Wolę fighterów

Wolę fighterów

Na kilka miesięcy przed wyborami samorządowymi sytuacja w Polsce przypomina kwadraturę koła. Widać, jak ubywa cierpliwości społecznej, a przybywa krytyki, krytyków i sygnałów rozczarowania polityką rządu. Oczywiście te oznaki zawodu rozkładają się nierówno i nie zawsze oznaczają, że ten czy ów minister źle pracuje.
Polowanie na ministra Łapińskiego wiąże się przecież głównie z tym, że chce za dużo i za szybko. I że boleśnie dla establishmentu medycznego łamie dotychczasowe układy i powiązania sięgające całych dziesięcioleci. Problemem Łapińskiego jest i to, że gdyby w Polsce były zakłady bukmacherskie, to niewielu by postawiło na to, że mu się uda. Dzieje się tak, pomimo że jego sukces byłby na pewno w interesie pacjentów.
Łapiński jest typem politycznego fightera. Mówi głośno o tym, co do tej pory było zastrzeżone dla towarzyskich pogwarek. Mało tego – wierzy w to, co mówi i próbuje działać zgodnie z taką filozofią. Kłopot, jaki ma z nim świat służby zdrowia, polega na tym, że jest on z samego środka tego środowiska. Lekarz i menedżer z krwi i kości. Człowiek, który przeszedł różne szczeble zawodowego awansu i na własnej skórze poznał mankamenty swojej branży. Nie da się mu zarzucić braku kwalifikacji i znajomości rzeczy.
W podobnej sytuacji jest minister Barbara Piwnik. Sędzia o bardzo dobrej opinii z okresu, gdy czynnie uprawiała ten zawód. Teraz swoje ówczesne doświadczenia i wiedzę musi wykorzystać do poprawy kulawej organizacyjnie i nękanej problemami etycznymi trzeciej władzy.
Osobiście wolę fighterów niż gładkich pozorantów i cyników, którzy z góry wiedzą, że niewiele da się zrobić. A skoro tak, to po co się narażać własnemu środowisku, do którego trzeba będzie kiedyś wrócić. Problemem rządu nie są ci pierwsi, nastawieni na zmiany, mimo że to o nich najgłośniej i często źle mówią niektóre media.
Na czas tak głębokiego kryzysu i tak wielkiej i powszechnej frustracji potrzebni są mocni i wyraziści politycy, menedżerowie i administratorzy. Mocni kompetencjami i charakterem. Znający materię, za którą odpowiadają i nie bojący się podejmowania decyzji. Zwlekanie i kunktatorstwo w niektórych obszarach tylko odwleka moment niezbędnej operacji. Tyle że pacjent jest coraz bardziej chory i jego szanse na ozdrowienie maleją. Zawsze też mogą się pojawić uzdrowiciele w typie Leppera, bądź cierpiący na amnezję politycy prawicy, którzy nie wstydzą się mówić „o potrzebie konsolidacji formacji, odpowiedzialności i rozsądku”. Rzecz dotyczy oczywiście byłych polityków AWS i UW.

Wydanie: 22/2002

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy