Stworzył mnie Wajda

Stworzył mnie Wajda

Przewrócił do góry nogami mój pomysł na ten zawód, na mnie jako aktorkę

Krystyna Janda – aktorka

Kim jest Andrzej Wajda dla Krystyny Jandy?

– Najważniejsze spotkanie w moim życiu zawodowym i prawie najważniejsze w całym życiu. Moje objawienie. Spotkałam reżysera, bardzo wrażliwego i delikatnego człowieka, kosmos o nazwie Andrzej Wajda. Długo można by mnożyć przymiotniki, dobierać słowa. A tego, kim jest Andrzej Wajda, nie da się opowiedzieć ani wyjaśnić. Więc lepiej przestać mówić i po prostu obejrzeć to, co stworzył.

Grałam z Piotrem Machalicą w Teatrze Powszechnym „Dwoje na huśtawce” w reżyserii Andrzeja. Zaczęłam próby dwa miesiące po urodzeniu Adasia. Andrzej męczył się na widowni, kręcił, stękał, a ja myślałam: „Co mu jest?”. Przecież go znam. W końcu przemówił: „Krysi trzeba dać jakieś bolerko”. „Po co mi bolerko?”, zdziwiłam się. „Bo… bo stałaś się po tym dziecku taka… taka CIELISTA”. Chodziło mu o to, że utyłam, podczas gdy on Gizelę widział szczuplejszą, ale za nic nie chciał mnie dotknąć. Z kolei na planie „Tataraku” nagle oświadczył: „Masz jedno oko za małe. Nie wiem, jak to nakręcić”. To było coś niesamowitego. Rzeczywiście, słońce tak jakoś się odbijało, raziło mnie. „Ale, Andrzej, ja mam równe oczy…”, zapewniłam. „Nie, nie, tak ci się wydaje… Jedno jest mniejsze. I co my z tym zrobimy? Oba są ładne, tylko jedno mniejsze”. Wszystko mnie w nim rozczula, także wady. Słabości. Ja go kocham.

Twój reżyser.

– Na planie „Człowieka z marmuru” nie zastanawiałam się nad znaczeniem tego filmu. Dla mnie najważniejszy był Andrzej Wajda. Zachłysnęłam się nim. Spotkałam wcześniej ważne postaci, budowały moje życie aktorskie: Aleksander Bardini, Zbigniew Zapasiewicz, Tadeusz Łomnicki, Andrzej Łapicki. W szkole teatralnej wpajano mi upor-
czywie zasady, które miały potem, po wyjściu ze szkoły, obowiązywać. Prawie nic się nie sprawdziło, a Andrzej wywrócił wszystkie reguły i zasady do góry nogami już pierwszego dnia, podczas pierwszego spotkania. Znalazłam się na planie u człowieka i reżysera, który zupełnie inaczej myślał, kompletnie inaczej działał niż wszyscy. Obserwowałam, jak robił coś, moim zdaniem absolutnie wspaniałego, i od razu mówił, że to jest do niczego i że może zrobilibyśmy lepiej. Albo w kółko powtarzał: „Nic nie rozumiem”. Największy, najwspanialszy mówi: „Nie wiem, a może to jest źle zrobione?”. To był dobry początek dla mnie. Nauka się zaczęła. Kompletne przeciwieństwo tego, czego przez cztery lata mnie uczyli w szkole teatralnej. Oni mieli pewność. On szukał, płonął, nie wiedział, nie znał drogi, ale cały czas biegł. Praca z nim to była „walka o ogień”.

(…) Przy nim nie obowiązywał żaden scenariusz. Wiadomo było, że jeśli w trakcie zdjęć wydarzy się coś interesującego, Wajda dokręci to ciekawe, nowe, niespodziewane i zrobi zupełnie inny film, niż planował.

Andrzej nauczył mnie innego myślenia. Ludzie zachowują się według schematów, a schematy nie istnieją ani w życiu, ani w sztuce. (…)

Gdybyś wtedy Wajdy nie spotkała…

– Na pewno nie byłabym taka, jaka jestem. On wypuścił mnie na wolność. Stworzył mnie jako aktorkę i jako kobietę. Choć w szkole teatralnej uznali, że jestem niekonwencjonalna, dopiero on mnie totalnie otworzył i pozwolił być sobą. A z drugiej strony przewrócił do góry nogami całą moją wizję siebie: mój pomysł na ten zawód, na mnie jako aktorkę. Po planie „Człowieka z marmuru” do dzisiaj uważam, że to „coś na końcu” jest najważniejsze. W ogóle nie liczy się, jak ktoś do tego doszedł, jakie są koszty po drodze. To, co robimy, jest najważniejsze. I ważne jest nie to, co już zrobiliśmy, ale co zrobimy, co przed nami.

Kiedy skończyły się zdjęcia do „Człowieka z marmuru”, czułam, że te dwa i pół miesiąca na planie zrobiły ze mnie innego człowieka. Po tym filmie moje rozmowy z reżyserami: Bugajskim, Piwowarskim czy Domaradzkim, zawsze były zarzewiem zmiany. Jeśli uważałam, że coś trzeba zmienić, odpalałam lont. Zadawałam pytania: „A dlaczego tak? Nie rozumiem, nie wiem, tu jest źle”. Byłam dla reżyserów okropna, ale lojalna. Jeśli mnie przekonali. Myślę, że byłam cennym partnerem, oczywiście dla tych, którzy chcieli mieć kogoś niepokornego na planie, emocjonalnego, zaangażowanego we wspólną pracę. Wielu tego nie lubi. (…)

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 31/2016

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy