Syn ma pierwszeństwo

Syn ma pierwszeństwo

Ciepła posadka w Straży Granicznej

Według „Faktu” jeden z synów Bogdana Sakowicza, wiceszefa CBA i białostoczanina rodem, dostał pracę w Podlaskim Oddziale Straży Granicznej po znajomości. Miał mu w tym pomóc były szef SG gen. Marek Łapiński, obecnie sekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej. Obaj panowie znają się bowiem dobrze jeszcze z czasów służby w Urzędzie Ochrony Państwa, poprzedniku Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Przypadek Piotra Kaczorka, rzecznika CBA, zawieszonego, gdy wyszło na jaw, że od lat nie spłaca kredytu zaciągniętego w SKOK Wołomin, to niejedyna ostatnio afera związana – pośrednio lub bezpośrednio – z pisowskimi tajnymi służbami. Zanim Kaczorek przykrył swoją historią inne ubiegłoroczne newsy, takie jak awans do Banku Światowego syna Mariusza Kamińskiego, koordynatora służb specjalnych, czy ulokowanie zastępcy Kamińskiego, Macieja Wąsika, jako przedstawiciela służb w Komisji Nadzoru Finansowego, przez chwilę było głośno o Bogdanie Sakowiczu, historyku po Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, wiceszefie CBA.

Syn Bogdana Sakowicza, Marceli, miał dwukrotnie przystępować do testów psychologicznych, obowiązujących kandydata na współczesnego wopistę. Za pierwszym razem test oblał, za drugim szczęście mu sprzyjało – z trudem, ale zdobył wymaganą liczbę punktów. Informatorzy PRZEGLĄDU twierdzą nawet, że ktoś mu ten test z życzliwości mógł podrasować i od 2017 r. syn pisowskiego prominenta jest już na stałe zatrudniony w Straży Granicznej.

– Z tymi testami w ogóle jest dziwna rzecz. Bywa, że nie dają sobie z nimi rady żołnierze po misjach, a zdają je cywile, którzy potem, już na służbie, strzelają sobie w łeb – mówi jeden z pracowników Straży Granicznej. Ostatni taki głośny wypadek przydarzył się kilka lat temu na placówce SG w Białowieży. Funkcjonariuszka przeżyła, ale prawie straciła wzrok.

Biuro Spraw Wewnętrznych SG dowiedziało się o skandalu z testami, ale działań nie podjęło. A przecież na stronie internetowej Wydziału V Zamiejscowego w Białymstoku tego biura, które ma łapać skorumpowanych strażników, stoi jak wół, że „korzyść osobista – jest to świadczenie o charakterze niemajątkowym polepszające sytuację osoby, która je uzyskuje (np. obietnica awansu, odznaczenie orderem, wyuczenie zawodu). Korupcją majątkową lub osobistą jest korzyść zarówno dla siebie, jak i dla kogoś innego”.

Podwładni Sakowicza okazali się pod tym względem odważniejsi, ale to też niewiele dało. Były funkcjonariusz Centralnego Biura Antykorupcyjnego: – Za przyjęciem do Straży Granicznej młodego S. stał ówczesny naczelnik kadr z Białegostoku, niejaki S.Z. (imię i nazwisko do wiadomości redakcji). Został wkrótce przeniesiony do centrali w Warszawie na polecenie gen. Łapińskiego, a z CBA wyleciały osoby, które sprawę rozpracowywały. Za rządów PiS niestety raczej nie ma co liczyć na wyjaśnienie tej historii. Wszystko jest zamiatane pod dywan.

Jakby na potwierdzenie tych słów w czerwcu 2018 r. Prokuratura Okręgowa w Radomiu umorzyła postępowanie w sprawie przekroczenia uprawnień przez ludzi w zielonych mundurach i Marceli S. mógł już śmiało i bez wyrzutów sumienia pojechać na kurs podoficerski.

Nasze wiewiórki twierdzą, że po powrocie z kursu czeka na chłopaka ciepła posadka. Dosłownie ciepła. Zamiast bowiem w deszcz, śnieg czy burzę łapać przekraczających nielegalnie wschodnią granicę jakichś islamistów czy Wietnamczyków, Marceli S. ma dostać biurko w Wydziale Kadr i Szkolenia w Podlaskim Oddziale SG. Gdyby okazało się to prawdą, jego przypadek nabierze wielce symbolicznej wymowy.

Fot. Stefan Maszewski/REPORTER

Wydanie: 3/2019

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy