Świat rządzony z ratusza

Świat rządzony z ratusza

Coraz większy wpływ na politykę mocarstw zyskują burmistrzowie miast

Z czołówek brytyjskich gazet od kilkunastu dni nie schodzi premier David Cameron. Na pierwszy rzut oka nie powinno to dziwić – najpierw zakończenie negocjacji z Unią podczas szczytu Rady Europejskiej w Brukseli, potem ogłoszenie na 23 czerwca daty referendum w sprawie Brexitu spowodowały, że jest on na ustach całego kontynentu. Jednak w ostatnich dniach nie wypowiadał się jako zwycięski negocjator, ale odpierał ataki partyjnego kolegi, dobrego znajomego jeszcze z czasów studiów w Oksfordzie, mera Londynu Borisa Johnsona.
Ekscentryczny burmistrz stolicy, druga najbardziej wpływowa osoba w Partii Konserwatywnej i jeden z faworytów do przejęcia schedy po Cameronie, jasno zadeklarował poparcie dla wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii. W wywiadzie dla BBC stwierdził, że krajowi „poza Unią byłoby lepiej na wszystkich płaszczyznach”, czym wywołał popłoch wśród proeuropejskiej części torysów. Media na Wyspach są jednak zgodne – mimo że do głosowania pozostały cztery miesiące, poparcie Johnsona może przechylić szalę zwycięstwa na korzyść zwolenników Brexitu.
Innym samorządowcem, który mógłby sporo namieszać, jest były burmistrz Nowego Jorku Michael Bloomberg. W niedawnym wywiadzie dla brytyjskiego „Financial Times” przyznał, że rozważa start w wyborach prezydenckich jako kandydat niezależny. Na pewno może sobie na to pozwolić, bo jako magnat medialny byłby w stanie samodzielnie sfinansować kampanię, a jego kandydatura odebrałaby głosy zarówno prawdopodobnej reprezentantce Partii Demokratycznej Hillary Clinton, jak i kandydatom republikańskim.

Impuls z ratusza

Oczywiście te przykłady można uznać za skrajne. W końcu zarówno Johnson, jak i Bloomberg to znani politycy rządzący (dawniej lub obecnie) największymi metropoliami, mający ogromne zaplecze polityczne i finansowe. Nie powinno więc dziwić, że wywierają ogromny wpływ na politykę w swoich krajach. Jednak obaj wpisują się w nurt municypalizacji sceny politycznej, widoczny niemal na całym świecie. Burmistrzowie największych miast, nierzadko bardziej świadomi problemów wyborców i oderwani od wielkich debat ideologicznych, coraz częściej wskazują kierunek rozwoju infrastrukturalnego, technologicznego i społecznego dla aglomeracji, regionów, często całych krajów. Impuls nie idzie już z pałaców prezydenckich czy kancelarii premierów – centrum nowej polityki stał się w dzisiejszych czasach ratusz.
Przedstawiciele władz lokalnych nie ograniczają się już do wąskich, odtwórczych kompetencji. Przeciwnie, sięgają coraz śmielej po uprawnienia dawniej zarezerwowane dla władz centralnych. Pokazem takiego zdecydowanego wejścia na terytorium przedstawicieli wyższego szczebla rządów była akcja Manueli Carmeny, piastującej od roku stanowisko burmistrza Madrytu. Latem zeszłego roku Carmena, w kontrze do polityki premiera Hiszpanii Mariana Rajoya, ogłosiła, że Madryt z otwartymi ramionami przyjmie uchodźców szturmujących wówczas południowe granice Unii Europejskiej. Rajoy kategorycznie odmówił dobrowolnego przyjęcia przez Hiszpanię uchodźców (nie istniał jeszcze unijny system dystrybucji kwot migrantów), a dzień później Carmena wywiesiła na fasadzie ratusza ogromny napis witający uchodźców. Uruchomiła następnie specjalny program wsparcia finansowego dla przybywających do Madrytu i rekrutowała wolontariuszy do pomocy. W ciągu kilku tygodni do akcji Carmeny przyłączyli się samorządowcy m.in. z Walencji, Malagi i Sewilli, krytykując jednocześnie Rajoya za zamykanie granic. Presja działaczy lokalnych i mediów okazała się na tyle skuteczna, że premier ustąpił i radykalnie zmienił pozycję, deklarując na forum unijnym gotowość do pomocy uchodźcom. Komentując oświadczenie Rajoya na konferencji prasowej, Carmena podkreśliła, że „dzięki akcji samorządowców Madryt znów stał się wspólnym głosem całej Hiszpanii”. Przez moment ta prawdziwa władza zasiadała w ratuszu, nie w parlamencie.
Miejskie ośrodki decyzyjne coraz częściej pełnią funkcję laboratoriów polityki publicznej. To na poziomie metropolii najczęściej przeprowadza się eksperymenty polityczne i społeczne, często z sukcesem przenoszone na wyższe szczeble administracji, a przede wszystkim do innych krajów. Najlepszym przykładem jest tu budżet partycypacyjny, coraz popularniejszy również w Polsce.

Fotel jak trampolina

Pomysł ten, polegający na przeznaczaniu części rocznych środków z budżetu miasta na inicjatywy zgłoszone, wybrane i często do pewnego stopnia realizowane przez samych mieszkańców, wywodzi się z brazylijskiego Porto Alegre. Początkowo projekty miały dotyczyć jedynie alternatywnych wobec samochodu środków transportu i rozwiązań służących polepszeniu komunikacji miejskiej. Ne bez powodu budżet partycypacyjny nazywano najpierw zielonym i rowerowym. Z czasem jednak jego zakres został bardzo poszerzony, a twórca programu, Olívio Dutra, ówczesny burmistrz Porto Alegre, stał się doradcą Banku Światowego w zakresie mobilizacji społecznej na poziomie lokalnym i ambasadorem budżetu obywatelskiego na całym świecie. Utorował sobie również drogę do wielkiej polityki, stając się w 2002 r. ministrem ds. miast i jedną z najważniejszych postaci pierwszego rządu prezydenta Luli da Silvy.
Sprawne rządzenie metropolią jest też nierzadko trampoliną do najważniejszych stanowisk w kraju. Tak było chociażby w przypadku niedawno wybranego prezydenta Argentyny Mauricia Macriego, znanego bardziej z działalności biznesowej niż z sukcesów politycznych. W listopadowych wyborach zwyciężył jako pierwszy prezydent niereprezentujący żadnego z dwóch wielkich obozów politycznych Argentyny – ani potomków peronistów we Froncie na rzecz Zwycięstwa, ani Radykalnej Unii Obywatelskiej. Jego zaplecze polityczne stanowili bowiem samorządowcy, z którymi współpracował jako burmistrz Buenos Aires. To oni w dużej mierze przygotowali jego kampanię i pomogli mu wprowadzić się do prezydenckiej siedziby w Casa Rosada.
Jako burmistrz Macri był znany z szybkiego rozwiązywania problemów – w ten sposób m.in. załagodził spór ze związkami zawodowymi pracowników metra, udało mu się również szybko obniżyć bezrobocie poprzez system programów i warsztatów pozwalających na przekwalifikowanie się tym, którzy wypadli z rynku pracy. Tę samą logikę działania próbuje teraz przenieść na poziom krajowy, choć z różnym skutkiem. Przypadek Macriego ilustruje bowiem najczęstszy problem, z którym zmagają się byli burmistrzowie na arenie centralnej. Przyzwyczajeni do jednowładztwa i skuteczności w ratuszu, rządząc krajem, muszą nagle godzić interesy dziesiątków stronnictw i liczyć się z opinią innych organów administracji. Macri na razie obchodzi ustrój, rządząc głównie za pomocą dekretów, przez co środowiska lewicowe coraz częściej porównują go do protagonistów upadłej 30 lat temu dyktatury lub do samego Juana Peróna. Czas pokaże, czy porównania te nie są przesadzone, faktem jest jednak, że realizowanie planów na poziomie krajowym to rzecz dużo bardziej skomplikowana i Macri z pewnością tę lekcję już przerobił.

Nowe kierunki

Nie da się ukryć, że na wielu płaszczyznach polityki, na których rządy centralne ponoszą spektakularne klęski, miasta – choć na dużo mniejszą skalę – notują coraz wyraźniejsze sukcesy. Tak było z kryzysem migracyjnym, transportem i walką z wysokoemisyjną gospodarką. Często jednak rządy federalne sprzeciwiają się autonomizacji ratuszów, jak chociażby w przypadku skrytykowania przez przedstawicieli administracji George’a W. Busha planów władz Waszyngtonu dotyczących zaostrzenia prawa do posiadania broni palnej. Z drugiej strony, jak pisze amerykański politolog Benjamin Barber w książce „Gdyby burmistrzowie rządzili światem”, rządy burmistrzów są przyszłością naszej cywilizacji, opartej na wartościach demokratycznych. To przecież z miast-państw, starożytnych polis, wypłynęła demokratyczna fala. Niewykluczone, że w sytuacji gdy aparaty władzy centralnej są coraz słabsze i często przestarzałe, to lokatorzy ratuszów w Londynie czy Rzymie wytyczą kierunki cywilizacyjnego rozwoju. Przykład Borisa Johnsona pokazuje jednak, że ten rozwój nie musi być wcale skierowany w dobrą stronę.

Foto: AFP / WILL OLIVER

Wydanie: 10/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy