Sumienia rzadko używane

Sumienia rzadko używane

Jeszcze po Brukseli jeździły karetki z ofiarami zamachów, gdy premier Szydło ogłosiła w telewizji, że nie widzi możliwości, aby w tej chwili do Polski przyjechali imigranci. Bardzo smutny dzień, a na dodatek ta żenująca wypowiedź. Że też nie ma na zapleczu rządu nikogo, kto by powiedział, że lepiej milczeć, niż opowiadać takie zawstydzające rzeczy. Najzwyklejsza ludzka solidarność, że o rozumie politycznym nie wspomnę, wymagałaby od osoby reprezentującej państwo polskie innego zachowania. Przecież naszych granic nie szturmują rzesze uchodźców, a bez pracy ponad miliona imigrantów zarobkowych, którzy już w Polsce są, głównie zza wschodniej granicy, ale również z Azji, wiele naszych firm nie mogłoby funkcjonować. I nic tej imigracji zarobkowej skutecznie nie zatrzyma. A jeśli nawet, to ze szkodą dla obydwu stron.

Problemem nie są przecież imigranci szukający lepszego życia i gotowi za to płacić potwornie ciężką pracą i wieloma wyrzeczeniami. Któż zresztą lepiej od Polaków zna tę upiorną drogę dorabiania się na obczyźnie? Jeśli nad przyjmowaniem i zatrudnianiem imigrantów można i trzeba dyskutować, to czym innym jest problem uchodźców. Można oczywiście uwalniać sumienie od odpowiedzialności za ich życie, opowiadając o kryjących się wśród nich terrorystach i pokazując w mediach młodych mężczyzn. I nie będzie to kłamstwo, bo tacy też są. A nawet jeśli jest ich dużo, to kogo wśród uciekających przed wojną jest więcej? Co zrobić z kobietami, dziećmi, starcami? Czy można ich zostawić na pastwę losu, odprawić krótkim oświadczeniem, że imigrantów nie przyjmujemy? I to mówi reprezentantka kraju, którego przywódcy na okrągło odwołują się do swojego rodaka Jana Pawła II. Kraju, który za rządów PiS bije wszystkie kraje świata manifestacyjną religijnością.

Kolejna antyimigrancka wypowiedź premier Szydło adresowana była nie do Europejczyków, ale do wyborców PiS, których stosunek do wszystkich obcych jest wręcz podręcznikowo paranoiczny.

To, co tu napisałem, w najmniejszym stopniu nie oznacza, że terroryzmu, każdego i w każdej postaci, nie trzeba zwalczać skutecznymi metodami. Będzie to kosztowało świat sporo dodatkowych środków, ale zapłaci każdy z nas osobno. Walki z terroryzmem nie da się chyba wygrać bez rezygnacji z części praw związanych z dotychczasową wolnością, jaką mają obywatele państw demokratycznych.

Wydanie: 13/2016

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy