział, że także on pragnie jeszcze w tym roku umrzeć męczeńsko w ataku na wroga. „Modlę się, aby nie pochowano mnie w trumnie. Pragnę umrzeć w brzuchu orła”, oświadczył jakoby Osama. Czyżby marzył o śmierci w uprowadzonym samolocie uderzającym w cel na terytorium Stanów Zjednoczonych?
Sekretarz obrony USA, Colin Powell, natychmiast wykorzystał domniemane nagrania bin Ladena jako dowód w sporze ze sprzeciwiającymi się wojnie z Irakiem europejskimi sprzymierzeńcami.

Przywódca Al Kaidy uważa się za partnera Iraku.

Oto dowód, że Saddam Husajn jest powiązany z Al Kaidą, argumentował Powell. „Osama pospieszył na ratunek prezydentowi Bushowi”, stwierdził ironicznie „New York Times”.
Wielu ekspertów nie kryje jednak sceptycyzmu. Nagrania mogły zostać spreparowane i nie stanowią dowodu, że przywódca Al Kaidy żyje. Jeśli bin Laden rzeczywiście ocalał w grudniu 2001 r. i zdołał się ukryć, dlaczego nie pokazał przed kamerą swej twarzy? Głos na taśmie Al Dżaziry jest zresztą dziwnie wyraźny, jak na Osamę.
Wywiady USA i Wielkiej Brytanii z pewnością mają powody, aby ogłaszać antyterrorystyczne alarmy. Czy jednak atak bojowników świętej wojny rzeczywiście nastąpi w Londynie lub w Waszyngtonie? Wypada przypomnieć, że Al Kaida nie jest scentralizowaną organizacją, lecz raczej ideą wprawiającą w ruch autonomiczne organizacje terrorystów islamskich. Od 11 września nie zdołały one przeprowadzić ani jednego poważnego zamachu na terytorium krajów Zachodu. Z pewnością niektórzy aresztowani islamiści złożyli fałszywe zeznania, aby zatrwożyć niewiernych. Obecnie bardziej prawdopodobny jest atak na placówki i bazy Stanów Zjednoczonych na Półwyspie Arabskim, w Afryce czy w krajach Azji. Kiedy jednak rozpocznie się amerykański atak na Irak, poszczególne grupy muzułmańskich fanatyków, działające zazwyczaj niezależnie od siebie w różnych częściach świata, mogą rzeczywiście przystąpić do realizacji swych złowrogich planów. Stany Zjednoczone czeka wojna na wiele frontów – w Iraku, ale także na własnej ziemi.

Wydanie: 8/2003

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy