Świat jak Ciechocinek

Świat jak Ciechocinek

Ciechocinek to nie miejsce. Ciechocinek to stan umysłu

Ciechocinek przeżywa się bardzo intensywnie, zwłaszcza że każde przeżycie może się okazać ostatnim. Fora kuracjuszy buzują od opinii. Większość wpisów to skargi na innych balujących staruszków: „Oprócz muzyki ryczeli także goście, mimo średniej wieku 60-70 lat”; „Przez cienkie ściany o trzeciej nad ranem słychać odgłosy libacji alkoholowej z pokoju obok”; „Często jesteśmy w Ciechocinku i zauważyłam mnóstwo romansujących par w bardzo podeszłym wieku. Nie przyjechali na leczenie, przyjechali na podryw. Nie na próżno mówią Ciechocinek-Ruchocinek”; „Kobiety, szanujcie się: za kufel piwa czy lampkę wina – wstyd!”. Przykre, bo miejsca wypoczynku obiecują całkiem co innego. Przynajmniej w nazwie. Jeśli chodzi o sanatoria, nazewnictwo biegnie od ogólnorozwojowego (Eden) przez swojskie (Krystyna) po snobistyczne (St. George). Takoż w przypadku restauracji: Zdrojowa i Urocza, ale jednocześnie Bristol i Onyx. Domy wczasowe kuszą po mieszczańsku: Pod Różami, Relaks, Przy Lasku, Domowe Zacisze, ale też intrygują – bo jest i Willa Dafne, i Dom Siostry Honoratki, a nawet Benio, cokolwiek to znaczy.

Najzajadlej kuracjusze dyskutują o dancingach i fajfach. „Obsługa trąca zapadłą wiochą ze ściany wschodniej”; „Towarzystwo jak z wiejskiego wesela…”. A na to odpowiedź: „Tacy z wysokim mniemaniem o sobie są nudni i posępni. Proponuję ci wybrać się do teatru, operetki. Tam tacy nudziarze w gajerach, a damusie w sukniach wieczorowych będą cię podziwiać i mówić ach, och, ech…”. Opinie pozytywne są w zdecydowanej mniejszości: „Wieczorami świetnie zorganizowane tańce, tak jak w Mielnie i Juracie. Liczy się luźna atmosfera, dobra zabawa, zimne piwo, śmiech, śpiew i taniec, by odreagować od chamstwa”. Jak ktoś broni fajfów, natychmiast zostaje naprostowany: „Ty obrońco ciechocińskiej miejsko-gminnej kultury podwórkowej, nie wytężaj umysłu, bo z twojej twórczości bije analfabetyzm kulturowo-intelektualny”.

Kuracjusz za 5 zł

W Ciechocinku pieniądze są kwestią delikatną, bo zjeżdżają tu głównie kuracjusze niebogaci, często emeryci z chudymi portfelami. Wywiązuje się dyskusja. „Przyjdzie taki jeden z drugim, mają 5 zł, chcą się zabawić, napić, najeść i skorzystać z toalety. I to mają być goście!”. Na ripostę nie trzeba długo czekać: „Kupi taki sok za 1,80 zł, a sprzedaje jedną szklankę tego rozcieńczonego płynu za 5 zł. I to jest to podejście do klienta. Szubrawcy!”. Jest i głos zwrotny właściciela lokalu: „Idź, gołodupcu, do Tesco przed dancingiem i nachlaj się tanich piw i soków, tylko nie zapomnij, żebyś zostawił jakiś grosz na toaletę, bo takie dziady jak ty obszczywają park i podwórka”. Gość nie pozostaje dłużny: „Jeżeli zaś miałbym być u was, to tylko po to, by honorowo oddać mocz na środku parkietu przy ulubionym u was przeboju »Majteczki w kropeczki«”. Ta konwersacja nie dziwi, Danuta Rinn i Bogdan Czyżewski już 46 lat temu zapodawali tekst pióra Jana Tadeusza Stanisławskiego: „Na deptaku w Ciechocinku się wie / Że o ludziach można dobrze i źle / Mówić w kółko, jak fontanna taka, / Sączyć temat całe dnie”.

Pozostaje tylko tęsknota za starymi, dobrymi czasami: „W pijalni wód mineralnych, która została zdominowana przez sprzedaż mydła i powidła, nastąpiła degradacja… Niedługo będą tam w sprzedaży gwoździe i drut kolczasty…”. W rezultacie „Ciechocinek schodzi na psy. Kiedyś to miasto tętniło życiem, różne imprezy, Cyganie, festiwal dzieci niepełnosprawnych, jednym słowem było super, a dziś miasteczko odchodzi do lamusa”.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 31/2016

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy