Na stulecie urodzin Stanisława Lema

Na stulecie urodzin Stanisława Lema

(12 września 1921 – 27 marca 2006)

Jeden z najwybitniejszych umysłów XX w., wizjoner, pisarz science fiction i filozof, autor książek przetłumaczonych na ponad 40 języków, jest szczególnie bliski czytelnikom „Przeglądu”. Mieli z nim bardzo bliski i częsty kontakt. Od lutego 2002 r. do lutego 2006 r. napisał dla naszego tygodnika 126 komentarzy. Ostatni – miesiąc przed śmiercią. Gdy w grudniu 2001 r. wręczaliśmy Lemowi w jego krakowskim domu naszą nagrodę BUSOLĘ, powiedziałem, że jest ona wyrazem wdzięczności autorów i czytelników tygodnika za skłanianie nas „do refleksji nad światem, nad kondycją współczesnego człowieka, nad jego miejscem w kosmosie. A Stanisław Lem jest niczym busola w życiu intelektualnym naszej epoki”.

Widzimy, jak spełniają się jego najodważniejsze wizje. Widział w człowieku odkrywcę, ale również niszczyciela własnego dorobku.

Co dwa tygodnie na trzeciej kolumnie pojawiały się jego błyskotliwe teksty. Był ateistą i racjonalistą, krytycznym i odważnym. Pisał prosto z mostu. Patrzył na świat i Polskę bez złudzeń. Wiele ówczesnych tekstów jest i dziś bardzo aktualnych. Choćby taka uwaga: „My nie mamy porządnych partii, nie ma na kogo głosować…”.

Lem jak mało kto zasługuje na pomniki. A przede wszystkim na to, żeby jego oceny trafiły do kolejnych pokoleń Polaków. Szykujemy więc e-book z tekstami, które napisał dla „Przeglądu”.

Przypomnę przy tej okazji słowa, z których jesteśmy dumni: „Zgodziłem się przyjąć waszą nagrodę, ponieważ regularnie czytam wasz tygodnik i go cenię. »Przegląd« jest pismem odważnym, wiarygodnym, pisze w nim wielu znakomitych autorów”.

Pisał dla nas, a ja miałem zaszczyt drukować swoje komentarze na zmianę z Wielkim Lemem. Składamy mu na stulecie urodzin hołd naszej pamięci. I przypominamy jakże wciąż aktualny komentarz.


Kłamstwo jest prawdą

Rzeczywistość zamienia się w krainę fikcji. Redaktor berlińskiej gazety, który popełnił książkę o tym, że atak na wieżowce Manhattanu był tylko wymysłem CIA, sprzedał już 100 tys. egzemplarzy tego dzieła. Były minister poprzedniego rządu niemieckiego, pan Andreas von Bülow, wydał podobną pozycję, pod tytułem „CIA i 11 września”. W tym opasłym tomie radykalnie rozprawił się z wersją, jakoby to islamiści bin Ladena storpedowali wspomniane budynki za pomocą porwanych samolotów pasażerskich, ponadto zaś trzecim takim obiektem latającym uderzyli w Pentagon. Według wersji byłego pana ministra rozmowy telefoniczne, jakie prowadzili z rodzinami pasażerowie trzeciego samolotu, na tle arabskich głosów, zostały sfingowane, zaś sam Pentagon doznał szkód jedynie dzięki filmowej animacji. Aczkolwiek rzetelne media po prostu wyśmiewają brednie tego rodzaju, wedle badań opinii publicznej jedna piąta (!) Niemców jest przekonana, że 11 września żadnego ataku nie było, a jeśli nawet coś tam było, to zamachowcami były amerykańskie służby specjalne.

Na ogół nie uświadamiamy sobie, że 90% wiedzy, jaką otrzymujemy, nie pochodzi z bezpośredniej obserwacji otoczenia i zdarzeń. Większość tego, co wiemy o zajściach na świecie, siłą rzeczy zawdzięczamy informacjom z drugiej ręki, podawanym przez telewizję, prasę czy internet. Zresztą wspomniany autor książki „CIA i 11 września” oświadczył, że dane, na jakich opiera teorię, jakoby za wszystkimi zamachami nie stali terroryści Al-Kaidy, lecz mordował Amerykanów ich własnymi samolotami amerykański wywiad, pochodzą właśnie z internetu.

Autorzy podobnych banialuk, zarabiający pieniądze za pomocą robienia ludziom mętnej wody z mózgu, stosują systematycznie zabezpieczenia w tekstach ogłaszanych, dzięki którym nie mogą być oskarżeni o szerzenie kłamstw wyssanych z palca. Nie piszą oni mianowicie, że było tak, a nie inaczej, lecz tylko poprzedzają opisy skrytobójczych działań CIA słowami „jakoby”, „rzekomo”, a wszystkie czasowniki wyposażone są w formę warunkową. Skoro zatem nie piszą o tym, co się stało i jak naprawdę było, ale o tym, co nie wiadomo kto, nie wiadomo gdzie i nie wiadomo w jaki sposób naplótł, stają się nietykalni pod względem prawnym. Zarazem szerzeniu kłamstw mogą bezkarnie zawdzięczać spore dochody, ponieważ wydawcy ich są zainteresowani wyłącznie sprzedażą książek, a nie weryfikacją prezentowanych wersji wydarzeń.

Jest to bardzo niebezpieczne wlewanie do środowiska mediów wielkiej ilości pomyj, które zdają się walczyć o pierwszeństwo z najbardziej nawet wypchaną dziwolągami science fiction. W ten sposób korzystający ze źle pojętej wolności słowa potrafią robić z ludzi idiotów, a sobie napełniać kieszenie. Jest rzeczą pouczającą, że dementowanie tych bzdur, nawet w poczytnych i opiniotwórczych pismach, jak „Spiegel”, wcale nie zmniejsza pokupności takich obłąkanych książek. Jak widać z tego, nie tylko cenzura działa szkodliwie, ale równie niebezpieczna i niezdrowa społecznie może być całkowita i niekontrolowana wolność słowa.

środa, 14 sierpnia 2003
Stanisław LEM


Fot. Anna Kaczmarz

Wydanie: 37/2021

Kategorie: Sylwetki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy