Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Poszła po MSZ plotka, że Janusz Mrowiec może nie wyjechać na stanowisko ambasadora w Algierii. Mrowiec był przez lata całe chargé d’affaires w Dakarze. Potem, u schyłku rządów AWS, wrócił do kraju i zajął się u boku Włodzimierza Cimoszewicza przygotowaniem reformy MSZ. Po wyborach, rok temu, przyszedł do MSZ jak dyrektor Sekretariatu Ministra. Po czym minister szybko podziękował mu za współpracę. A potem zaproponował stanowisko ambasadora.
I wszystko poszłoby tak jak trzeba, gdyby nie drobiazg. Otóż w międzyczasie Cimoszewicz wymyślił egzaminy językowe dla wyjeżdżających za granicę dyplomatów. I na takim egzaminie, z francuskiego, Mrowiec, który lata całe spędził w Senegalu, poległ. Potem miał poprawiać, ale to wszystko jakoś się rozmyło, i nie wiadomo – czy pojedzie, czy też nie.
Jeżeli jesteśmy przy językowych egzaminach, to parę dni temu pożegnał się z kolegami, przed wyjazdem na placówkę, człowiek, który jako jedyny zdał je celująco. To Tadeusz Pawlak, przyszły (a może już obecny, bo w tych dniach miał wyjeżdżać do Mińska) ambasador RP na Białorusi.
Pawlak to doświadczony pracownik MSZ, znany z tego, że wiedzę i umiejętności przedkłada nad układy. W czasach PRL, pracując w MSZ, nie dał zapisać się do PZPR, pozostając bezpartyjny. Potem, w czasach Skubiszewskiego nie przystąpił (jak wielu mocno-partyjnych pracowników MSZ) do obozu zwycięzców. Więc znów funkcjonował jako nie-swój. Japonista z wykształcenia, absolwent MGIMO (zna jeszcze biegle rosyjski i angielski), był w swej karierze m.in. zastępcą ambasadora w Tokio oraz zastępcą ambasadora w Kijowie i na obu stanowiskach bardzo go chwalono. Teraz w MSZ proponowano mu, by pojechał jako ambasador do Japonii, ale on wybrał Białoruś. Zdawał więc egzamin z rosyjskiego, no i zdał celująco. Co jest rzeczą rzadką – bo jednym z felerów naszej służby zagranicznej jest mała liczba osób znających biegle język Puszkina. To śmieszne, wszystkim wydaje się, że to język słowiański, i że skoro uczyli się go w szkole, to poradzą sobie w Rosji bez problemów. Cóż, rzeczywistość brutalnie weryfikuje te oczekiwania. I potem mamy takie sytuacje jak ta sprzed paru lat, kiedy w całej ambasadzie RP w Moskwie nie można było znaleźć osoby, która potrafiłaby napisać po rosyjsku notę.
Jeżeli wspomnieliśmy Japonię – wszystko wskazuje na to, że skończył się etap szukania nowego ambasadora w Tokio, następcy niesławnego Jerzego Pomianowskiego.
Nie, nie jest to anonsowany wcześniej Zdzisław Rapacki, pracujący dziś w Kancelarii Prezydenta. Nowym ambasadorem będzie japonista, osoba spoza MSZ.
Czy to dobrze? Na pewno lepiej byłoby, gdyby ambasadorem była osoba dobrze „umocowana” w polskiej rzeczywistości politycznej. Ale – z drugiej strony – po kiksach dotychczasowego szefa placówki, osoba na poziomie będzie jak najlepiej widziana.

 

Wydanie: 40/2002

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy