Marciniak, Zanussi, „Kamasutra”

Mój stary przyjaciel Jacek Marciniak ma i kieruje wydawnictwem Studio Emka, w którym ukazują się książki niekiedy dziwne, niekiedy znakomite, a niekiedy budzące moje zafrasowanie. O tych na ogół nie piszę, bo nie są przeznaczone dla takich czytelników jak ja. Ale wśród biznesmenów idą jak woda. Ostatnio przyniósł mi trzy dowody swoich edytorskich talentów. „Przewodnik po Unii Europejskiej”, rarytas dla wyższych urzędników, wywiad-rzekę z Zanussim i „Kamasutrę”. Zależało mu przede wszystkim na Zanussim, bo to początek nowej serii „Odnawianie Starego Kontynentu”, którą Emka wydaje wespół z Prymasowskim Wydawnictwem Gaudentium. Zanussi odpowiada, a pyta Dorota Maciejewska. Książka nosi tytuł „Bigos nie zginie!… w rodzinnej Europie”. Następny będzie arcybiskup Muszyński, potem Mazowiecki, potem Kułakowski, a potem będziemy już w Unii i skończą się pieniądze na tego rodzaju wydawnictwa.
O Zanussim postanowiłem napisać, nie czytając książki. Pewnie będzie zbyt święta dla mnie, a poza tym skądinąd wiem, co myśli Zanussi, a myśli o Unii to samo co i ja, więc właściwie szkoda czasu. Ale sumienie fachowca ukąsiło mnie tak dotkliwie, że jednak przeczytałem. Książka okazała się bardzo dobrze napisana, co zresztą bez lektury przewidywałem. Tak samo sprawdziły się moje przewidywania o zgodności poglądów Zanussiego z moimi. Natomiast co do świątobliwości, moje oczekiwania były przesadne, Zanussi okazał się o wiele normalniejszy, niż się obawiałem. Na szczęście jest parę rzeczy, które widzę inaczej, więc nie musi to być laurka doskonała, na co się zanosiło. Sam piszę teraz o Europie książkę, której tonacja jest podobna do Zanussiego.
Nie będę się czepiał szczegółów, bo temat jest tak ogromny, że każdemu coś może się przydarzyć. Zanussi mówi, arcysłusznie, o kuchni amerykańskiej: „Francuzi pogardzają tym jedzeniem, bo nawet prosty Francuz ma więcej smaku, niż można go znaleźć w chemicznie przyprawionym mięsie hamburgera”. Tu jestem bezradny, bo nigdy nie jadłem prostego Francuza. Trochę mniej bagatelne są zachwyty nad Medyceuszem, który wbrew „motłochowi” przeforsował budowę kopuły katedry florenckiej. Zyg, zyg, marchewka. Budowę kopuły, najśmielszego dzieła architektonicznego swoich czasów, zlecił Brunelleschiemu cech włókniarzy w 1420 r. Florencją rządziła wtedy komuna nicejska, może w praktyce frakcja Albizzich, może kto inny. Cosimo Medici był bankierem, polityki unikał jak złego ducha, co mu zresztą i tak nie pomogło. A Lorenzo Wspaniały był dopiero jego wnukiem.
To zresztą detal. Poważna i ciekawa rzecz zaczyna się, kiedy Zanussi mówi, że Polaków łączy z Amerykanami niejaki prymitywizm, w czym ma, niestety, rację. Albo kiedy wywodzi, że Platon jest patronem prawosławia, zaś Arystoteles Zachodu. Nie wiem, czy ma rację. Było nie było, tomizm skończył się w XV w., a odrodził dopiero w XX w. Na dobrą sprawę. Ale tomizm to nie jedyna wersja arystotelizmu, może i Zanussi ma rację. Natomiast twierdzenie, że Zachód musi się skończyć na Bułgarii i Rumunii, natomiast nie obejmie Rosji, jest bardzo dyskusyjne. Zanussi najwyraźniej nie czytał Neala Aschersona, który dowodzi, że Polska jest bardziej wschodnia niż Rosja, bo była bardziej otwarta na wpływy koczowników. Tak na przykład polski sejm powstał podobno pod wpływem tatarskiego kurułtaju. Bardzo w to wątpię, ale na przykład moja ukochana Wenecja tysiąc lat była zapatrzona w Konstantynopol i co z tego. Ale przypadek Rosji wart jest o wiele szerszej debaty. I nie wiadomo, co z tej debaty ostatecznie wyjdzie. Było nie było, Mendelejew, Pawłow i Stanisławski byli Rosjanami. Ja też kocham Zachód nie mniej chyba od Zanussiego, ale tłumaczenie, że masakry bałkańskie lat 90. wynikały z ich wschodniości… A Irlandia, czy też leży na Wschodzie Europy? A terroryzm Eta w Hiszpanii, czy jest pokłosiem Maurów? Odwrotnie, stworzył go najstarszy naród zachodniej Europy Baskowie. Mógłbym się z Zanussim spierać i o inne rzeczy, ale na jeden spór przypadłoby tysiąc spraw, w których z nim się zgadzam. A niejeden raz bardzo mnie zaskoczył swoją inteligencją.
Natomiast „Kamasutra” Marciniaka jest prawdziwym klejnotem edytorskim, pewnie bardzo drogim, nie wiem, bo dostałem od Jacka w prezencie. Komu się zdaje, że wie, co i jak w „tych sprawach”, niech przeczyta, a zwłaszcza poogląda. Jest co, to już nie Zanussi…

 

Wydanie: 10/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy